Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Czystość przedmałżeńska – szansa szczęścia czy zbyt wymagający ideał?

Czystość przedmałżeńska – szansa szczęścia czy zbyt wymagający ideał?

Czystość przedmałżeńska i związana z nią wstrzemięźliwość seksualna przed zawarciem sakramentalnego małżeństwa budzi wiele emocji, pytań i kontrowersji. Dawno już przestała być normą, a stała się pewnego rodzaju „luksusem” ludzi o specyficznych poglądach i zazwyczaj wyraźnie zaangażowanych po stronie światopoglądu chrześcijańskiego oraz wartości religijnych.

 

Przestała być obyczajem funkcjonującym w kulturze i mentalności społecznej, stała się natomiast przejawem religijności oraz identyfikacji z pewnymi normami moralnymi. Dlatego też jest postrzegana przez świat jako niezrozumiały wymysł religijny i ciężki wymóg określonego systemu etycznego lub wręcz ideologii. Oceniana się ją bardziej jako przejaw nienormalności i pewnej „egzotyki”, niż harmonii i normalnego porządku życia.

Chrześcijańskie wskazania dotyczące przeżywania miłości i seksualności coraz częściej przeciwstawiane są naturze i szczęściu człowieka. Tego typu opinie są z jednej strony skutkiem propagandy – kłamliwych ataków przedstawicieli rozmaitych współczesnych liberalnych prądów myślowych, ideologów ateizmu i walczącej lewicy, propagującej swobodę seksualną bez ograniczeń w każdym wieku i stanie życia. Coraz częściej dołączają do nich sami ludzie Kościoła, duchowni i świeccy, którzy mniej lub bardziej otwarcie sprzeciwiają się tradycyjnemu nauczaniu w tej dziedzinie. Przedstawiają oni moralność katolicką w ten sposób, że odnieść można wrażenie, iż jest ona niemal najbardziej opresyjnym systemem moralnym, tłumiącym w ludziach żywotność, radość życia i człowieczeństwo.

Postawa odrzucenia wartości związanych z czystą miłością i seksualnością, oprócz wspomnianych procesów celowego dyskredytowania katolickich norm moralnych w oczach ludzi, jest także efektem zatracenia przez samych chrześcijan właściwego rozumienia, a co za tym idzie przeżywania czystości seksualnej w ogóle, nie tylko przedmałżeńskiej. Niejednokrotnie zdarza się, że osoby wierzące nie potrafią zaakceptować propozycji Kościoła, gdyż, zamiast pięknego ideału i szansy na szczęście, widzą w niej  tylko niemożliwy do zrealizowania zbiór norm i zakazów, który ich ogranicza i potępia.

 

Potrzeba szerokiego widzenia problemu

Aby uzasadnić pojęcie czystości, zarówno światu jak i sobie samemu, trzeba spojrzeć na problem z dwóch stron.

Po pierwsze należy zrozumieć istotę czystości i jej etyczne uzasadnienie – patrząc bardzo szeroko na to kim jest człowiek, do czego jest powołany, czym jest miłość i jakie są jej cechy, jaka jest funkcja seksualności w ludzkim życiu i jakie postawy utrudniają właściwe zintegrowanie seksualności z miłością?

Po drugie trzeba spojrzeć na człowieka jako indiwidum i spróbować go zrozumieć. Najpierw widząc go jako istotę seksualną z całą gamą odcieni potężnej energii, która drzemie w każdym z nas, bez względu na religię, wyznawane wartości i sytuację życiową. Trzeba zobaczyć jak ta seksualność przejawia się w życiu konkretnego człowieka, jak wpływa na niego i jak zależy od innych sfer jego życia.

Seksualność jest bowiem swoistym barometrem życia – jakość jej przeżywania zależy od jakości życia, od kondycji życiowej i sytuacji egzystencjalnej człowieka – doświadczenie wielu ludzi wskazuje, że problemy z zachowaniem czystości seksualnej – pokusy, natrętne myśli, problemy z wiernością etc. nasilają się w momentach mniejszych lub większych kryzysów życiowych – problemów osobistych, szkolnych, zawodowych, przemęczenia, stresu i napięć wewnętrznych, konfliktów z bliskimi, nie radzenia sobie w grupie rówieśniczej, niskiego poczucia własnej wartości, szczególnie w doświadczeniu pewnej pustki egzystencjalnej i braku głębszych wartości w życiu. Trzeba więc tą sytuację zrozumieć, określić zasadnicze czynniki wpływające na człowieka w jego środowisku, kulturze, rodzinie – dostrzec jego wartości, kryzysy, sposób przeżywania samego siebie.

Widząc ludzką seksualność jako integralną część osobowości człowieka, z jej ścisłą zależnością od innych sfer ludzkiego życia, oraz traktując ją jako odbicie sytuacji życiowej człowieka, można lepiej zrozumieć jej znaczenie, a także zauważyć przyczyny jej nieprawidłowego funkcjonowania.

 

Całościowe spojrzenie na problem czystości uwalnia od dwóch skrajnych postaw.

Pierwsza to niesłuszne lub zbytnie obwinianie i potępianie rozmaitych zachowań i postaw, oraz pochopne i powierzchowne wartościowanie moralne czynów seksualnych. Takie podejście polega na widzeniu wszędzie grzechu. Retoryka i argumentacja odwołuje się głównie do potrzeby „nawrócenia” rozumianego jedynie jako zmianę zewnętrznych zachowań. Nie ułatwia to osobom uwikłanym w problemy seksualne wyjścia z tej trudnej sytuacji, ale dodatkowo je zniechęca i pogrąża w izolacji, gdyż, zamiast dawać nadzieję i pozytywną motywację, straszy i oskarża. Często osoby takie nie potrafią po prostu zmienić zachowań bo, jak powiedzieliśmy przeżywanie seksualności związane jest z całym ich życiem, jest odbiciem problemów danego człowieka.

Drugą skrajnością, przed którą chroni szerokie widzenie problemu to naiwne afirmowanie wszelkich zachowań seksualnych, także tych nieodpowiedzialnych, szkodliwych i niebezpiecznych dla rozwoju człowieka oraz dla jego szczęścia. Pozwala dostrzec zagrożenia wynikające z niewłaściwego używania własnej seksualności, oraz dobrać odpowiednie środki dla ich zmiany. Potrafi też oddzielić złe czyny od osoby, która je popełniła. W sferze seksualnej wina moralna często jest trudna do oceny. Nie mniej negatywne skutki niewłaściwego postępowania dotyczą wszystkich, którzy igrają z seksem – nawet tych, którzy z powodu indywidualnych uwarunkowań, niedojrzałości, zranień czy niewiedzy nie ponoszą pełnej odpowiedzialności moralnej za popełniane czyny. Dlatego właśnie nauczanie na temat czystości ma głęboki sens.

 

Sytuacja młodych ludzi a zachowania i postawy seksualne

Analizując zjawisko współżycia seksualnego młodych ludzi przed – lub szerzej – poza małżeństwem, również można spojrzeć na ten problem z dwóch stron.

Z jednej strony będzie to ogólna analiza seksualności młodych ludzi w ogóle – dojrzewanie psycho–seksualne z zachodzącymi zmianami, zafascynowanie erotyką, eksperymentowanie z seksem, inicjacja seksualna, zachowania autoerotyczne, nastawienie młodych do seksualności, mity krążące na temat współżycia seksualnego, wartości i oczekiwania związane z tą sferą, a także przyczyny określonych postaw młodych ludzi wobec seksualności i sposoby wychowywania młodzieży do czystości. Taka analiza bierze pod uwagę przeżywanie potrzeb i energii seksualnej przez młodych ludzi, a także sposoby, za pomocą których wyrażają i zaspakajają potrzeby seksualne, oraz rozładowują napięcia w tej sferze.

Z drugiej strony potrzebna jest bardziej szczegółowa analiza sytuacji ludzi żyjących w mniej lub bardziej formalnych związkach. Młodzi ludzie tworzą pary, sympatie, „chodzą ze sobą”. Ciężko jest sprecyzować, zarówno od strony psychologicznej jak i etycznej czym są owe związki – gdyż nie mają one określonej natury, statusu ani celu, poza realizacją pojawiających się potrzeb bliskości, relacji, a także fascynacji emocjonalno – erotycznej drugą płcią. Pomimo to każdy może przyznać, że tego typu doświadczenia w młodym wieku mogą być wspaniałą szkołą relacji i obcowania z drugim człowiekiem, szansą rozwoju, okazją poznania samego siebie, przeżyciem pięknych chwil wspominanych przez długie lata. Są podbudową i początkiem związków bardziej trwałych, zmierzających do małżeństwa. Każde bowiem małżeństwo zaczynało w młodości jako „para”. Niestety, ze względu na niedojrzałość emocjonalną, kruchość i wrażliwość młodego wieku, często młodzieńcze związki, szczególnie gdy towarzyszą im przeżycia erotyczne, kończą się negatywnie – zostawiają zranienia, kierują drogę rozwoju na niewłaściwe ścieżki, powodują bolesne skutki życiowe. O tych zagrożeniach trzeba mówić młodym ludziom, jednak promowanie czystości nie może się jedynie do tego ograniczyć.

Szczególną sytuacją związku młodych ludzi jest narzeczeństwo – w odróżnieniu od młodzieńczych sympatii jest to bardziej określona relacja, mająca swój cel – wspólne życie, wiążąca się z poważnymi planami, funkcjonująca wciąż jeszcze w społeczeństwie jako pewna instytucja.

Wprowadzone rozróżnienie na przeżywanie seksualności przez młodych ludzi w ogóle, oraz przez osoby żyjące w mniej lub bardziej formalnych związkach może się wydać sztuczne i niezrozumiałe. Przecież każde odczucie seksualne ma ukierunkowanie na drugą osobę, a więc ma charakter relacyjny – wspólnotowy (nawet masturbacja, choć uprawiana w samotności, to jednak paradoksalnie jest zaburzonym, rozpaczliwym poszukiwaniem bliskości, lub raczej próbą zagłuszenia bolesnej samotności i lęku). Jednak obecność w życiu drugiej osoby, którą się kocha i pragnie, ma zasadniczy wpływ na rozumienie i przeżywanie własnych potrzeb seksualnych. Bliska relacja, doświadczenie intymnej więzi, uczucie miłości – zmienia człowieka, wpływa na jego postawy, zachowania, światopogląd, niejednokrotnie weryfikuje wcześniejsze nastawienie do życia. W tym właśnie tkwi siła miłości, oraz twórcza energia ludzkiej seksualności. Niestety, może ona okazać się także niszcząca.

 

Przyjrzyjmy się zatem w jakim kontekście kulturowym i społecznym żyją młodzi ludzie.

Seks poza małżeński jest dziś akceptowany przez duży odsetek młodzieży. Funkcjonuje powszechne przekonanie, że „tak robią wszyscy”. Wiąże się z tym pewna presja odczuwana przez młodych – inicjacja seksualna staję się wręcz wymogiem i przymusem psychicznym. Młodzi postrzegają brak doświadczeń seksualnych jako pewne piętno, robią więc wszystko aby jak najszybciej utracić dziewictwo. Ów pęd do seksu w dużej mierze jest prowokowany przez kulturę, media, modę. Mamy do czynienia z niespotykaną dotąd na taką skalę erotyzacją sfery publicznej. Internet, telewizja, reklamy, programy rozrywkowe, wypowiedzi osób publicznych, tematy popularnych utworów muzycznych, filmów i seriali – wszystko koncentruje się na seksie. Trzeba sobie także zdawać sprawę z istnienia potężnych grup interesów, którym zależy na erotyzacji okresu dorastania i współżyciu seksualnym dzieci i młodzieży. Należą do niej biznesmeni, politycy, przedstawiciele przemysłu farmaceutyczno – antykoncepcyjnego, aborcyjnego, pornograficznego, rozrywkowego, reklamowego. Do niekontrolowanego wzrostu swobody i nieodpowiedzialności  seksualnej przyczynia się także forsowana przez wielu pedagogów, psychologów i polityków permisywna edukacja seksualna. Promuje ona antykoncepcję jako skuteczny środek uniknięcia negatywnych konsekwencji własnych zachowań, a więc sugeruje, że seks zawsze i wszędzie jest możliwy i dobry, trzeba tylko się „zabezpieczyć”. Do grona cynicznych demoralizatorów przyłączają się ci, którzy powinni strzec ładu moralnego młodych ludzi – rodzice, nauczyciele, wychowawcy, pedagodzy, psychologowie a nawet niektórzy duchowni. Mamy zatem społeczne przyzwolenie na seks dzieci i młodzieży, a wręcz rozbudzanie w młodych ludziach przez dorosłych pragnień seksualnych i skłanianie do ich realizowania. Seks zostaje sprowadzony do roli rozrywki, sportu, sposobu zaspokajania doraźnych potrzeb, do którego każdy ma prawo zawsze i wszędzie. Młodzi ludzie wychowując się w takiej atmosferze często nie próbują zrozumieć dlaczego powinni zachować czystość przedmałżeńską, a nawet nie rozumieją tego pojęcia. Jest im ono zupełnie obce. Wielu z nich nie jest już zdolnych do odkrycia w seksualności czegoś więcej niż tylko chwilowego doznania emocjonalno – cielesnego, dającego przyjemność i ulgę (choć nawet i to jest często w nich zablokowane). Nie widzą sensu miłości i trwałych związków.

Na klimat kulturowy nakłada się sytuacja życiowa i kondycja psychiczna współczesnej młodzieży. Żyjemy w czasach kryzysu rodziny i braku wzorców. Młodzi ludzie, wchodząc w dorosłość czują się osamotnieni i zagubieni. Często już ich dzieciństwo pełne jest zranień, traumatycznych przeżyć, braku kochających rodziców. Nie wiedzą kim są i po co żyją. Nie mają poczucia wartości siebie samych oraz własnego życia jako daru, cennego skarbu i zadania. Wchodząc w okres dojrzewania zderzają się z egoistyczną i konsumpcyjną cywilizacją, gdzie nadrzędną wartością jest tzw. samospełnienie, polegające w gruncie rzeczy na realizowaniu swoich doraźnych potrzeb, podniet i impulsywnych pragnień. Nie mając prawdziwych wzorców i wartości, dla których można by się poświęcić, nie rozumieją, że życie może mieć głębszy sens niż tylko dążenie do szybkiego zaspokojenia własnych popędów. Nie widzą przed sobą perspektywy małżeństwa, rodziny – gdyż sami nie doświadczyli nigdy prawdziwego rodzinnego szczęścia. Rodzina często kojarzy się bardziej z udręką, upokorzeniem oraz bólem, niż ze szczęściem i spełnieniem. Młodzi więc nie tyle nie chcą czekać z seksem do ślubu, ile po prostu nie bardzo wiedzą na co mają czekać. Nawet jeśli są wychowywani do pewnych wartości, nawet jeśli słyszeli jak życie może wyglądać, to wewnętrznie w to nie wierzą, nie czują tego i nie pragną. Oczywiście jest spory procent młodych ludzi, którzy właśnie w małżeństwie i rodzinie widzą swoje szczęście. Ale także i ta grupa jest epatowana konsumpcyjnym, oderwanym od sakramentalnego związku podejściem do seksu oraz propagandą swobody seksualnej.

Samotność i zagubienie młodzieży, połączone z narzucającym się wzorcem „bogatej” aktywności seksualnej powodują, że młodzież eksperymentuje z seksem. Współżycie seksualne daje bowiem chwilowe odczucie pozornego szczęścia, zadowolenia – gdyż wiąże się z przeżyciem bliskości. Często u podstaw szukania doznań seksualnych nie znajduje się sam popęd seksualny, ale tzw. „głód skóry” – potrzeba ukojenia bolesnej samotności i pustki życiowej. Dzieci szukają przytulenia, bliskości, ukojenia z poczucia upokorzenia i samotności wyniesionej z domu. Stosunek seksualny daje im szybkie i stosunkowo łatwe poczucie ulgi. Niestety tylko na chwilę. Podstawową przyczyną takiego zachowania nie jest zła wola, lecz brak nadziei na lepsze życie, brak wartości, dla których warto żyć.

Młody człowiek, który czuje się szczęśliwy i ważny, fascynuje się światem i życiem, ma swoje zainteresowania, wartości i ideały oraz harmonijnie przeżywa więzi rodzinne i rówieśnicze nie odczuwa tak silnych, zniewalających podniet seksualnych i nie ma gwałtownej, wręcz kompulsywnej potrzeby rozładowywania napięcia seksualnego. Dlatego wychowanie do czystości nie może przede wszystkim opierać się na moralizowaniu i potępianiu pewnych postaw. Żeby przekonać młodzież do czystości trzeba dać im nadzieję, dać pozytywną motywację, ukazać perspektywę szczęścia, która stoi przed nimi. Trzeba przekonać, że istnieją wartości, dla których warto żyć. Największym nieszczęściem człowieka jest brak sensu, a ten z kolei wynika z braku miłości. Aby przekonać młodych do czystości, trzeba ich kochać a także pokazywać sens życia – nie da się bowiem oddzielić seksualności od całości życia ludzkiego.

 

Czekając na małżeństwo

Czystość przedmałżeńska wiąże się z czekaniem. Na co? – Czy tylko na przyjemność współżycia seksualnego, która „wreszcie” po ślubie będzie dozwolona? Otóż nie! Pragnienia dwojga kochających się osób dotyczą czegoś więcej. Narzeczeni podjęli już wybór swojej dalszej drogi życiowej – przygotowują się do małżeństwa. Wybór ten jest dla nich jedną z najważniejszych decyzji, ma nieodwracalny wpływ na ich dalsze życie, wiąże się z najgłębszymi i najbardziej życiodajnymi pragnieniami, aspiracjami i marzeniami. Zdecydowali się stworzyć ze sobą intymną i nierozłączną wspólnotę życia. Chcą być razem aż do śmierci, wspólnie żyć, tworzyć „jedno ciało”, wydać na świat potomstwo, obdarzać swoją miłością siebie nawzajem i swoje dzieci. Zatem to czego pragną i na co czekają to właśnie realizacja owego wyboru – zjednoczenie i dopełnienie jedności na wszystkich płaszczyznach życia.

Narzeczeni już przed ślubem tworzą wspólnotę przynajmniej do pewnego stopnia wyłączną. Choć relacja ta nie jest jeszcze małżeństwem, więc nie posiada wszystkich cech i praw związku sakramentalnego, to jednak można powiedzieć, że młodzi ludzie w jakimś stopniu już teraz tworzą wspólnotę życia i miłości, oraz że przynależą do siebie nawzajem. Ta wspólnota, która niebawem zostanie „przypieczętowana” na całe życie, oficjalnie potwierdzona przez Kościół oraz uznana przez środowisko, już przed zawarciem małżeństwa staje się niejako częścią ich najgłębszej tożsamości, podstawową rzeczywistością i powołaniem życiowym. Młody człowiek, który wybrał już towarzysza swojego życia i buduje z nim trwałą więź, identyfikuje się z tym wyborem. Druga osoba, narzeczeńska (a później małżeńska) więź z nią, stają się najważniejszą sprawą w życiu, a wszystko co wiąże się z realizacją tej jedności (czyli np. pragnienie współżycia) staję się naturalną konsekwencją  tego wyboru, naturalną częścią owej tożsamości związanej z konkretną relacją do konkretnej osoby.

Co z tego wynika? Otóż para narzeczonych musi stanąć wobec silnego i zupełnie naturalnego pragnienia by zjednoczyć się w akcie cielesnym. To pragnienie nie jest tylko sprawą popędu, szukania jedynie cielesnej przyjemności, wyżycia seksualnego lub rozładowania napięcia cielesnego. Nie można więc sprowadzać go tylko do kategorii zagrożenia i pokusy, które należy zwalczać. Pragnienie to wiąże się z opisaną wyżej podstawową tożsamością dwojga ludzi – wyborem siebie nawzajem i relacją ich łączącą. Krótko mówiąc – z ich wzajemną miłością. Współżycie seksualne, w subiektywnym odczuciu młodych ludzi może się więc wydawać czymś zupełnie naturalnym, wręcz koniecznym. Rezygnacja z tego współżycia z kolei jawić się będzie jako występowanie przeciwko sobie, jako nienaturalne tłumienie najgłębszych pragnień obydwojga narzeczonych. Osoby te po prostu chcą się zjednoczyć, by dopełnić wyboru, który podjęły, chcą już przeżyć i doświadczyć pełnej jedności, na którą czekają, chcą spełnić najgłębsze i najbardziej życiodajne dla nich marzenia o wspólnym życiu.

Opisany wyżej „niuans” – sposób przeżywania i zachowywania przez młodych ludzi czystości przedmałżeńskiej należy wziąć pod uwagę, zarówno we własnym życiu, „walcząc” o zachowanie czystości w relacji z ukochaną osobą jak i w nauczaniu i wychowywaniu do czystości. Rezygnacja z kontaktów seksualnych rzeczywiście może być subiektywnie odczuwana przez młodego człowieka jako zanegowanie własnych najgłębszych pragnień, jako pewna fundamentalna strata – brak istotnej wartości.

Sytuację komplikuje fakt stopniowego przesuwania się wieku zawierania małżeństw – a co za tym idzie wydłużania się okresu przedmałżeńskiego, a więc czasu gdy trzeba „opanowywać się” i „walczyć ze sobą”. Jeszcze kilka pokoleń wcześniej ludzie pobierali się w bardzo młodym wieku. Już na styku okresu dojrzewania i dorosłości żyli w małżeństwach i realizowali się w swoim powołaniu pod każdym względem – także seksualnym. Nikt nie mówił zbyt wiele wtedy o „czekaniu”, czy o „opanowywaniu się” przed ślubem, gdyż po prostu problem był o wiele mniejszy. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że trudności z zachowaniem czystości przedmałżeńskiej to problem, który w dzisiejszych czasach ludzie sami sobie stworzyli poprzez przemiany cywilizacyjne, kulturowe i społeczne. Uczciwie trzeba więc przyznać, że zbytnie zwlekanie ze ślubem i nieuzasadnione przedłużanie okresu przedmałżeńskiego to rzeczywiście pewnego rodzaju „katorga” dla ludzi chcących zachować czystość. Para narzeczonych, która ma szczerą chęć „wytrwania do ślubu”, lecz nie mająca odpowiedniej motywacji do zachowania wstrzemięźliwości, nie rozumiejąca do końca sensu czystości, która nie pragnie i nie fascynuje się czystością, ale przeżywa ją bardziej jako nakaz moralny, nie do końca zrozumiały wymóg lub górnolotny ideał, prędzej czy później stanie wobec kryzysu i zacznie zadawać sobie pytanie: „po co właściwie tak się męczyć?”, „jaki sens ma ta ciągła asceza?”. Jeżeli okres przedmałżeński trwa długo, a młodzi mają świadomość swojej dojrzałości do wspólnego życia, coraz bardziej zaczynają postrzegać zbliżający się ślub tylko jako pewnego rodzaju formalność, którą właściwie można by „załatwić” już teraz, „od ręki”, ale niestety trzeba jeszcze długo czekać (czasem z własnego wyboru, czasem w wyniku obiektywnych okoliczności życiowych). Pojawia się więc stwierdzenie: „wszystko już mamy – brakuje nam tylko papierka”. Jednocześnie owy „papierek” przestaje być w rozumieniu młodych czymś wystarczająco znaczącym, aby dla niego poświęcać istotną wartość, jaką jest realizacja wzajemnych potrzeb jedności cielesnej. Odkładanie współżycia do ślubu, szczególnie gdy okres oczekiwania jest relatywnie długi, zaczyna jawić się jako swoista „strata czasu”.

Może więc dojść do niebezpiecznego w skutkach wypalenia się młodych w ich wartościach i ideałach, oraz do bardzo głębokiej i destruktywnej frustracji. Niebezpieczeństwo owego kryzysu nie polega wcale w pierwszej kolejności na tym, iż młodzi mogą upaść w czystości, współżyć seksualnie a nawet począć dziecko. Największe niebezpieczeństwo kryje się bowiem w kryzysie wartości, w upadku wiary w sens czystości, w zanegowaniu wartości  sakramentalnego małżeństwa, oraz w pojawieniu się swoistego cynizmu życiowego wobec wskazówek Kościoła i religijnych norm moralnych. Takie podejście może się utrwalić w sercach obojga ludzi jako pewna postawa życiowa, która będzie spłycała dalsze życie małżeńskie, rodzinne i duchowe. Utracić oni mogą pewną wrażliwość moralną, intuicję duchową pozwalającą odróżnić sprawy zagrażające czystości ludzkiej duszy na wielu innych płaszczyznach życia.

 

Idealizowanie i dramatyzowanie czystości przedmałżeńskiej

Uzasadnienie potrzeby zachowania czystości przedmałżeńskiej nie może popadać w dwie skrajności. Pierwszą skrajnością będzie idealizacja samego oczekiwania na ślub, polegająca na zbytnim akcentowaniu woli człowieka, która ma tylko „opanować popędy ciała”, z jednoczesnym pomijaniem obiektywnych problemów i trudności, które wcale nie są związane z „wystawianiem się na pokusę” przez młodych. Pogląd taki nie bierze pod uwagę opisanych powyżej specyficznych przeżyć pary narzeczonych i dynamiki pragnień seksualnych, które nie ograniczają się tylko do potrzeb czysto cielesnych. Panowanie nad sobą jest tu zrównywane z czystością seksualną każdego innego człowieka – np. osoby żyjącej samotnie, księdza zachowującego celibat, a nawet małżonka tylko okresowo powstrzymującego się od współżycia, . Każda z tych osób w ramach czystości  stosownej do swojego stanu życiowego rezygnuje całkowicie lub tymczasowo z kontaktów seksualnych. Oczywiście – wszystkie te osoby, podobnie jak narzeczeni, muszą za pomocą własnej woli opanowywać popęd seksualny. Sytuacja dwojga narzeczonych jest jednak nieco inna. Oczywiście oni także muszą mieć silna wolę – są przecież osobami wolnymi, mają Łaskę Uświęcającą i zdrowy rozsądek, mogą więc rozumnie kierować swoimi czynami. To co ich jednak różni od wymienionych przypadków to fakt, że już żyją w związku, kochają się – a jeszcze nie mogą współżyć, niby już są razem – a jednak jeszcze osobno, tworzą jedność – choć jeszcze niepełną. Ich sytuacja może się więc subiektywnie wydawać sprzeczna. Bowiem na przykład ksiądz, będąc wierny swojemu powołaniu, rzeczywiście rezygnuje z seksu, i to na całe życie, jednak, jeśli zaakceptował on celibat i wewnętrznie się z nim utożsamił, to nie odczuwa bolesnego rozdarcia, choć oczywiście przeżywa naturalne potrzeby seksualne. Rezygnuje on bowiem z jednej wartości i pragnień na rzecz innej wartości związanej z pragnieniami dla niego głębszymi, ważniejszymi i bardziej życiodajnymi. Ta rezygnacja jest więc częścią jego powołania, szczęścia i tożsamości. Gdyby porzucił kapłaństwo i związał się z kobietą, to przede wszystkim zdradziłby siebie samego, swój wybór którego dokonał, swoje wartości, którym się poświęcił. Można by zaryzykować stwierdzenie, że łatwiej jest zachować czystość osobie samotnej, lub księdzu, niż parze narzeczonych, a trudność ta nie polega tylko na tym, że odczuwają oni większą pokusę, lub że mają więcej okazji do popełnienia grzechu. Po prostu osoba samotna, ksiądz lub małżonek, który nie zdradza drugiego współmałżonka, zaakceptowały swój stan życiowy, utożsamiły się z nim– dla nich czystość i wierność są po prostu realizacją własnej tożsamości. U narzeczonych jest inaczej – ich tożsamością i wyborem jest zjednoczenie ze sobą – zarówno duchowe jak i cielesne – a pomimo tego wyboru muszą na to zjednoczenie czekać, odkładać je.

W argumentacji katechetycznej stosuje się często porównanie czystości przedmałżeńskiej do wierności małżeńskiej – jeśli człowiek przed ślubem nie potrafi opanować swego popędu i „musi” współżyć seksualnie, to istnieje niebezpieczeństwo, że także w małżeństwie, z nieumiejętności opanowania się będzie zdradzał współmałżonka. Słusznie mówi się, że seks przedmałżeński przyzwyczaja człowieka do współżycia seksualnego poza kontekstem związku małżeńskiego – wyłącznej, nieodwołalnej więzi, czyli do seksu z osobą nie będącą mężem lub żoną. Jednak nie można generalizować i przypisywać takiego podejścia wszystkim parom, które miały przedślubne doświadczenia seksualne. Nie każda taka para jest przecież skazana na niewierność w przyszłym małżeństwie. Gdyby tak było to sytuacja byłaby dramatyczna! Mimo wszystko człowiek, który decyduje się na kontakty seksualne przed ślubem, we własnym odczuciu nie zdradza nikogo. Z kolei będąc w małżeństwie prawie każdy odczuwa przynależność do współmałżonka – zdrada małżeńska jest więc dla niego o wiele bardziej radykalnym wykroczeniem przeciwko własnym wyborom życiowym niż seks przedślubny (mówimy cały czas o subiektywnym odczuwaniu danej sytuacji oraz o motywacji człowieka). Decyzja, aby nie czekać do ślubu z podjęciem współżycia seksualnego nie rodzi się więc tylko z jednego powodu – braku panowania nad popędem seksualnym lub braku dyscypliny w tej sferze.

Drugą skrajnością jest dramatyzowanie trudności związanych z zachowaniem czystości przedmałżeńskiej. Ma ono miejsce wtedy, gdy przedstawia się relację dwojga młodych, kochających się ludzi jako dramatyczną walkę z szatanem o dusze, na śmierć i życie. W takim spojrzeniu wiele jest podejrzliwości i lęku, wszędzie widzi się grzech, kładzie się nacisk na unikanie okazji do niego. Wiąże się z tym lęk przed bliskością fizyczną, czułością cielesną, która może rozbudzić i podniecić seksualnie (co jest naturalne). Niestety – takie podejście, choć bywa skuteczne w przekonywaniu do unikania współżycia (a właściwie odstraszania od niego), może doprowadzić do złego rozumienia i przeżywania kontaktu cielesnego w późniejszym małżeństwie. Bliskość cielesna i pragnienia seksualne mogą bowiem zostać wręcz „zohydzone” w rozumieniu młodych ludzi (najczęściej o silnej motywacji religijnej). Jeżeli przed małżeństwem każde nawet przytulenie czy pocałunek jest traktowany jako grzech, lub przynajmniej „wystawianie się na pokusę”, to nie będzie łatwo w małżeństwie nagle „przestawić się” i harmonijnie przeżywać jedność cielesną, która jest przecież, zamierzoną przez Stwórcę integralną częścią sakramentalnego małżeństwa i wspaniałym przeżyciem jedności małżonków. Człowiek to nie komputer, który można przeprogramować w jednej chwili. W podejściu tym brakuje pozytywnego spojrzenia na miłość i seksualność oraz afirmacji uczuć i pragnień w tej sferze, które przecież prowadzą młodych do sakramentalnego małżeństwa i są częścią ludzkiej natury, na której „buduje Łaska Boża”. Zamiast tego dochodzi do deprecjonowania ludzkiej seksualności, przedstawiania jej jako sfery najbardziej zagrażającej duszy i zbawieniu, traktowaniu pragnień seksualnych tylko jako pokusy i przejawu pożądliwości. Takie spojrzenie nie jest zgodne z chrześcijańską wizją człowieka.

Trzeba uczciwie przyznać, że zachowanie czystości przedmałżeńskiej nawet dla ludzi religijnych jest trudne, jest walką wymagającą mądrego i pełnego wyrozumiałości podejścia zarówno samych młodych, jak i tych, którzy ich wychowują i prowadzą. Nie wolno dawać młodym ludziom złudzenia, że rezygnacja ze współżycia nie rodzi trudności, że wystarczy mieć silną wolę i wszystko załatwione. Nawet najbardziej religijna, „uduchowiona” i zdecydowana na czystość para narzeczonych, prędzej czy później musi stanąć wobec pewnego konfliktu wewnętrznego między naturalnym pragnieniem zbliżenia seksualnego a wymogiem wstrzemięźliwości. Konfrontacja ta wynika z naturalnych i dobrych pragnień. Nie koniecznie z braku wiary i nieopanowania w sferze seksualnej. W tych zmaganiach nie wystarcza tylko znajomość wymogów moralnych, traktowanych jako odgórny nakaz. Potrzebna jest , dobrze ugruntowana i przemyślana osobista motywacja.

 

Dać nadzieję zamiast moralizować

Świadomość specyficznych cech okresu przedmałżeńskiego rodzi pytanie: jak mówić i przekonywać do czystości przedmałżeńskiej oraz w jaki sposób przeżywać sytuację pewnego „zanegowania” własnych najgłębszych pragnień związanych z relacją do ukochanej osoby? Jak poradzić sobie z bolesnym rozdarciem i pewną sprzecznością między przyjętymi zasadami a potrzebą serca? Z pewnością nie wystarczy tu sama motywacja negatywna – skupianie się tylko na zakazach, na tym, że tak nie wolno. Nawet bardzo trafnie przedstawione argumenty „przeciw” przedmałżeńskim kontaktom seksualnym nie brzmią przekonująco dla człowieka przeżywającego kryzys wartości, choć wiedza o bolesnych skutkach takich zachowań może stać się skutecznym hamulcem w momentach próby. Jednak, aby człowiek mógł harmonijnie przeżywać zasady moralne własnej wiary jak i własne pragnienie miłości i bliskości cielesnej, ważne aby sam zapragnął czystości, aby stała się ona dla niego wartością pozytywną, aby go fascynowała, aby sam ją wybrał.

Fundamentalna zasada wychowawcza mówi, że wychowanie jest skuteczne wtedy, gdy doprowadza wychowanka do osobistego i świadomego przyjęcia określonych wartości, do pewnej samodzielności w czynieniu dobra i unikania zła, a nie tylko wtłaczaniu go w pewne postawy, czy  korygowaniu określonych zachowań poprzez obwarowywanie go normami i zakazami, które pod różnego rodzaju presją (np. karą za grzech) musi realizować. Innymi słowy – młodzi ludzie muszą wybrać czystość jako swoją własną drogę, a nie tylko odgórny nakaz. W chwilach wątpliwości lub walki duchowej wiążącej się z kryzysem wartości rozwiązanie nie przyjdzie poprzez odpowiedź na pytanie: „dlaczego Kościół tego zabrania”, lub „dlaczego przykazania tak mówią?”. Aby zbudować w sobie trwały fundament trzeba odpowiedzieć na inne pytanie „dlaczego ja tak chcę żyć?”, „jaką wartość dla mnie ma czystość?”, „dla jakich wartości chcę i potrafię zrezygnować z seksu w aktualnym okresie życia?”. Narzeczeni muszą zrozumieć, że wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest częścią przygotowania na przyjęcie wspaniałego daru – najgłębszego doświadczenie miłości i jedności w małżeństwie. A więc to właśnie ich małżeństwo, ich wspólnota, ich szczęście są tymi wartościami, dla których warto zrezygnować w tej chwili ze współżycia. Krótko mówiąc – trzeba dać im nadzieję – nadzieję na wspaniałe małżeństwo, na głęboką więź, uszczęśliwiającą jedność międzyosobową, wyrażaną poprzez zjednoczenie cielesne. Wielu ludzi nie stosuje się do chrześcijańskich zasad w tym względzie nie ze złej woli, rozpusty czy niewiary, ale po prostu z braku nadziei na wspaniałe małżeństwo. Gdyby ludzie ci przeczuwali czym jest małżeństwo, do czego są powołani, do jakiej wspaniałej drogi są zaproszeni, innymi słowy gdyby wiedzieli na co czekają, nie rezygnowaliby tak łatwo z czystości przedmałżeńskiej. Zrozumieliby, że wstrzemięźliwość nie jest stratą, lecz pewnego rodzaju „inwestycją” w przyszłość, oraz że tego czego mają doświadczać w przyszłości nie da się zrealizować już teraz – przed małżeństwem – że będzie to tylko iluzja, złudzenie miłości i jedności. Wtedy czystość przedmałżeńska w mniejszym stopniu będzie przeżywana przez młodych jako brak czy strata czegoś istotnego. Nie będzie rodziła frustracji i zostawiała pustki, gdyż rezygnacja z jednej wartości zostanie zastąpiona inną – głębszą, ważniejszą. Nie będzie ona wyborem negatywnym lecz pozytywnym, nie tylko odrzuceniem czegoś ale przede wszystkim wyborem czegoś innego, innej wartości. A więc nie opowiedzeniem się „przeciwko”, ale „ku” czemuś, nie walką „ze sobą” ale walką „o siebie” i swoje szczęście. Zawsze lepsze skutki w życiu przynosi pozytywna niż negatywna motywacja moralna.

Opisane pozytywne podejście nie neguje rzecz jasna potrzeby wiedzy o zagrożeniach związanych z nieuporządkowaną seksualnością. Oprócz argumentów za czystością muszą się również pojawić argumenty przeciw nieczystości. Często świadomość zagrożeń wzbudza w człowieku ostrożność, która w chwili kryzysowej może uchronić go przed bolesnymi w skutkach błędami. Jednak podstawową motywacją w wyborach moralnych nie może być tylko strach, lęk czy poczucie winy. Człowiek powinien przede wszystkim chcieć czystości jako wartości samej w sobie, oraz jako zabezpieczenia innych wartości życiowych – np. miłości, małżeństwa, rodziny. Ukazane mu natomiast zagrożenia powinny odnosić się właśnie do owych wartości – wychowanek powinien zrozumieć, że określone zachowania zagrażają osiągnięciu szczęścia, którego pragnie.

 

Noc poślubna – wejście w misterium

Dziewictwo jest wspaniałą bazą dla miłości małżeńskiej. Jeżeli noc poślubna jest pierwszym spotkaniem seksualnym, a więc zjednoczeniem duchowo – cielesnym dwojga małżonków, to wtedy nabiera szczególnego znaczenia – staje się wyrazem o wiele głębszych wartości i niezwykłych przeżyć niż tylko doznania satysfakcji cielesno – uczuciowej i rozładowania napięcia seksualnego. Małżonkowie bowiem są teraz złączeni świętym węzłem –złożyli sobie przysięgę i całkowicie się sobie oddali. Należą do siebie, tworzą jedność, mają poczucie, że z miłości wybrali siebie na całe życie, na dobre i na złe. Ta więź jest dla nich czymś niezwykłym, szczególnym, odczuwają atmosferę pewnego sacrum. To co ich teraz łączy to nie tylko uczucia, ludzkie pragnienie siebie czy chęć wspólnego życia. Duchowa głębia ich wspólnoty wykracza poza ludzkie kalkulacje i postrzeganie tylko ziemskiej rzeczywistości – nabiera barw czegoś ponadnaturalnego, duchowego, mistycznego, pewnego misterium miłości. Takiej jedności nie da się osiągnąć w innym układzie niż małżeństwo sakramentalne – tylko bowiem w małżeństwie człowiek tak bardzo oddaje się drugiej osobie, że bierze Boga na świadka i Jemu powierza stworzenie wspólnoty, odwołuje się więc do najgłębszych warstw duszy, tam gdzie spotyka się z tym co niewidzialne. Tylko w małżeństwie człowiek  przysięga drugiemu człowiekowi miłość bezwarunkową, do śmierci, na dobre i złe – a więc neguje w pewnym sensie samego siebie, wybiera drugą osobę aż do końca, chce z nią być nawet za cenę cierpienia.

Jeżeli ludzie czekają z seksem do ślubu, to późniejsze współżycie małżeńskie może stać się o wiele łatwiej i szybciej głębokim, szczęściodajnym doświadczeniem. Mają bowiem pewnego rodzaju przeczucie, intuicję, świadomość, że spotkanie cielesne jest dla nich wyrazem i przeżyciem jedności i niezwykłej intymności, oraz że ten akt angażuje ich w całości – jest darem totalnym – nie tylko ciało ale i całe życie. Intuicyjnie wyczuwają, że łącząca ich wspólnota jest święta, że takiej więzi nie mogliby osiągnąć własnymi tylko siłami. Tak też będą przeżywali zjednoczenie cielesne – jako dopełnienie i uwznioślenie tej wspólnoty. Wytwarza się w nich przeświadczenie o połączeniu zbliżeń seksualnych i niezwykłej więzi ze sobą, powstania wspólnoty życia i miłości ubogaconej przez sakrament. Zjednoczenie duchowo – cielesne w małżeństwie jest darem integralnym – małżonkowie dają się sobie w całości. Poza małżeństwem zawsze będzie to tylko dar częściowy. Taki całościowy dar małżonków nie spowszednieje ani nie znudzi się, gdyż jest doświadczeniem duchowym a nie tylko doznaniem cielesnym. Pozwala on także pogłębić i utrwalić w małżonkach przekonanie o wartości ich małżeństwa jako sakramentu – znaku obecności Boga, wspólnoty nierozerwalnej, oraz o wyjątkowej wartości współżycia małżeńskiego.

Wspomniany fakt, że współżycie przedmałżeńskie jest darem częściowym, niepełnym i spłycającym późniejsze przeżywanie współżycia małżeńskiego ma jeszcze jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o wcześniejsze kontakty seksualne któregoś z małżonków, które stają się raną w obecnej relacji. Większość ludzi z pewnością mogłoby przyznać, że nie chciałoby aby towarzysz ich życia miał wcześniejsze doświadczenia seksualne z kimś innym. Nawet gdy w obecnym związku panuje szczera chęć przebaczenia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa, to jednak świadomość obecności w życiu współmałżonka kogoś innego jest bolesna. Tworzenie intymnej więzi jest w takim układzie utrudnione, choć oczywiście możliwe.

Wcześniejsze kontakty seksualne zostają w pamięci – także emocjonalnej. Wdrukowują się w psychikę, pozostawiają obrazy, powodują porównania obecnych doświadczeń a także powracają w postaci uczuć i emocji. Można więc zdradzić swego współmałżonka zanim się go poślubi, a nawet zanim się go pozna. Jeżeli już raz się komuś oddało to trudno być całościowym darem dla innej osoby. Miłość małżeńska zakłada bowiem wyłączność. Kontakty seksualne ze swej natury są silnie wiążące psychicznie (nie tylko w sensie pozytywnym) – te więzy często trzeba z wielkim bólem i wysiłkiem zrywać.

Nigdy nie można mieć pewności, że osoba, z którą decyduję się na współżycie będzie moim mężem lub żoną. Podejmując pozamałżeńskie kontakty seksualne ryzykuje się krzywdę kilku osób – siebie oraz partnera, a także ewentualnych współmałżonków z jednej i drugiej strony. Jest jeszcze piąta osoba, której krzywdę się ryzykuje – to dziecko, które przecież zawsze może się począć. Wbrew bowiem temu co próbują nam wmówić propagatorzy „bezpiecznego” seksu, mimo nawet najbardziej skutecznych metod antykoncepcyjnych zawsze istnieje możliwość poczęcia dziecka (abstrahując oczywiście w tym momencie od faktu okresowej płodności ludzkiej). Dziewictwo jest więc pięknym prezentem ślubnym jaki mogą sobie ofiarować małżonkowie. Ten dar dodatkowo ubogaca ich miłość.

 

Małżeństwo najlepszym zabezpieczeniem współżycia przed krzywdą

Sakramentalna więź małżeńska nie tylko ubogaca spotkanie seksualne dwojga ludzi, oraz nadaje mu niezwykłą wartość duchową, ale także niejako „zabezpiecza” to doświadczenie przed tym wszystkim co jest sprzeczne z miłością – egoizmem, wykorzystywaniem, porzuceniem, przemocą. Nie znaczy to rzecz jasna, że w małżeństwie nie może dojść do wynaturzeń, lub że samo małżeństwo automatycznie chroni przed krzywdą i cierpieniem. Byłoby to traktowanie sakramentu małżeństwa w sposób magiczny. W małżeństwach może dochodzić i dochodzi do nadużyć seksualnych i krzywd. Jednak wiąże się to zawsze ze złym rozumieniem i przeżywaniem więzi małżeńskiej, czyli de facto z czymś, co tylko małżeństwo przypomina lecz zupełnie nie oddaje jego istoty.

Ślubowanie składane sobie nawzajem przez małżonków wobec Boga, Kościoła i społeczeństwa nie jest tylko pustą w treść formalnością. Człowiek ma potrzebę ceremonii – decyzja o wspólnym życiu potrzebuje takiego wyrażenia, przypieczętowania – wtedy staje się „aktem ludzkim” mającym swoje znaczenie i konsekwencje dla człowieka, wywierającym zasadniczy wpływ na jego podstawową tożsamość i samoświadomość – od teraz nie jest już tylko indywidualną jednostką, ale częścią integralnego organizmu jakim jest małżeństwo i rodzina. Rodzi się poczucie przynależności głębsze niż tylko związek oparty jedynie na uczuciach, wspólnych pragnieniach czy deklaracjach bez pokrycia. Między innymi dlatego tzw. związki na próbę lub wspólne życie bez ślubu nigdy nie dadzą szczęścia porównywalnego z małżeństwem, gdyż nie stwarzają warunków dla tak intymnej i głębokiej więzi międzyludzkiej. Niebezpieczeństwo życia w takich związkach nie zawiera się tylko w „ciągłej okazji do grzechu”, ale przede wszystkim właśnie w owym udawaniu małżeństwa, życiu tylko na chwilowej umowie, lub nawet dłużej trwającej zbieżności interesów i korzyści życiowych, ale bez nieodwołalnego wyboru. Jeśli nawet ludzie tacy są przekonani o wzajemnej miłości, to jednak ich postawa zawiera w sobie przekaz – „chcę Ciebie, chcę żyć z Tobą (czyli realizować własne określone potrzeby) ale nie chcę Ciebie wziąć do końca, nie chcę podjąć tej decyzji, że będę z Tobą na dobre i na złe”. Takie życie utrwala w sercach ludzkich postawy egoistyczne, a przynajmniej nie pozwala w pełni rozwinąć się miłości osoby do osoby.

Wspomniane „zabezpieczenie” miłości w małżeństwie dotyczy między innymi opisanego przez Karola Wojtyłę w „Miłości i Odpowiedzialności” doświadczenia przełamania bariery wstydu w kontakcie seksualnym. Zbliżenie cielesne wiąże się z pewnym radykalnym otwarciem – dopuszczeniem drugiej osoby do najintymniejszych sfer własnej osobowości. Nie tylko nagość w sensie fizycznym, ale oddanie się drugiej osobie niejako w posiadanie, zjednoczenie, pokazanie najgłębszych pragnień – to wszystko zawiera w sobie i wyraża współżycie seksualne. Ta radykalna otwartość przed drugim człowiekiem z jednej strony pozwala rozwinąć się najbardziej intymnej i bliskiej więzi łączącej małżonków, z drugiej grozi bólem, zranieniem, a czasem zniszczeniem delikatnej sfery intymności. Dlatego jedynym miejscem gdzie ta otwartość może się rodzić bez „skutków ubocznych” jest właśnie sakramentalne małżeństwo. Tam bowiem akt otwarcia się przed drugim spotyka się z aktem miłości i przyjęcia osoby przez osobę, taką jaka ona jest, na całe życie. Jest więc otoczone miłością nieodwołalną, która nie tylko chce przyjmować ale i dawać, chronić oraz towarzyszyć na zawsze. Przełamanie bariery wstydu w układzie innym niż małżeństwo jest raną zadaną najgłębszej intymności człowieka – nie ma tu bowiem jeszcze miłości nieodwołalnej, nie ma świadomości wyboru przez drugą osobę na dobre i na złe. Jest więc nieproporcjonalność darów. Współżycie poza małżeńskie zawsze więc będzie jakąś formą nadużycia, wykorzystania siebie nawzajem. Zawsze będzie pozostawiało pustkę, niedosyt, rozczarowanie, nieraz skutecznie zagłuszane przez emocje i przekonanie o słuszności własnego postępowania. Niepełne przeżycie jedności podczas kontaktów przedmałżeńskich może się ciągnąć za małżonkami w późniejszym życiu jako pewne piętno – będą oni mieli utrudnione przeżycie intymnego, jednoczącego i szczęściodajnego spotkania. Ich współżycie może być naznaczone tym pierwotnym doświadczeniem upośledzonej miłości i niepełnego daru. Istnieje psychologiczna zasada pierwszych połączeń. Mówi ona, że pierwsze przeżycia seksualne, na wszystkich płaszczyznach – cielesnej, emocjonalnej, psychicznej i duchowej – utrwalają się w człowieku, niejako wdrukowują, stając się pierwotnym schematem przeżywania podobnych doświadczeń. Jeśli więc pierwsze spotkania dwojga ludzi naznaczone były nieufnością, lękiem, poczuciem winy, cierpieniem, poczuciem wykorzystania, pretensjami, obawą przed poczęciem dziecka czy choćby zwykłą frustracją i rozczarowaniem, to istnieje duże prawdopodobieństwo przeżywania podobnych uczuć w późniejszym życiu seksualnym. Ludzka psychika łączy bowiem to doświadczenie z innymi sytuacjami. To połączenie trzeba nieraz zrywać w długim procesie uzdrawiania wewnętrznego lub terapii, ponieważ jest przeszkodą w przeżyciu intymnej więzi dwojga ludzi.

 

Kolejna wartość – przygotowanie do małżeństwa

To co buduje szczęście małżeńskie to szeroko rozumiana wspólnota życia – małżonkowie uczą się siebie nawzajem, poznają najskrytsze przeżycia, swoje myśli, wartości, pragnienia, marzenia. Uczą się rozpoznawać i spełniać wzajemne oczekiwania, razem budują dom – nie koniecznie w sensie materialnym – owo budowanie jest tworzeniem wspólnoty miłości, wspólnym trudem o wzajemne dobro i szczęście. Dzielą się miłością ze swoimi dziećmi – mają niezwykłe doświadczenie tego, że ich miłość jest twórcza i płodna, a płodność ta nie ogranicza się tylko do wydania na świat potomstwa. Rodzice przekazują dzieciom własne życie i człowieczeństwo, i pielęgnują te dary. Mają więc okazję głęboko doświadczyć sensowności i owocności własnego życia i małżeństwa. Aby wytworzyć tak szeroko rozumianą wspólnotę życia trzeba zaangażować swoje siły w budowanie tej więzi. To budowanie wymaga czasu i pracy. Okres przedmałżeński ma tu zasadniczy wpływ – to właśnie przed małżeństwem młodzi uczą się przeżywać swoją własna obecność, uczą się siebie nawzajem, poznają swój wewnętrzny bogaty świat

Zażyła i głęboka więź międzyosobowa rozwija się także w późniejszym małżeństwie, a właściwie proces ten trwa przez całe życie. Jednak to co młodzi ludzie wypracują przed ślubem jest nie do przecenienia. Jeśli dojrzale budują więź – wzajemnie poznają się, szanują się, przyjaźnią, odkrywają wspólne wartości – to wnoszą ją w małżeństwo jako nieoceniony skarb. Z drugiej strony zaniedbania okresu przedmałżeńskiego mogą się boleśnie odbić na życiu późniejszych małżonków. Choć nie da się człowieka poznać do końca, to jednak pewne istotne cechy osoby, z którą ma się spędzić resztę życia trzeba odkryć przed ostateczną decyzja o zawarciu sakramentalnego związku. Istnieją fundamentalne sprzeczności w najbardziej podstawowych sferach życia, które będą rodziły radykalne konflikty. Także pewne negatywne skłonności jednego z narzeczonych powinny być rozpoznane – może się bowiem okazać, że późniejsze małżeństwo nie będzie mogło trwać z powodu destruktywnych skłonności i zachowań, lub zupełnej niezdolności do tworzenia trwałej więzi przez jedną z osób. Krótko mówiąc opłaca się włożyć wiele pracy i wysiłku w jak najlepsze poznanie drugiej osoby i stworzenie głębokiej więzi opartej nie tylko na uczuciach, ale także na solidnym fundamencie i wspólnych wartościach.

Bez wątpienia proces ten może być zakłócony poprzez przedwczesne doświadczenia seksualne. Są one bowiem silnie absorbujące i koncentrujące parę na samych doznaniach. Gdy nie ma jeszcze pełnej wspólnoty życia a już są stosunki seksualne to pewne rzeczy po prostu przestaje się zauważać. Seks zaczyna dominować młodą relację. Łatwo jest wtedy przeoczyć ważne aspekty decydujące o prawidłowym poznaniu przyszłego współmałżonka.

Istnieje absurdalna, lecz niestety powszechna wśród ludzi opinia, że seks jest konieczny, aby ludzie mogli się dobrze poznać. Za takim poglądem idzie niesłychanie cyniczny, nieludzki wręcz i tragiczny w skutkach mit o dopasowaniu seksualnym i o potrzebie „sprawdzenia się” przed ślubem. Pomijając fakt, że pogląd ten zarówno od strony psychologicznej jak i fizjologicznej jest zupełnie nieprawdziwy (można go zaliczyć do szerokiej dziedziny tzw. „mitologii medycznej”), to postawa taka wprost godzi w godność człowieka, sprowadzając go do roli towaru, który można, a nawet trzeba „wypróbować”, użyć przed „kupieniem”. Niestety młodzi ludzie próbując budować relacje miłości wpadają w takie postawy, które niszczą miłość na samym początku. Takie konsumpcyjne podejście, nawet gdy nie wynika z wyrachowania i cynizmu lecz ze zwykłej naiwności i niedojrzałości, zawsze prowadzi do bolesnych zranień i uprzedmiotowienia drugiej osoby. Na takim fundamencie nie da się budować miłości.

 

Zapragnąć miłości

Czystość seksualna lub raczej czystość w miłości, w gruncie rzeczy oznacza wybór miłości prawdziwej. Jeśli bowiem mówimy, że coś jest „czyste” to zazwyczaj mamy na myśli, że owa rzeczywistość w całej swej pełni jest tym czym ma być – nie ma w niej zanieczyszczeń, które nie należą do jej istoty i czynią ją niepełnowartościową. Skoro zatem czystość jest wyborem prawdziwej miłości, to nie może ona być przeżywana tylko jako strata czegoś ważnego lub wieczna walka z samym sobą. Czystej miłości trzeba zapragnąć, trzeba zafascynować się nią jak najcenniejszym skarbem w życiu, jak niezwykłą przygodą, której nie dorówna żadne, nawet najbardziej ekscytujące i podniecające doznanie. Miłość prawdziwa to kwintesencja szczęścia. Szczęśliwy jest tylko ten kto kocha i jest kochany, a właściwie – kto potrafi przyjmować i dawać miłość. Wreszcie – miłość prawdziwa to istota wiary i relacji z Bogiem. W Bogu człowiek wierzący odnajduje samą miłość, niepojętą w swej głębi i pięknie.

Jeżeli zatem człowiek ma wybrać w swoim życiu czystą miłość, to musi się tą miłością zafascynować i zapragnąć jej, musi uwierzyć w jej istnienie. Z tego spotkania, czy choćby przeczucia istnienia czystej miłości rodzi się nadzieja – nadzieja, że i ja sam mam szansę na miłość, na szczęście i spełnienie. Wtedy człowiek nie będzie rozrywany sprzecznymi namiętnościami, nie będzie czuł fundamentalnego rozdarcia, nie będzie próbował „wykradać” namiastki miłości, która właściwie z prawdziwą miłością niewiele ma wspólnego. Większość grzechów seksualnych, oraz niewłaściwych postaw i zachowań w tej sferze można by tak właśnie wytłumaczyć – człowiek nie wierząc we własne szczęście, próbuje wykraść od życia jakieś chwilowe doznanie bliskości, cząstkowe przeżycie miłości, ulotne doświadczenie szczęścia. Gdyby człowiek ten zrozumiał i uwierzył do jak wielkiej miłości jest zaproszony, jak cudownego szczęścia może doświadczyć, nigdy nie sięgałby po coś, co jest tylko imitacją i tanią podróbką miłości. Trzeba w końcu przestać traktować wiarę i moralność katolicką jak najbardziej zniewalające piętno, które ogranicza człowieka, trzeba zerwać z widzeniem świętości jako ciągłej, wyjaławiającej ascezy, pozostawiającej pustkę i frustrację, trzeba przestać podejrzewać Boga o zakazywanie ludziom szczęścia i przyjemności, a radość współżycia seksualnego postrzegać jako „zakazany owoc”, który trzeba Bogu wykraść, gdyż On sam nie chce go dać ludziom.

Potrzeba zafascynowania się miłością prawdziwą odnosi się także do tych wszystkich, którzy chcieliby innych prowadzić i wychowywać. Tylko bowiem ten kto doświadczył miłości i wierzy w nią, może tą miłością fascynować innych, może ku niej pociągać i pokazywać ideał, który  zawiera w sobie czystość. Ideał ten wiąże się z pewnym wyrzeczeniem, ale tylko po to aby zyskać jeszcze więcej. Nie jest to ideał w sensie braku wad, lub doskonałości zewnętrznej, ale w znaczeniu obietnicy trwałego i pełnego szczęścia. Osoba, która wierzy w tę obietnicę potrafi także zrozumieć i pokochać osoby nie widzące sensu miłości, błądzące po omacku w poszukiwaniu szczęścia tam gdzie go nie ma. Nie będzie ich potępiać i straszyć, nie będzie im tylko udowadniać, że się mylą, i że są grzesznikami. Osoba, która nie doświadczyła miłości nie będzie potrafiła skutecznie przekonać do czystości. Jej działalność zawsze będzie się sprowadzało do walki z ludźmi, zamiast o ludzi, do obalania błędnych poglądów, zamiast promowania właściwych, do demaskowania i piętnowania zła, zamiast szukania i zachęcania do dobra.

Wreszcie, aby przekonać do miłości prawdziwej – czyli czystej, trzeba samemu kochać, samemu stać się czytelnym znakiem. Jeśli za słowami idzie autentyczne świadectwo życia, jednak nie tylko w znaczeniu poprawności czynów czy pewnej etyki postępowania, ale autentycznej miłości okazywanej bliźnim, wtedy miłość, do której się przekonuje innych, sama zaczyna działać, nabierając pięknego, pociągającego blasku. Wiara w miłość rodzi nadzieję, nadzieja zaś daje siłę do walki o czystą, prawdziwą miłość we własnym życiu. I właśnie w tym zawiera się istota wszelkiej pracy nad sobą, nawracania się i walki o czystość seksualną.

 

 

Mateusz Włodarczyk

 


 

Witam bardzo ciepło  🙂

Jestem więcej niż bardzo poruszona właśnie przeczytanym tekstem o czystości przedmałżeńskiej. W końcu czuje, że znalazłam odpowiedź na tak bardzo męczące mnie zagadnienia. Szukałam bardzo wielu dróg odpowiedzi a zupełnie przez przypadek trafiłam na tą stronę. Czuje się lepiej niż po jakiejkolwiek rozmowie z księdzem czy ludźmi “niby” będącymi w temacie. Nikt jednak nie okazał mi tyle zrozumienia i wsparcia jak właśnie ten kompletnie obcy mi człowiek i to za pośrednictwem internetu (mam na myśli oczywiście autora tekstu 🙂 ). Czytałam ten tekst i płakałam, bo niemalże każde słowo było idealnie zgodne z moimi odczuciami i myślami. W końcu ktoś mówi o zrozumieniu, a nie suchym moralizowaniu. Od dawna czułam, ze moja postawa myślowa jest dobrze skierowana, lecz nigdzie nie mogłam znaleźć potwierdzenia moich odczuć. O mały włos przez moje rozdarcie wewnętrzne nie odeszłam od Kościoła! Teraz w końcu wiem, że droga którą wybrałam jest właściwa, że miłość dwojga ludzi jest piękna a nie grzeszna i ze wszystkich sił będę się starała czynić ją miłą nam obojgu i Bogu MIŁOSIERNEMU!!, bo to właśnie dzięki Jego miłosierdziu wiem, że jak upadnę w swoim postanowieniu to ono da mi siłę, żeby wstać i walczyć dalej  🙂  POZDRAWIAM baaardzo gorąco i WIELKIE BÓG ZAPŁAĆ za ten tekst autorowi!!!!


Podobne artykuły: