Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Akt seksualny po grzechu pierworodnym

Akt seksualny po grzechu pierworodnym

Od czasu popełnienia grzechu pierworodnego Bóg, jako miłość ogarniająca całego człowieka, nie jest już w naturalny sposób rozpoznawany i wprost intuicyjnie wyczuwany. Człowiek pozbawiony bezpośredniej świadomości i odczucia miłości Bożej jest nieustannie niezaspokojony, co objawia się z jednej strony tęsknotą do nieskończonej, doskonałej miłości, z drugiej zaś – przeżyciem nieustannego egzystencjalnego braku, duchowej pustki.

Doświadczenie to jest zakodowane w człowieku, jest doświadczeniem fundamentalnym, wokół którego rozwija się jego życie. Szuka więc człowiek nieustannie swojej miłości, swojego spełnienia, swojego szczęścia. Nie zdaje sobie jasno sprawy, że jako Boże stworzenie tylko w Bogu może znaleźć upragnione szczęście, że pragnienie, które odkrywa w sobie, jest naprawdę pragnieniem samego Boga i na tym polega jego dramat. Święty Augustyn dopiero po nawróceniu zrozumiał, że wszystko, czego szukał w swoim życiu, znalazł dopiero wtedy, gdy znalazł Boga.

Gdy Bóg nie jest głównym i najważniejszym celem ludzkich dążeń, to Jego miejsce zajmują ludzie lub rzeczy, które jakby automatycznie zostają absolutyzowane i ubóstwione. Stają się oparciem, zabezpieczeniem. Za ich pomocą człowiek próbuje nadaremnie zaspokoić ciągle nienasycone pragnienie miłości. Swoje serce lokuje w pogoni za pieniądzem, dobrobytem, wygodą, sławą, prestiżem społecznym, władzą, seksem… Łudzi się, że zdobędzie upragnione szczęście i miłość, gdy na pierwszym miejscu, zamiast Boga, postawi przyjaźń, małżeństwo, rodzinę, dzieci. Z czasem czuje się zawiedziony, oszukany, samotny, pusty. Szczelnie zamyka się w kręgu swego egoizmu. Broni z determinacją tych wartości i dóbr ziemskich, w których “zamiast Boga” zakotwiczył swoje życie. Św. Augustyn nazywa to zachowanie invicta cupiditas – niezwyciężoną pożądliwością. Z niej wywodzą się wszystkie rodzaje osobistych grzechów. Tak pojęty grzech pierworodny jest przede wszystkim dramatem egzystencjalnym człowieka, który maniakalnie broni się przed przyjęciem prawdy o swoim przeznaczeniu – życiu w przyjaźni i zażyłości z Bogiem. Dlatego sprzeciwia się Bogu, rzekomemu sprawcy zła i niesprawiedliwości, jak i wszelkim propozycjom mającym na celu uzdrowienie jego sytuacji; występuje w nim niechęć przed uznaniem siebie jako grzesznika potrzebującego Bożej pomocy. Wszechstronny opór przejawia się w przeświadczeniu o swojej niewinności, w poczuciu, że stale jest się niesprawiedliwie traktowanym, krzywdzonym, niedowartościowanym.

Powrót do Boga nie oznacza pogardy i odrzucenia wartości tego świata. Nie oznacza odrzucenia miłości, małżeństwa, radości seksualnej. Święty Augustyn wyjaśnia dokładniej ten problem: “Nie zabrania ci Bóg miłować stworzeń; nie powinieneś jednak szukać w nich szczęścia, lecz je poznawać i cenić, aby kochać ich Stwórcę”1. Chodzi więc o to, aby “stworzenia” ustawić na właściwym miejscu, zrewidować hierarchię wartości, uwolnić się od płytkich, afektywnych uczuć i dojść do takiego stanu, w którym Bóg nie będzie umieszczony na obrzeżach i peryferiach ludzkiego życia, ale będzie rzeczywiście w jego centrum. Chodzi o to, aby człowiek nie przywłaszczył sobie darów Boga (małżonka, dzieci, dóbr materialnych), zapominając o ich Panu i Stwórcy. Przewartościowanie ma zasadniczy wpływ na miłość małżeńską i w konsekwencji także na współżycie seksualne małżonków.

Nauka św. Augustyna

W nauce na temat przekazu grzechu pierworodnego św. Augustyn wskazał na stosunek seksualny jako na „kanał” przekazu tego grzechu. Według tego teologa każdy akt seksualny odbyty po grzechu pierworodnym zawiera w sobie pożądliwość, która jako siła niemoralna i niepohamowana wymyka się kontroli rozumu i przez to staje się autonomiczna. Obecność tak rozumianej dysharmonii w akcie seksualnym, który jest równocześnie aktem prokreacyjnym wpływa na owoce aktu, którym jest dziecko. Dziecko rodzi się skażone grzechem pierworodnym poprzez grzeszny akt ludzki, dzięki, któremu zaistniało. Mówiąc o akcie ludzkim Augustyn rozróżnia to, co pochodzi od Boga w akcie prokreacyjnym, od tego co pochodzi od człowieka. Dziecko, które pochodzi od Boga jest wspaniałym darem miłości, ale z powodu niedoskonałego udziału człowieka, skażonego grzechem pierworodnym, jakość tego najlepszego z darów Bożych jest obniżona przez grzech człowieka. Przesadne traktowanie wielkości grzechu pierworodnego wpłynęło na kształtowanie się opinii o grzeszności popędu seksualnego. „W czasach wywołanego przez AIDS strachu przed zarażeniem w wyniku kontaktów seksualnych, można sobie wyobrazić, co mogła znaczyć świadomość zarażenia dziecka grzechem pierworodnym” . Zarzut ten nie jest bezpodstawny, ponieważ w pewnym okresie głoszono pogląd, że z powodu przekazu grzechu pierworodnego dzieci umarłe bez chrztu nie dostąpią zbawienia.

Urząd Nauczycielski Kościoła nigdy nie zgodził się z tak zawężonym rozumieniem sposobu przekazu grzechu pierworodnego, koncentrując swoją uwagę nie na samym współżyciu seksualnym, ale na fakcie dziedziczenia natury ludzkiej z pokolenia na pokolenie. Taką myśl zawiera tekst stwierdzający, że grzech ten „pochodzi z grzechu rzeczywiście popełnionego przez jednego Adama i który przechodząc na wszystkich przez rodzenie, tkwi w każdym człowieku jako jego własny” . Pomimo prób innego sposobu wyjaśnienia przekazu grzechu dla wielu teologów interpretacja tradycyjna, odwołująca się do biologicznej drogi przekazu wydaje się najbardziej pewnym wyjaśnieniem jego pokoleniowego trwania.

Odrzucając jednoznacznie próbę traktowania samego stosunku seksualnego jako kanału przekazu grzechu możemy stwierdzić, że każda ludzka czynność (także i współżycie seksualne) jest związana z pewnym oddziaływaniem duchowym i psychicznym, które wpływa pozytywnie lub negatywnie na drugiego człowieka. Psychologia rzuca pewne światło na te mechanizmy psychologicznych zależności. Kobieta zraniona przez mężczyznę może zaszczepić w córce negatywne przesłanie o mężczyźnie i o seksualności, i ten zły wpływ matki przez całe lata odbija się, wręcz pasożytuje na relacji córki do mężczyzn, na jej życiu seksualnym . Widzimy więc, że rana emocjonalna zadana kobiecie przez mężczyznę może być przekazywana, dziedziczona przez jej dziecko. Nie mówimy, że to akt seksualny przenosi bezpośrednio te obciążenia. Widzimy jednak możliwość przekazu obciążeń duchowych i psychicznych poprzez oddziaływanie psychiki i ducha przekaziciela. Sfera seksualna człowieka jest bardzo delikatna, łatwo zbiera i ujawnia przeróżne napięcia, jakie rodzą się w człowieku — jest ich wyrazicielem. Dlatego może stać się znakiem i wyrazem wielkiej radości jak i strasznego cierpienia.

Próbując opisać wpływ grzechu pierworodnego na seksualność człowieka należy być szczególnie roztropnym. W historii pojawiło się wiele błędnych opinii, które przeszkadzały w przyjęciu tej nauki, tak aby jej znajomość pomagała w mądrym przeżywaniu seksualności. Przede wszystkim trzeba sobie jasno zdawać sprawę, że skutki grzechu pierworodnego dosięgły wszystkich wymiarów życia człowieka. Jednym z tych wymiarów, które zostały zakłócone jest relacja między mężczyzną a kobietą. Dziedzina życia seksualnego jako jedna z wielu uległa pewnej deformacji. Obecność w każdym człowieku skutków grzechu pierworodnego nie oznacza, że w ludzkim organizmie jest jakaś dziedzina czy sfera niestworzona przez Pana Boga i z tego powodu wyłączona spod wpływu jego łaski, z założenia nie dobra, niemożliwa do zaakceptowania.

Zanim zaczniemy się zastanawiać nad problemami jakie rodzi sfera seksualna trzeba pamiętać, że podstawową intuicją chrześcijańską jest przeświadczenie, że Bóg bardzo dobrze stworzył człowieka, w tym także jego popęd seksualny. „A Bóg widział, że było (…) bardzo dobre” (Rdz 1,31). Z faktu stworzenia człowieka przez Boga trzeba wyciągnąć wniosek, że pragnień seksualnych, podnieceń, przeżywanej namiętności nigdy nie można traktować jako zła, także i po grzechu pierworodnym. Zmysłowość, z właściwym dla niej pragnieniem intensywnej przyjemności, jest zaplanowana i stworzona przez Boga. Przyjmując takie założenie staje się jasne, że widząc w sobie istnienie naturalnych poruszeń, pobudzeń i namiętności w sferze seksualnej nie można w nich dopatrywać się grzechu (a tym samym potępić) . Grzech pierworodny nie zdeformował ludzkiej natury tak, aby jej cechy konstytutywne przestały nagle mieć wartość. Grzech pierworodny wprowadził nieład w sferę przeżywania, zakłócił relację między mężczyzną a kobietą. Nie jest ona już taka, jaka była pierwotnie – „wzajemnym obdarowywaniem się osób”. Miłość została skażona, pojawił się egoizm, uprzedmiotowienie drugiego człowieka. Ta zaburzona relacja, mająca swoje korzenie w ludzkim duchu, wyraża się na zewnątrz poprzez ciało. Objawia się w wielu zachowaniach, także przez seksualność. Nie poprzez jakiś inny, gorszy rodzaj podniecenia czy rozbudzenia seksualnego, ale poprzez inne przeżywanie tych uniwersalnych, wszechludzkich reakcji, nadanie im innego, zafałszowanego znaczenia, pokrętnej interpretacji. Nagość ciała, seksualność, współżycie seksualne, podniecenie pozbawione czystości duchowej nie oznaczają już tego samego, nie komunikuje tej samej duchowej głębi. Teologiczny termin „pożądanie” próbuje nazwać tę zakłóconą relację do drugiego człowieka. Utarło się potocznie, że wyraża on tylko krytykę samej reakcji seksualnej, ale w myśl chrześcijańskiej wizji człowieka nie chodzi tylko o ciało, ale tak samo, a może nawet przede wszystkim, o stan ducha, który poprzez ciało pożąda, czyni drugiego człowieka przedmiotem egoistycznego zaspokojenia, zabiera mu wolność, nie respektuje granic, okłamuje. To właśnie owo duchowo-cielesne zakłócenie jest owocem grzechu pierworodnego, który wprowadził trudność w komunikacji między mężczyzną a kobietą, osłabił zdolność dzielenia się miłością, także za pomocą seksualności. Osłabił, zepsuł, ale nie unicestwił, nie zniszczył. Dlatego człowiek cały czas nosi w sobie zdolność kochania, choć w praktyce często nie udaje się mu dojrzale ją przeżywać i realizować. Realizm, który w spojrzeniu na aktywność seksualną dostrzega oprócz dobra, także egoizm człowieka sprawia, że Kościół nie może bezkrytycznie afirmować współżycia seksualnego, tak jakby ten sposób kontaktu między mężczyzną a kobietą niósł zawsze ze sobą czyste dobro, wyrażał zawsze autentyczną miłość. Świadomość ilości krzywd wyrządzonych za pomocą seksualności nie pozwala przyjąć tak optymistycznej wizji. Realistyczne spojrzenie chroniące Kościół przed naiwnością nie stoi w sprzeczności z szacunkiem dla seksualności i jej akceptacją.

Niedojrzałość uczuciowa człowieka

Nauka o grzechu pierworodnym pozwala dostrzec w ludzkiej seksualności stałą skłonność do traktowania drugiej osoby jako przedmiotu użycia. „Z tym zniewoleniem idzie też przyćmienie piękna, które ciało ludzkie posiada w swej męskości i kobiecości przenikniętej duchem. Wszystko to, co dotychczas stanowiło naturalne, somatyczne oraz seksualne elementy atrakcyjności we wzajemnych kontaktach mężczyzny i kobiety, teraz odsłoniło się jako siła autonomiczna, ograniczająca wyraz ducha i przeżycie daru osoby” . Spojrzenie na drugą osobę przez taki pryzmat przewraca obiektywny porządek wartości, w którym wymiar daru jest najistotniejszy. „Tak więc nie może człowiek całkowicie bezpiecznie zaufać samym reakcjom zmysłowości (a nawet uczuciowości, którą ze zmysłowością łączy w życiu psychicznym poniekąd wspólne źródło), nie może ich jeszcze uznać za miłość, ale musi z nich dopiero miłość wydobyć. Zawiera się w tym pewna przykrość, człowiek bowiem chciałby po prostu pójść za tym, co spontaniczne, chciałby znajdować miłość już gotową we wszystkich reakcjach, które mają za przedmiot drugiego człowieka” . Dążenie to ujawnia się bardzo wyraźnie w podejściu do współżycia przedmałżeńskiego: 58% młodzieży dopuszcza współżycie seksualne z osobą, co do której nie ma poważnych zamiarów małżeńskich. Tylko 15% odrzuca taką możliwość. Natomiast 83% zgadza się na współżycie seksualne z osobą, wobec której ma się poważne zamiary małżeńskie, 7% jest przeciw. Stosowanie antykoncepcji dopuszcza nawet 90%.

Zbliżenie seksualne wydaje się dla wielu ludzi naturalną formą przyjacielskiego kontaktu i wspaniałą okazją do pogłębienia psychicznej więzi. Ci, którzy tak myślą, nie widzą potrzeby rezerwowania tylko dla małżonków tego wyrazu ludzkiej bliskości, lecz dostrzegają szansę wykorzystania możliwości współżycia seksualnego, nawet w każdym interesującym kontakcie z drugą osobą. Decyzja rozpoczęcia współżycia seksualnego zostaje podjęta na podstawie subiektywnego przeświadczenia, że kochankowie są już wystarczająco dojrzali do takiej formy miłości. Poglądy te, obecne także wśród nominalnych członków Kościoła – niekoniecznie do końca uświadomione i zreflektowane – znajdują wielu zwolenników.

Współżycie seksualne podjęte przed małżeństwem bez zaangażowania uczuciowego odbija się na psychice partnerów — rodzi poczucie niezaspokojenia, wzrost egoizmu, zahamowanie rozwoju osobowościowego i społecznego. „U mężczyzn regresywny blok rozwojowy przejawia się przede wszystkim we frustracji seksualnej, będącej bezpośrednim skutkiem podjęcia seksu bezuczuciowego, a zwłaszcza w utracie szacunku do kobiet i nie rozumieniu tego, że kobieta z natury swej psychiki przeżywa seks pozytywnie tylko wtedy, gdy jest on wyrazem jej uczucia. Frustracja skłania także mężczyznę do szukania dalszych relacji seksualnych, nieraz w sposób zupełnie nieodpowiedzialny. Pogłębia to tylko frustrację, zawiedzenie seksem i nastawienie się do życia negatywnie, a nierzadko cynicznie” . Podjęcie seksu pozbawionego uczuć głęboko rani osobowość kobiety. Traci ona zaufanie do ludzi, pojawia się negatywny obraz mężczyzny. Utrwalenie rozdziału seksu od uczucia poprzez kolejne stosunki bezuczuciowe powoduje, że staje się ona „egoistyczna, zimna uczuciowo, wykorzystuje seks dla innych korzyści — zdobycia stanowiska, mieszkania lub strojów — w sposób cyniczny, bezwzględny. Zanikają w jej psychice cechy, charakteryzujące normalnie dojrzałą kobietę: delikatność w zachowaniu, zdolność do zrozumienia innych i odczuwania ich potrzeb oraz chęć i umiejętność wypełniania ról opiekuńczych. Jest to prymitywizacja psychiczna, cofnięcie się w rozwoju osobowym” . Badania potwierdzają, że osoby, które uprawiały przed małżeństwem seks bez uczuć nie potrafią w małżeństwie doświadczyć głębszego zaangażowania uczuciowego w akcie seksualnym . Zagrożenia zniszczenia rodzącej się miłości jest szczególnie duże u par, które podjęły stosunki seksualne w okresie początkowego uczucia . Także ci, którzy współżyjąc seksualnie są już zaangażowani uczuciowo, czyli podjęli współżycie seksualne na późniejszym etapie swego związku cofają się w miłości, poprzez wzmocnienie postaw egoistycznych . W przyszłości mogą spodziewać się trudności we wzajemnym pożyciu np. brak wzajemnego zaufania, podejrzenie o niewierność, poczucie winy.

Dysharmonia, jaka panuje między mężczyzną a kobietą, sprawia, że poprzez ciało człowiek nie tylko wyraża swoje stany wewnętrzne, ale także i maskuje prawdziwe intencje i dążenia. Ciało straciło swoją przejrzystość znaku miłości, stało się także środkiem manipulacji, ukrycia, dwuznaczności . Zakłócenie uprzedniej harmonii objawia się w relacji seksualnej mężczyzny i kobiety. Człowiek chce zaspokoić swoje pragnienia seksualne pomijając osobowy wymiar drugiej osoby. Zmysłowość postrzega w bardzo jednostronny sposób. W jego umyśle kształtuje się najpierw spontaniczna ocena nie tyle wartość osoby, co wartości jej ciała i to tylko jako możliwego przedmiotu użycia, narzędzia służącego do zaspokojenia i wyładowania pobudzeń czy napięć seksualnych. Pociąg seksualny jest na tyle silny i wyraźny, że może znacznie wyprzedzić zaangażowanie uczuciowe. Gdy proces integracji seksualności z uczuciowością i duchowością ulega regresji, coraz wyraźniej w życiu seksualnym objawia się egoizm, wyrachowanie, dążenie do dominacji, zaborczość, stawianie wygórowanych wymagań, zazdrość. Dziedzina życia seksualnego staje się polem manipulacji, szantażu, nieuzasadnionej odmowy współżycia, wiecznego niezadowolenia, okazją upokorzenia współmałżonka. Drugi człowiek jest traktowany jedynie jako narzędzie zaspokojenia swoich własnych potrzeb seksualnych. U mężczyzny radość ze współżycia paraliżuje często ambicja, chęć okazania się sprawnym seksualnie; kobietę zaś hamuje olbrzymi lęk przed porodem . Lęk ten nie tylko poważnie zakłóca współżycie małżeńskie i zamyka kobietę na życie, ale nawet popycha ją do irracjonalnych zachowań np. decyzji aborcji.

Brak miłości sprawia, że akt seksualny staje się sposobem wykorzystania drugiej osoby. Służy ona tylko do rozwiązywania osobistych problemów inicjatora współżycia seksualnego. „Dla osoby, która jest przekonana o niemożności zdobycia miłości, kontakt fizyczny może zastępować związek emocjonalny. W takim przypadku seks jest głównym, jeżeli nie jedynym, pomostem umożliwiającym kontakt z innymi i dlatego nabiera on szczególnego znaczenia” . Niektóre osoby są motywowane „obawą utracenia drugiej osoby, gdyby jej odmówiły zaspokojenia prośby dotyczącej seksu lub gdyby odważyły się bronić przed wysuwanymi przed nią propozycjami. Boją się utraty partnera, gdyż kontakt z nim jest im bardzo potrzebny” . Wielu autorów prac psychoanalitycznych wskazuje, że podniecenie i zadowolenie seksualne jest poszukiwaniem uspokojenia, sposobem rozładowania lęku i nagromadzonych napięć psychicznych.

Istnieją jednak potrzeby psychiczne motywowane wzrostem osobowości. Są one skierowane ku wartościom. np. gdy małżonkowie tęsknią za sobą i dlatego pragną się spotkać w najbardziej intymny sposób lub gdy pragną mieć dziecko. Gdy potrzeba ta zostaje zaspokojona, małżonkowie czują się umocnieni w swojej miłości, pragną być jeszcze bliżej siebie niż dotychczas. Osiągnięta potrzeba bliskości seksualnej rośnie, kieruje ich ku wartościom, ideałom. Pragną być dla siebie jeszcze lepsi, bardziej się szanować i kochać. Proces ten jest spokojny i ciągły. Cel bowiem nigdy do końca nie zostaje osiągnięty. Zaspokojenie potrzeb psychicznych rodzi długotrwałe zadowolenie i szczęście z pożycia małżeńskiego. Miłość małżeńska może się rozwijać, ponieważ potrzeby, które małżonkowie zaspakajają w czasie współżycia seksualnego nie sprzeciwiają się wartościom sprzyjającym dobru małżeństwa. Problem pojawia się wtedy, gdy potrzeby psychiczne nie współgrają z tym dobrem. Może być bowiem tak, że zaspokajanie potrzeb psychicznych poprzez akt seksualny jest motywowane tylko przeżywanym brakiem. Taka motywacja zaspokojenia potrzeb seksualnych ma na celu tylko obronę własnego „ja”. Gdy przeżycie braku zniknie, osoba zapomina o partnerze. Osiągnięte zadowolenie ze współżycia seksualnego szybko znika, a bodziec, który wywołał jego potrzebę wraz z zaspokojeniem traci wartość . Dlatego przed współżyciem seksualnym mąż może być bardzo miły dla swojej żony, a po stosunku seksualnym, gdy czuje się zaspokojony traktuje ją obojętnie. Postawy, które rodzą się z tego typu potrzeb mają na celu egoistyczne, jedynie osobiste korzyści . Współżycie seksualne może być tylko sposobem, np. rozładowania stresów i frustracji, agresji, ratunkiem przed samotnością, wyrazem jakiegoś lęku, metodą wzmocnienia samoakceptacji, sposobem na potwierdzenie swojej pozycji, siły, dominacji lub postawą uległości i poddania, próbą leczenia kompleksów związanych ze swoją męskością lub kobiecością, zaspokojenia własnych psychofizycznych potrzeb np. bezpieczeństwa, ciekawości, uznania, imponowania, doznania bliskości; szukaniem nowych doznań i wrażeń, sposobem na zabicie nudy i pustki życiowej, okazją atrakcyjnego spędzenia czasu.

Miłość wyrażona poprzez współżycie seksualne może być także sposobem wzajemnej pomocy, którą małżonkowie sobie ofiarują w trudach codziennego życia. Łatwo jednak zauważyć, że motywacje współżycia oparte tylko na potrzebach psychicznych związanych z brakiem narażają jednego współmałżonka na degradację do roli pewnego rodzaju narzędzia, przy pomocy którego zaspakajane są potrzeby drugiej strony. „Człowiek może siebie oszukiwać i wierzyć, że kocha drugą osobę, nawet jeżeli osoba ta jest mu potrzebna jedynie po to, żeby go podziwiać. W takich jednak wypadkach osoba ta może być nagle porzucona lub wrogo traktowana, jeżeli tylko zdarzy się jej coś skrytykować i przestanie w ten sposób pełnić funkcję admiratora, za co była kochana” . Postawa poświęcenia może się rodzić np. „z lęku i być ochroną przed agresją odczuwaną wobec osoby, która zagraża i jest silniejsza. Bojąc się wyrazić tę agresję osoba słabsza przyjmuje postawę grzeczności, która nie jest wyrazem wartości, lecz pozorem” . W jej życiu seksualnym pozór może się objawić np. w formie impotencji lub oziębłości . Problem byłby prostszy, gdyby małżonek miał świadomość, że zarówno w życiu codziennym jak i poprzez współżycie seksualne nie wyraża miłości, ale jedynie zaspakaja swoją potrzebę psychiczną (np. podporządkowania się lub dominacji i władzy). Jednak w wielu przypadkach małżonek nie chce dostrzec gry, która się w nim toczy, a nawet nie jest zdolny do uświadomienia jej sobie. W tym momencie stajemy przed nową rzeczywistością, która nazywa się podświadomością. Dochodzimy „do tych pokładów naszej osobowości, które chociaż umykają naszej kontroli, mogą warunkować nasze postępowanie, osłabić odpowiedź człowieka na wezwanie Boga”.

Wiele potrzeb, które przed chwilą zostały wymienione, są w gruncie rzeczy potrzebami pozaseksualnymi tzn. nie muszą być zaspokojone w ten sposób. Częste współżycie w celu zaspokojenia pozaseksualnych potrzeb rodzi zbyt duże oczekiwania odnośnie skutków pożycia seksualnego. Oczekiwania, które nie mogą być w taki sposób spełnione. Duża intensywność współżycia wymagana do zaspokojenia tych potrzeb może zderzyć się z odmową drugiej strony. Zaspakajanie pozaseksualnych potrzeb zbyt obciąża moment współżycia, rozrywając i osłabiając istniejącą więź małżeńską. Współżycie seksualne nie może zaspokoić wszystkich potrzeb człowieka. Nie może stać się receptą na wszystkie bolączki życia. Gdy tak się dzieje, przybiera ono postać idolatrii — fałszywego boga, który ma spełnić wszystkie wymagania człowieka.

Wiele małżeństw trwa w zależności emocjonalnej, która jest swego rodzaju niewolą własnego egocentryzmu. Niewolą, która „rodzi się z obawy – uświadomionej bądź nie — że nie jest się kochanym lub że nie było się dostatecznie kochanym, a która w konsekwencji rodzi żądanie — i ono również w mniejszym lub większym stopniu nieuświadomione —zaspokojenia własnej potrzeby uczuciowej, uzyskując lub żebrząc o rozmaite oznaki i świadczenia w tym zakresie” . Jest to forma uzależnienia wewnętrznego, które ma bezpośredni lub pośredni związek z niedojrzałością uczuciową. Człowiek nie wyzwolony od afektów przeżywa i interpretuje miłość uczuciową jako potrzebę otrzymywania. Ciągle więc żyje w napięciu niezaspokojenia i przeżywa niepokój utraty tak pojętej miłości. „Żona może być na przykład subiektywnie przekonana o swoim głębokim przywiązaniu do męża, a jednocześnie okazywać złość, narzekać lub wpadać w depresję, gdy mąż poświęca swój wolny czas pracy, własnym zainteresowaniom, czy przyjaciołom. Nadmiernie opiekuńcza matka żywi przekonanie o poświęceniu się dla szczęścia swojego dziecka, ale jednocześnie wykazuje rażący brak zrozumienia dla jego potrzeb w zakresie samodzielnego rozwoju” . Taki stan sprawia, że miłość nie przeżywa się jako energię i dar, którym należy się dzielić, ale jako deficyt, jako pustkę do wypełnienia, głód, który domaga się zaspokojenia.

Dramatem jest, że człowiek, którego miłość wyraża się zależnością uczuciową, nigdy nie zaspokoi głodu miłości, bez względu jak wiele by otrzymał. Doświadczenie psychologii rzuca światło na przyczyny tej swoistej pułapki. Dzieje się tak dlatego, że „każda potrzeba, która została zaspokojona w sposób egoistyczny, w gruncie rzeczy nigdy nie została zaspokojona do końca i w sposób pełny; daje pewną rekompensatę w danym momencie, później jednak znów dochodzi do głosu, bardziej przemożna i wzmagającą niż poprzednio, zapoczątkowując tak zwany „przymus powtarzania” (jak to określił Freud) — mechanizm przewrotny, który stopniowo wstrzymuje nie tylko wolność jednostki, ale nawet zdolność cieszenia się tym, co otrzymuje, a czego dawka musi w związku z tym wzrastać”.

Zachowania seksualne są powiązane z moralnością człowieka. „Jeżeli dominującym rysem charakteru jakiejś osoby jest skłonność do manipulowania innymi ludźmi dla osiągnięcia własnych celów, to jego postawa seksualna będzie zgodna z tą cechą charakterologiczną. Tego typu osoba postrzega innych jako środek zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych , a jej zasadą jest, w najlepszym razie zasada fair play — wymiana, w której żaden z partnerów nie daje więcej niż sam otrzymuje. (…) Charakter autorytarny, którego relację do innych determinuje pragnienie władzy i dominacji, takie same cechy wykazuje w swej postawie seksualnej, której warianty sięgają od całkowitego lekceważenia partnera po czerpanie przyjemności z zadawania bólu fizycznego czy psychicznego” . Silna potrzeba dominacji ze strony męża może sprawić, że ideał wzajemnej miłości nie będzie miał żadnego przełożenia na praktykę codziennego życia małżonków. Nieustannie upokarzana żona zobojętnieje uczuciowo w stosunku do męża. Realizacja wewnętrznej potrzeby psychicznej odbije się w konsekwencji negatywnie na współżyciu seksualnym.

Poprzez swoje zachowania seksualne człowiek w pewnym stopniu ujawnia siebie np. seksualność łatwo zbiera napięcia, jakie pojawiają się w życiu małżonków. Mają one swoje reperkusje we współżyciu seksualnym. Dla wielu terapeutów rozmowa na tematy związane z pożyciem seksualnym małżonków jest kluczem, który umożliwia dotarcie do niektórych problemów wspólnoty małżeńskiej. „W odróżnieniu od niemal wszystkich innych rodzajów aktywności, aktywność seksualna z samej swej natury cechuje się pewną prywatnością, a zatem mniej stosuje się do wzorców, dzięki czemu w większym stopniu może stanowić wyraz indywidualnej swoistości. Poza tym intensywność pożądania seksualnego czyni zachowania seksualne mniej kontrolowanymi” . Ujawnione zachowania pomagają nakreślić portret psychologiczny człowieka. Uznanie racji takiego spojrzenia na terenie pracy duszpasterskiej Kościoła pociągnąć musi za sobą wyczulenie na sygnały płynące od małżonków, odnośnie ich współżycia seksualnego. W proponowanym podejściu nie chodzi jednak o to, aby skupić się na samych zachowaniach seksualnych, ale o to, aby je dostrzegając np. nieład życia seksualnego, (który jest łatwy do rozeznania dzięki jasnym wskazówkom etyki seksualnej) uznać za objaw wewnętrznych problemów, na których warto skupić uwagę. Problemy te ujawniają się pośrednio poprzez zachowania seksualne, lecz nie one są interesujące jako takie, ale motywacje, intencje, pragnienia, napięcia psychiczne, które kryją się za konkretnymi zachowaniami seksualnymi.

 


 

1 Agostino, Commento al. Vangelo e alla prima Epistola di San Giovanni 2,11, [w:] Opere di sant’Agostino, Roma 1985, s. 1681.
2 U. Ranke-Heinemann, Eunuchy do raju, Gdynia 1995, s. 81.
3 Pius XII, Encyklika Humanae Generis, nr 3.1.
4 Ch. Massin, Le bébé et l’amour, Paris 1997, s. 171.
5 P. Góralczyk, Wychowawcza etyka seksualna, Ząbki 2000, s. 105.
6 K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, s. 145.
7 W. B. Skrzydlewski, Seks przedmałżeński, Kraków 1999, s. 47.
8 Tamże, s. 49.
9 K. Horney, Neurotyczna osobowość naszych czasów, s. 132.
10 Tamże, s. 133.
11 Tamże, s. 95.
12 M. Kożuch, Potrzeba kierownictwa duchowego w rozwoju emocjonalnym i duchowym, s. 52.
13 Tamże., s. 52.
14 L. M. Rulla, Psicologia del profondo e vocazione, Turyn 1975, s. 166.
15 K. Horney, Neurotyczna osobowość naszych czasów, s. 97.
16 L. M. Rulla, Psicologia del profondo e vocazione, s.167.
17 E. Fromm, Miłość, płeć i matriarchat, s. 143-144.
18 Tamże, s. 144.


Podobne artykuły: