Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Estrogeny w środowisku – łagodna kastracja

Estrogeny w środowisku – łagodna kastracja

“Tylko abstynencja płciowa może zahamować następujący w postępie geometrycznym wzrost liczby ludności” — tak założył Malthus w swoim XVIII-wiecznym traktacie o ludności. Do przeciwnych wniosków można dojść na podstawie najnowszego studium opublikowanego w British Medical Journal. Stwierdza się w nim, że w przyszłości nastąpi

koniec demograficznej eksplozji bez seksualnej wstrzemięźliwości. W Centre for Reproductive Biology Edinburgh Anglia pracowała grupa badawcza dr. Stewarda Iryine’a i badała nasienie 577 mężczyzn urodzonych w latach 1950-1974. Okazało się, że ilość plemników jest tym większa, z im wcześniejszego rocznika pochodzi mężczyzna. Rocznie obserwuje się spadek liczby plemników w ejakulacie (liczba plemników w objętości nasienia u mężczyzn) o ok. 2 %.

Koresponduje to z wynikami wielostronnie dyskutowanej metaanalizy, które opublikowano w 1992 r. w British Medical Journal. Dr E. Carlsen i jego współpracownicy stwierdzili, że między 1940 a 1990 r. zaobserwowano spadek liczby plemników w ejakulacie badanych mężczyzn o 40 %. Od tej pory eksperci spierają się „ czy rzeczywiście doszło do obniżenia się płodności, czy jest to skutek przypadkowego doboru dawców, czy też błąd analizy. Czasopismo „Arzte Zeitung” cytuje prof. Horsta Liberta zajmującego się medycyną prokreacji, który zakłada możliwość, że w rzeczywistości chodzi o błędny wniosek opierający się wyłącznie na fałszywych założeniach. Jednak większość naukowców widzi to inaczej. Przeważa opinia, że z powodu zanieczyszczenia środowiska, płodność ludzi i zwierząt znalazła się na niekończącej się równi pochyłej.

Zagrożenie ze strony środowiska

Swojsko brzmiące pojęcie „matka natura” otrzymało po raz pierwszy negatywną konotację. Zwróciło na to uwagę amerykańskie czasopismo naukowe „Science News” wskazując na słabo dotąd zauważane zagrożenie ze strony środowiska. Tak jak podkreślono na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Rozwoju Nauki w San Francisco, zalanie środowiska przez produkty rozpadu żeńskich hormonów płciowych, jak też różnorodnych chemicznych substancji o działaniu zbliżonym do działania estrogenów, wywiera negatywny wpływ na organizmy mężczyzn oraz zwierząt. Prowadzi to prawdopodobnie m.in. do niepłodności i wywołuje powstanie złośliwych guzów męskich i żeńskich narządów płciowych. Na ten temat onkolodzy i biolodzy przeprowadzili dyskusję na konferencji „Estrogeny i środowisko”, gdzie osiągnięto tymczasowe porozumienie. Jeśli podejrzane o estrogenowe działanie substancje dostaną się do organizmu przyszłej matki (poprzez skórę, język, procesy trawienia), mogą zakłócić rozwój płciowy płodu. Aby mogło rozwinąć się dziecko płci męskiej, w określonym momencie musi zadziałać męski hormon płciowy. Pozostając pod wpływem wysokiej koncentracji estrogenów, która aktywnie wpływa na zmianę kierunku dalszego rozwoju embrionu, zdezorientowany organizm realizuje swój program podstawowy i powstaje dziewczynka.

Koniec niewinności

Po raz pierwszy poznano niebezpieczny potencjał tkwiący w estrogenach, gdy 20 lat temu ujawniły się nieoczekiwane skutki terapii za pomocą syntetycznego hormonu płciowego diethylstilbestrolu, czyli DES. W latach 1948-1971 w samych Stanach Zjednoczonych 10-18 milionów kobiet w ciąży zażywało ten hormon, który miał nie tylko eliminować poronienia, ale którego zażywanie miało prowadzić do urodzin szczególnie dużych i zdrowych dzieci. Przykre przebudzenie przyszło po latach. Beztrosko zastosowane estrogeny zburzyły delikatną równowagę hormonalną ciąży, tak że dzieci, które urodziły się po takiej kuracji dotknięte były ciężkimi uszkodzeniami. U dziewcząt obserwowano szczególnie złośliwy nowotwór pochwy, a u starszych kobiet niepłodność i problemy z ciążą. Przy stosowaniu DES odkryto też zwiększone ryzyko występowania raka piersi. Chłopcy z syndromem DES w dalszym swoim życiu są obiektem zainteresowania lekarzy. Chorują oni częściej na raka jąder lub są niepłodni. Od tego momentu estrogeny straciły całą swoją niewinność.

Człowiek – „zwierzę” doświadczalne wbrew swojej woli

Richard Sharpe z Medical Research Council Reproductiye Biology Unit Edinburgh i Niels Skakkobaek z Uniwersytetu w Kopenhadze sformułowali w 1993 r. w fachowym czasopiśmie „Lancet” niepokojącą tezę, że występujący na całym świecie wzrost przypadków anomalii jąder, nowotworów jąder, nieprawidłowej budowy prącia, niezstępowania jąder z jamy brzusznej do moszny i stałe zmniejszanie się liczby plemników w męskim ejakulacie należy z wielkim prawdopodobieństwem łączyć z działaniem estrogenów z otaczającego środowiska. Podczas gdy jeszcze w 1940 r. u jednego mężczyzny podczas ejakulacji dochodziło do uwolnienia przeciętnie 3,4 ml nasienia ze 120 milionami plemników, to obecnie w 1990 r. liczby te spadły do 2,5 ml i 66 mln. „Społeczeństwo przeprowadza wielki eksperyment, w którym całe miasta wystawiane są na wysoki stopień zanieczyszczenia środowiska” charakteryzuje sytuację Niels Skakkeback.
Źródłami zakażenia estrogenami (po zakazie stosowania DES) są m.in. wydalane przez kobiety produkty przemiany materii doustnych środków antykoncepcyjnych, określone produkty uboczne substancji aktywnych międzyfazowo, które dodawane są do środków do prania, pestycydów, herbicydów i kosmetyków. W związku z powyższym czasopismo „Enyironmental Health Perspectiyes” wymienia 45 substancji występujących w środowisku, które wpływają na męskie i żeńskie narządy płciowe najczęściej w kierunku feminizacji. 55 % z nich zawiera szczególnie szkodliwe połączenia chlorowe. Jednak nie tylko hormony powodujące zniewieścienie mogą podczas rozwoju embrionalnego przekształcić potencjalnych mężczyzn w kobiety — ten sam efekt dają chemikalia, które blokują męski hormon płciowy.
Ten problem został zaledwie dostrzeżony, wymyka się on jednak spod kontroli. Obecnie nie ma bowiem testu, który w sposób niezawodny pozwoliłby badać estrogenne działanie substancji chemicznych względnie ich licznych produktów ubocznych. Skutek: przemysł chemiczny przy swoich innowacyjnych produktach gra nadal w „rosyjską ruletkę”. Należy zauważyć, iż szczególnie niebezpieczne substancje, jak DDT i dioxin, już od dawna nie mogą być stosowane, mimo że takie kraje jak Meksyk i Brazylia zużyły w 1999 r. więcej niż 1000 ton DDT. Pomimo zakazu stosowania tych substancji w wielu krajach, są one nadal na całym świecie stosowane — często w tak małych ilościach, że trudno to udowodnić. Theo Colborn z World Wildlife Fund komentuje to zjawisko występowania niebezpiecznych związków chemicznych w ilościach niewykrywalnych następująco: „Te szkodliwe materiały mogą występować, a my nic o tym nie wiemy”. Podczas gdy instytucje nadzorujące wymagają od przemysłu chemicznego dowodu na to, że wprowadzane na rynek substancje nie wywołują raka, to do dziś nie ma przepisu wymagającego dowodu w sprawie wpływu tych substancji na organ płciowe. Prawdopodobnie usunięcie tej luki prawnej wymaga rozwoju odpowiedniego postępowania kontrolującego.

Gabinet grozy ewolucji 

Te, coraz częściej występujące i dotykające istot żywych, ale nie zauważane i nie powstrzymywane, wpływy substancji chemicznych zawierających żeńskie hormony płciowe powodują ewolucyjny horror: lekarze coraz częściej muszą pomagać chłopcom i mężczyznom, którzy mają nieprawidłowo rozwinięte narządy płciowe albo są niezdolni do wyprodukowania wystarczającej ilości nasienia. Zjawisko wszechobecności estrogenów można też obciążyć występującym już w przeszłości wzrostem zachorowań na raka jąder. (…) Jednak nie tylko mężczyźni podlegają tej cichej i niespektakularnej kastracji powodowanej zalewem żeńskich pseudohormonów. W sposób paradoksalny także wiele kobiet reaguje na obce organizmowi estrogeny zaburzeniami w budowie organów, złośliwymi guzami piersi i macicy jak też niepłodnością. W krajach wysoko rozwiniętych przeciętnie co piąta para jest bezdzietna wbrew swojej woli. W Niemczech oblicza się tę liczbę na 1,2 mln. Związek przyczynowy pomiędzy różnymi produktami z probówki a obserwowanym zmniejszeniem się płodności ludzi musi zostać udowodniony poprzez stosowne badania na ludziach.

Zniewieścienie natury

Negatywny wpływ skutków wzrastającej feminizacji środowiska chemicznego dotyczy także wielu zwierząt. Biologowie i zoologowie w swoich badaniach spotykają coraz częściej różnorodne, a często trudne do rozpoznania, ślady estrogennego zalewu w postaci zaburzeń w budowie ryb i ptaków, bezpłodnych drapieżnych kotów i aligatorów. Zmiany te są trudne do rozpoznania przez to, że do oceny ich rozwoju brakuje wymaganych przez naukowców wartości porównawczych. Bez nich nie można podać żadnych norm co do oczekiwanego poziomu hormonów we krwi, np. w stosunku do rzadkich zwierząt. A bez tych wartości normatywnych przyjęcie negatywnych zmian pozostanie znowu, w sposób nieuchronny, czystą spekulacją. Jest całkiem wyobrażalne, że pewne długowieczne gatunki zwierząt dawno — możliwe, że na zawsze — straciły swoją płodność zanim zoologowie to odkryli.

Środki antykoncepcyjne zachowują swoją moc jeszcze w oczyszczalni ścieków

Naukowcy zajmujący się badaniem środowiska naturalnego podczas swoich obserwacji ustawicznie demaskują przypuszczalne oddziaływanie estrogenów lub pokrewnych związków chemicznych na środowisko. Jako przykład niech służy następujący eksperyment: naukowcy położonego na zachód od Londynu, w Uxbridge, Uniwersytetu Brunel wstawili do klatek karpie i inne słodkowodne ryby w pobliżu 28 oczyszczalni ścieków na terenie całego kraju. W niektórych miejscach wszystkie ryby zdechły w krótkim czasie. W okolicy innych urządzeń uczeni mogli stwierdzić, że osobniki męskie i niedojrzałe żeńskie zaczęły nagle produkować yitellogeninę, substancję, która jest wstępem do produkcji ciałka żółtego.

To niezwykłe zachowanie porównują niektórzy uczeni, np. prof. John Sumpter, z robiącą osobliwe wrażenie sytuacją, kiedy mężczyźni zaczynają wydzielać matczyne mleko. Jest możliwe, wg prof. Sumptera, że ta niezwykła feminizacja ryb spowodowana jest obecnością w ściekach rozpuszczonych produktów przemiany materii licznych pigułek antykoncepcyjnych i innych preparatów hormonalnych. To, że problemu tego nie doceniano wynika jasno z kilku liczb. W samych tylko Niemczech każdego roku połyka się 20 mln, opakowań doustnych środków antykoncepcyjnych i 4 mln, opakowań preparatów zawierających estrogeny, które powinny zwalczać przykre dolegliwości menopauzy. „New Scientist” charakteryzuje tę groźną sytuację cytując anonimowego naukowca: „Jesteśmy dzisiaj otoczeni przez sztuczny ocean estrogenów”.

Estrogeny roślinne

W środowisku obserwuje się nie tylko negatywne skutki działania estrogenów. Niektórzy uczeni są zgodni co do bezpośredniego ochronnego działania pewnych roślinnych estrogenów. Występują one m. in. w warzywach, grzybach, ziarnach zboża i w chmielu. Możliwe, że roślinne estrogeny wpływają hamująco na rozwój złośliwych nowotworów. W Waszyngtonie na III Konferencji na temat: „Estrogeny w środowisku” prof. Herman Adlerkreutz z Uniwersytetu w Helsinkach wspomniał o tym, że rak jelita grubego występuje tym rzadziej, im częściej chleb żytni stanowi składnik codziennej diety. Jak wykazały badania naukowców od żywności, ten rodzaj zboża zawiera wyjątkowo dużo roślinnych estrogenów. Kenneth Setchell z Cincinnati wyraża pogląd, że także ziarna soi, również bogate w roślinne estrogeny, wpływają dodatnio na leczenie i zapobieganie nowotworowi piersi. W badaniach na zwierzętach okazało się, że soja jest w stanie powstrzymać zmiany komórkowe, z których później często powstają złośliwe guzy.

Chociaż trudno oficjalnie wskazać wspólny kierunek działania estrogenów to jednak istnieje poważny problem. „Narażenie się na działanie estrogenów może w całym zwierzęcym świecie szkodzić rozrodczości na wszystkich poziomach od mózgu po jajniki.Może się to już wkrótce ujawnić jako jeden wielki horror” — uważa prof. John Sumpter i dodaje, że „potrzebujemy 50 lat badań, aby to sobie uzmysłowić”. „Możliwe, że wtedy będzie już za późno na wszelkie korekty”, dodaje Jochen Kubitschek.

Komentarz

Jeśli się przyjmie do wiadomości wyniki tych badań, można się przestraszyć zagrożeń przyszłości, zwłaszcza wobec niebezpieczeństw znanych już oficjalnie.

Przedstawiciele przemysłu chemicznego, którzy na pigułce zbijają krociowe zyski, w oczywisty sposób wcale nie myślą zmienić swojej polityki i wraz z lekarzami, którzy na pigułce robią interes, postępują nadal drogą wiodącą do przyszłej katastrofy.

Każdy inny medykament o tak katastrofalnych skutkach ubocznych zostałby już dawno zakazany, ale nie środki hamujące owulację. Czy nie powinni teraz ponieść odpowiedzialności za koszty obciążające naszą wspólną przyszłość ci, którzy dążyli do osobistej przyjemności, wg hasła: „to jest dobre, co sprawia radość”?

 

opracowanie lek.spec.gin.poł. M. Szczawińska na podstawie S. Ersnst, Ostrogene in der Umwelt – Die sanfte Kastration, Medizin und ideologie XII 1997, tłum. M. Krasoń. W; Naturalne Planowanie Rodziny, 35, 1999, s.33-35 www.zdrowarodzina.org


Podobne artykuły: