Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (45)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (14)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (24)
Poronienie (2)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (39)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (34)
Historia i nowoczesność (22)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (37)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Brak więzi w małżeństwie a masturbacja

Przeczytałam artykuł Ojca o masturbacji. Zmagałam się z tym problemem w młodości. Osiemnaście lat temu, kiedy wyszłam za mąż, udało mi się od tego uwolnić, ale do czasu. Dwa lata temu wszystko wróciło, bo mąż, który dba o rodzinę, zaczął unikać kontaktu ze mną, nie okazywał mi uczuć. Rozmowy nie odnoszą skutku, a ja coraz bardziej cierpię…

Moje życie skupia się na kolejnych upadkach, bieganiu do spowiedzi, zawsze z tym samym grzechem: masturbacją. Ciągle zadaję sobie pytanie, czy mój grzech jest naprawdę tak ciężki?

Przecież zdrada małżeńska jest o wiele gorsza. Ja męża nie zdradzam, a mimo to zawsze, po każdym upadku, czuję się źle. Wtedy powracają rozterki i pytania. Postanowiłam do Ojca napisać, bo wierzę, że otrzymam pomoc, zanim zupełnie się w tym wszystkim pogubię.

 

Zastanawia się Pani, czy masturbacja to naprawdę ciężki grzech. Wyważona ocena odpowiedzialności moralnej nie obejmuje jedynie popełnionego czynu. Powinna uwzględniać „niedojrzałość uczuciową, nabyte nawyki, stany lękowe lub inne czynniki psychiczne czy społeczne, które zmniejszają, a nawet redukują do minimum winę moralną” (Katechizm Kościoła Katolickiego 2352).

Ludzkiej seksualności nie można interpretować w oderwaniu od innych sfer człowieka – kochania i czucia się kochanym, wewnętrznego spokoju, poczucia akceptacji, bezpieczeństwa, zadowolenia z życia, a także umiejętności radzenia sobie ze stresem, samotnością, gniewem, poniżeniem, obojętnością – całej gamy naszych przeżyć – przyjemnych i nieprzyjemnych, związanych ze stosunkiem do samego siebie jak i relacją do innych osób.

W Pani przypadku głównym problemem nie jest masturbacja, ale nieumiejętność poradzenia sobie z brakiem uczuć ze strony męża. Objawem tego kryzysu jest akurat masturbacja, ale mogłoby być nadmierne jedzenie albo picie alkoholu – różne sposoby na zagłuszenie i znieczulenie bólu, znalezienia sobie namiastki utraconej przyjemności życia. Masturbacja jest rzeczywiście objawem pogubienia, ale pogubienie dotyczy braku relacji z mężem. I dlatego trzeba się skoncentrować na rozwiązaniu tego najważniejszego problemu.

Błędem jest skupienie się na samej masturbacji do czego przyczynia się intensywne myślenie o ciężkości grzechu. Niezadowolenie, żal, gniew, uczucie poniżenia rodzą napięcie, które domaga się rozładowania. Gdy się nie umie żyć z cierpieniem pojawia się masturbacja. Silne poczucie winy, które Pani przeżywa jest niesłusznie utożsamiane z grzechem ciężkim, co sprawia, że czuje się Pani dodatkowo oddalona od Boga.

Spirala zafiksowania na problemach seksualnych nakręca się jeszcze bardziej, rodzi jeszcze większe niezadowolenie z życia, poczucie braku miłości, niechęć do własnego ciała czyli jeszcze większe napięcie, które staje się nie do wytrzymania. Błędne koło się zamyka.

Dlatego proszę iść w odwrotnym kierunku – spokojniej popatrzeć na swoje problemy seksualne, natomiast z  większą energią szukać sposobu dotarcia do męża i znalezienia się w tej trudnej sytuacji – twórczego szukania wsparcia u innych ludzi, rozwijania swojego życia duchowego, odważnego przychodzenia do Pana Jezusa, pomimo kłopotów ze swoją seksualnością.

 

br. Ksawery Knotz


Podobne artykuły: