Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (45)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (14)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (24)
Poronienie (2)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (39)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (34)
Historia i nowoczesność (22)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (37)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Niepłodność małżeńska, a wymóg poszanowania życia i godności człowieka w postępowaniu medycznym

Niepłodność małżeńska, a wymóg poszanowania życia i godności człowieka w postępowaniu medycznym

Rozwój nauk biologicznych i medycznych, postęp technologii medycznej przyniosły nowe  możliwości pomocy ludziom chorym i cierpiącym. W zakresie zdrowia dotyczącego prokreacji pojawiły się szanse zapobiegania i skutecznego leczenia zaburzeń płodności, zapobiegania poronieniom i wadom rozwojowym, precyzyjnej oceny rozwoju i stanu dziecka przed urodzeniem, leczenia wielu chorób dziecka przed urodzeniem i  noworodka.

 

Narodziny dziecka stały się nie tylko bardziej ludzkie, ale i bezpieczniejsze. Współczynnik umieralności okołoporodowej (częstość martwych urodzeń i zgonów noworodków) zmniejsza się z każdym rokiem. W 1999 roku współczynnik ten wynosił 10,84 na 1000 urodzeń, w 2005 roku już tylko 8,04 [1]. Coraz mniej kobiet umiera w związku z ciążą, porodem i połogiem. W 1991 roku zmarło w Polsce z przyczyn położniczych 15 kobiet na 100 000 urodzeń, w 2004 roku współczynnik zgonów matek zmniejszył się do 6,7 [2]. Mniejsza jest zachorowalność matek związana z macierzyństwem, powikłaniami ciąży i porodu. Są to sukcesy.

Natomiast trudniej jest dostrzec poprawę w dziedzinie zapobiegania lub leczenia niepłodności. Gorzej też radzimy sobie z problemami płodności. Chcielibyśmy wobec płodności zachować taki poziom kontroli, jak wobec elektryczności, czyli na zasadzie „włącz”, „wyłącz”.  Natomiast delikatne mechanizmy płodności, a tym bardziej sprawy ludzkiej miłości, godności i kobiecej natury, temu się nie poddają.

 

Niepłodność – epidemiologia, przyczyny

Niepłodność dotyczy około 4 do 14 % małżeństw, jej częstość uwarunkowana jest wieloma czynnikami. Wzrost częstości niepłodności, o którym się mówi, może być pozorny i wynikać z częstszego rozpoznawania problemu i jego leczenia. Nie znalazłem w podręcznikach ginekologii opublikowanych za granicą określenia niepłodności jako choroby. Jest to raczej objaw wielu chorób dotyczących kobiety, mężczyzny lub obojga, ważny problem zdrowia publicznego, problem społeczny.

Co przyczynia się do trudności w poczęciu dziecka? Wczesne rozpoczynanie życia seksualnego, duża liczba partnerów seksualnych, choroby przenoszone drogą płciową, uzależnienia są szczególnie groźne dla płodności, kiedy dotyczą osób w młodym wieku. Za jedną z głównych przyczyn niepłodności uważa się odkładanie na później poczęcia dziecka. Obecnie dziecko jest oczekiwane w coraz krótszym okresie życia kobiety. Inicjacja seksualna ma miejsce coraz wcześniej, a wiek kobiety, w którym chce urodzić swoje dziecko jest coraz późniejszy. Obecnie w Polsce jest to 28 rok życia. Tak więc najpierw kobieta i jej mąż czynią wysiłki, by nie zajść w ciążę a potem, kiedy nie są już najmłodsi, starają się, często bezskutecznie, o zapłodnienie. Z biologicznego punktu widzenia nie jest to rozsądne. Częstość niepłodności u kobiet w wieku 30 – 34 lat wynosi 1 na 7, w wieku 40 – 44 1at 1 na 4. U dzieci pochodzących od starszych wiekiem kobiet częściej występują poronienia, martwe urodzenia i wady rozwojowe.

Okazuje się, że 10 % płodnych małżeństw nie zachodzi w ciążę po 12 miesiącach współżycia, a 5 % po dwóch latach. Płodność u ludzi jest ograniczona. Miesięczny wskaźnik płodności u płodnej pary wynosi około 20 % [3].  Najczęściej mamy do czynienia nie z bezwzględną  niepłodnością, ale z mniejszym lub większym ograniczeniem płodności. 30 – 50 % par leczonych z powodu niepłodności ma dzieci, ale tylko u 1/3 z nich fakt ten należy łączyć z leczeniem.

Planowanie urodzenia dziecka po 35. roku życia wydaje się dla wielu czymś normalnym, naturalnym wobec obecnego poziomu wiedzy i technologii medycznej. Stąd ogromne rozczarowanie kobiet i małżeństw którym nie udaje się począć dziecka po kilku lub kilkunastu latach hamowania płodności przy pomocy antykoncepcji. Tylko krok do uznania, że istnieje prawo do posiadania dziecka. Jakie są granice zaspokajania takiego prawa? Czy  obejmuje ono prawo do dziecka o określonej płci, kolorze włosów, podatności na choroby w przyszłości ? Czy żądanie, by dziecko, które ma się urodzić było w przyszłości niepełnosprawne, na przykład niesłyszące, jak ich rodzice, jest czymś moralnie dopuszczalnym? Powoli, idąc coraz dalej w zaspokajaniu kolejnego „prawa do…” dochodzimy do punktu, w którym ma miejsce karanie lekarzy, którzy poprzez niewykonanie w porę aborcji, niezastosowanie odpowiedniej antykoncepcji  dopuścili do tzw. wrongful birth (złego urodzenia).

Niedawno jeszcze urodzenie dziecka nie było przedmiotem zaplanowanej decyzji. Ciąża i rodzicielstwo były w małżeństwie jak deszcz; wiadomo że będzie, ale nie wiadomo kiedy. Zaskakiwało nie poczęcie dziecka i urodzenie, ale jego brak. Plany co do przyszłości rodziny dostosowywano do oczywistej obecności w niej dzieci. Pojawienie się środków i metod antykoncepcji spowodowało, że dzieci są przedmiotem wyboru. Ich pojawienie się, liczba dzieci, czas ich urodzenia są dostosowywane do innych planów. A ponieważ tych planów życiowych dotyczących wykształcenia, kariery zawodowej, dóbr materialnych jest wiele i wymagają dużego zaangażowania czasowego, finansowego, nie zaskakuje bezdzietność, ale raczej wielodzietność. Płodność zaczęto traktować nie jako dar Boga, ale jako własny wybór.

 

Jak podchodzi się do leczenia niepłodności

Jak wspomnieliśmy, pojawiły się możliwości skuteczniejszej pomocy małżeństwom z zaburzeniami płodności. Umożliwia to postęp w zakresie rozpoznawania zaburzeń cyklu miesiączkowego, leczeniu farmakologicznym w tym hormonalnym oraz operacyjnym. Natomiast często niedoceniane są możliwości zwyczajnej medycyny, niedoceniane są metody nie budzące wątpliwości etycznych, zwłaszcza te uwzględniające naturalne rozpoznawanie płodności w diagnostyce i leczeniu. W efekcie brakuje dostępności do cierpliwego, przemyślanego i uporządkowanego leczenia.

Tymczasem dużą popularność zyskały metody sztucznego rozrodu, które umożliwiają urodzenie dziecka przez niepłodną matkę poprzez „obejście” nieprawidłowo funkcjonujących mechanizmów umożliwiających zapłodnienie. Nie mają one nic wspólnego z leczeniem niepłodności. Po urodzeniu dziecka para małżeńska pozostaje niepłodna. Część lekarzy podchodzi do tych metod postępowania bezkrytycznie, nie zastanawiając się nad etycznymi aspektami ich stosowania, skutecznością, ryzykiem dla kobiety, dla poczętego w ten sposób dziecka. Pracuje się nad tym, by powstało przekonanie, że ich stosowanie jest powszechnie akceptowane. Osoby mające inne zdanie są czasem uznawane za co najmniej nienowoczesne. Małżeństwa niepłodne, które nie akceptują metod sztucznego rozrodu są w coraz większym stopniu  pozbawiane dostępu do metod leczenia, na które mogłyby wyrazić zgodę. Media roztaczają perspektywę nieograniczonych niemal możliwości technologii związanej ze sztucznym rozrodem.

Na  rynku usług medycznych w zakresie technik sztucznej reprodukcji dla niepoznaki nazywanych metodami leczenia niepłodności albo wspomaganej prokreacji panują twarde prawa rynku, rywalizacja o pacjentki. Na Zachodzie ośrodki zajmujące się in vitro publikują na swoich stronach internetowych  wyniki swojej aktywności, przede wszystkim odsetek ciąż uzyskanych po transferze zarodków. Mówi się i pisze, że w ten sposób leczy się niepłodność. A przecież para, która wychodzi z takiego miejsca z dzieckiem, jest nadal niepłodna. Równie dobrze można byłoby klinikami leczenia niepłodności nazywać ośrodki adopcyjne. Kwalifikuje się do zabiegu najchętniej młode pary, czasem już po pół roku  niezachodzenia w ciążę. U takich par zabieg IVF jest najbardziej skuteczny. Określa się je w sposób niezgodny z wiedzą medyczną jako „pary niepłodne”, co odbiera nadzieję  i skłania do korzystania z ich propozycji. Propozycje te połączone są z żądaniem za in vitro dużych honorariów. Zastanawia fakt, że żądane kwoty bardzo się różnią. Można mówić o zasadach wolnego rynku, ale trzeba też mówić o poczuciu przyzwoitości. Zleca się wiele, często niepotrzebnych badań laboratoryjnych. Wymaga się, by każde z nich było wykonane na miejscu, ale dziwnym zbiegiem okoliczności, każde z nich kosztuje dużo więcej na miejscu niż w innych laboratoriach, nawet proste badania podstawowe. Zakłada się, i słusznie, że niepłodna para skłonna jest zapłacić wiele za szanse urodzenia dziecka…

W sposób sztuczny zawyża się podawaną częstość niepłodności, by uzasadnić potrzebę finansowania tych procedur ze środków publicznych. Podaje się też przesadnie alarmujące informacje o częstości niepłodności po 30. roku życia. Poczucie braku nadziei wypływające z upływającego czasu powoduje, że zwiększa się poziom stresu, który jest jednym z czynników zakłócających delikatne mechanizmy odpowiedzialne za płodność.

Nie informuje się kobiet wystarczająco wyraźnie o ryzyku dla zdrowia, jakie łączy się z procedurą IVF. Chodzi między innymi o tzw. zespół hiperstymulacji. Następuje on po podaniu leków hormonalnych w celu indukcji owulacji. Ciężki zespół występuje z częstością 23/1000 [4] . Zdarzają się zgony kobiet w wyniku tego powikłania. Kobiety z zespołem hiperstymulacji wymagają czasem kosztownego i długotrwałego leczenia. Ośrodki wykonujące  procedurę IVF nie czują się odpowiedzialne za leczenie tego powikłania. Pacjentki kierowane są do szpitali i leczone na koszt NFZ. Nie można więc mówić, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje postępowania określanego jako wspomagany rozród.

Z ostatnich badań wynika, że technika IVF może zwiększać częstość raka piersi, podobnie, jak ma to miejsce w odniesieniu do hormonalnej antykoncepcji [5].

Przy pomocy techniki diagnostyki preimplantacyjnej  przeprowadza się w niektórych ośrodkach selekcję zarodków przed ich wszczepieniem do macicy. Wybiera się te najlepiej wyglądające, czasem pobiera jedną komórkę, by dowiedzieć się o płeć zarodka, obecność chorób przenoszonych za pośrednictwem materiału genetycznego. Zarodki nie odpowiadające przyjętym kryteriom niszczy się. W ostatnim czasie stosuje się metodę „blastocyst culture”. Nie przenosi się zarodków do macicy w trzecim dniu po zapłodnieniu, ale w piątym. Słabsze zarodki nie przeżywają w trudnych warunkach hodowli w szkle i obumierają. Zamiast obumarcia w macicy, zarodki czeka to samo, tylko wcześniej, w probówce. Mocniejsze, w mniejszej liczbie, przenosi się do macicy. W ten sposób zmniejsza się też prawdopodobieństwo ciąży z wieloma dziećmi w macicy (wielopłodowej).

Technika IVF łączy się ze zwiększoną częstością ciąż wielopłodowych, co z kolei przyczynia się do porodów przedwczesnych. Więcej ciąż wielopłodowych – to więcej poronień samoistnych, cięć cesarskich, zgonów przed i pourodzeniowych. Oznacza to większe wydatki ponoszone przez rodziców i Narodowy Fundusz Zdrowia na utrzymanie  przy życiu niedonoszonych i chorych dzieci, późniejsze ich leczenie i rehabilitację

Po sztucznym zapłodnieniu częściej dochodzi do poronienia samoistnego. Pojawiają się doniesienia o nieprawidłowym rozwoju dzieci po IVF [6]. Trudne warunki, w jakich  organizm człowieka spędza pierwsze dni życia przy zastosowaniu tej techniki, powodują powstanie nieprawidłowości rozwojowych, mogą  wpłynąć na powstanie zaburzeń programowania genetycznego. Zaburzenia te, znane jako efekty epigenetyczne, mogą być związane z powstaniem nowotworów i innych chorób u dziecka lub w późniejszym okresie życia. Dzieci poczęte przy pomocy technik IVF mają z reguły mniejszą wagę ciała przy urodzeniu. Badania dotyczące rozwoju dziecka poczętego w ten sposób są utrudnione.  Kobiety, które urodziły dzieci poczęte przy pomocy tej technologii nie chcą ujawnienia tego faktu w dokumentach dziecka. Jest to przyczyną małej liczby badań porównujących rozwój dzieci poczętych w sposób naturalny i sztuczny. Trzeba też pamiętać, że większość tych ostatnich nie przekroczyła jeszcze piątego roku życia.

Nie ma nadzoru specjalistycznego nad jakością procedur medycznych w ośrodkach zajmujących się w naszym kraju procedurami sztucznego rozrodu. Każdy z nich tworzy procedury na własny użytek. Do rzadkości należy zapewnienie niepłodnej parze możliwości konsultacji psychologicznej.  Nie wiadomo, co dzieje się z niewykorzystanymi zarodkami.

Pytania można mnożyć. Tymczasem skutecznie wykorzystuje się mit postępu, aby uśpić czujność lub wygenerować akceptację wobec nadużyć polegających na uprzedmiotowieniu ludzi w dziedzinie prokreacji.

Niezgodnie z prawdą pisze się o tzw. klonowaniu terapeutycznym lub o możliwościach terapeutycznych wynikających z badań nad komórkami pochodzenia embrionalnego. Żaden chory na świecie nie skorzystał jak do tej pory z szeroko omawianej możliwości tworzenia z zarodkowych komórek macierzystych  zróżnicowanych komórek organizmu człowieka, które pomogłyby w leczeniu zawału serca czy choroby Parkinsona. Ryzyko rozwoju nowotworu poprzez niekontrolowany rozrost komórek okazało się zbyt duże. Informacje o sklonowaniu człowieka płynące z Korei Południowej okazały się fałszerstwem profesora weterynarii, który zapragnął spróbować swoich sił w medycynie doświadczalnej. W Wielkiej Brytanii uchwalono niedawno prawo, że będzie wolno tworzyć chimery, zarodki pół zwierzęce pół ludzkie i na razie będzie się je uśmiercać przed 14. dniem życia. Trudno wyobrazić sobie gorszą wiadomość dla ludzkości. Ludzie zajmujący się coraz nowymi formami sztucznego rozrodu, a w ślad za nimi instytucje upoważnione do tworzenia prawa, zatracili kontakt z rzeczywistością, istotą człowieczeństwa. W swojej pysze i jednocześnie zaślepieniu nie widzą dla siebie żadnych ograniczeń, by otwarcie naruszać godność ludzkiej osoby.

Widzimy, że postęp wiedzy i technologii przyniósł ogromne niebezpieczeństwo manipulacji życiem ludzkim zaraz po jego powstaniu.

 

Godność pacjenta, godność lekarza

Dlatego wszelkie działania medyczne, zwłaszcza te, które dotyczą ludzkiej prokreacji muszą uwzględniać godność człowieka jako osoby ludzkiej. Według poglądu Kongregacji Nauki Wiary opublikowanego w „Donum Vitae” wiedza i technika powinny służyć osobie ludzkiej, jej niezbywalnym prawom oraz jej prawdziwemu i integralnemu dobru, zgodnie z zamysłem i wolą Bożą. Wynika z tego, że lekarze nie powinni ulegać argumentacjom o poprawności politycznej,  zgadzać się na taką interpretację praw kobiet, według której brak przyzwolenia na aborcję na żądanie miałby naruszać prawo kobiet do ich prywatności. Nie można porównywać prawa matki do prywatności z prawem dziecka do życia.

Powinniśmy o tym bardziej pamiętać, gdyż jesteśmy świadkami wydarzeń, które świadczą o zagrożeniu dla prawa człowieka do życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci na skalę światową. Na forum Rady Europy przegłosowano rezolucję wzywającą do pełnej legalizacji aborcji jako prawa kobiet. Nie tak dawno przekonywano nas, że każdy kraj w Unii Europejskiej będzie niezależny w stanowieniu prawa dotyczącego tych spraw. Widać, że będzie stosowana presja wobec Polski, Irlandii czy Malty, wkrótce pewnie wobec Litwy, by aborcja w tych krajach była dostępna na życzenie. Będą stosowane kampanie medialne, procesy o  odszkodowania, rezolucje, apele, tworzenie nacisku. Carlo Beltramo, korespondent amerykańskiego Population Research Institute napisał, że Ojciec Święty Jan Paweł II mógłby być dumny z narodu, z którego pochodzi, a trzy wymienione kraje stanowią nadzieję chrześcijańskiej przyzwoitości wobec reszty kontynentu europejskiego, która zaakceptowała barbarzyństwo aborcji.

Można się zastanowić, czy medycyna jest nauką i praktycznym działaniem, których celem jest tylko profilaktyka, promocja zdrowia i leczenie chorób, przynoszenie ulgi w cierpieniu, zapobieganie przedwczesnej śmierci, czy też jej zadaniem jest spełnianie życzeń pacjentów, ich oczekiwań. Co należy zrobić, jeżeli sumienie lekarza nie pozwala mu na wypełnienie tych życzeń? Medycyna nie jest neutralna moralnie i lekarza nie można wynająć do każdej roboty. Nie trafia to do przekonania wielu dyrektorów szpitali i przychodni, którzy nie uznają prawa lekarzy do bycia w zgodzie z sumieniem. Jest to szczególnie widoczne w ginekologii i położnictwie.

Lekarz, który był znany w środowisku lekarskim ze swoich poglądów dotyczących ludzkiego życia i konieczności jego poszanowania od poczęcia, na egzaminie praktycznym z położnictwa i ginekologii otrzymał od znanego profesora, pioniera in vitro polecenie wykonania ubezpłodnienia kobiety. Kiedy odmówił, egzamin zakończył się uwagą w protokole egzaminacyjnym, że lekarz ten nie będzie mógł ubiegać się w przyszłości o specjalizację drugiego stopnia. Uwaga ta była niezgodna z prawem. Mamy więc do czynienia z prawdziwym mobbingiem zamiast deklarowanej tolerancji dla inaczej myślących. Hasło tolerancji jest w niektórych środowiskach bardzo nośne,  ale dotyczy ono wyłącznie myślących tak, jak oni.

Trwa ofensywa kulturowa i obyczajowa lansowana przez środki masowego przekazu, obecna w świecie nauki i kultury. Ma ona zmienić oblicze cywilizacji. Zamazuje się różnice między zarodkiem zwierzęcym i ludzkim, prowadzi akcje obrony życia zwierząt i czystego środowiska zapominając o losach milionów dzieci zabijanych w łonach matek. Medycyna i weterynaria zaczynają mieć wiele punktów stycznych. Miał rację Grzegorz Górny pisząc w „Rzeczpospolitej” o sposobach działania lewicy, które mają na celu od XIX wieku podkopanie chrześcijańskich fundamentów cywilizacji [7]. Przytaczał słowa Wilhelma Reicha, psychoanalityka i działacza komunistycznego, który pisał, że po rewolucji francuskiej, która przyniosła wyzwolenie polityczne, po rewolucji  bolszewickiej, która przyniosła wyzwolenie społeczne, należy doprowadzić do trzeciej rewolucji – seksualnej, która przyniesie wyzwolenie obyczajowe. W rolach uciśnionych proletariuszy ma występować tym razem zbuntowana młodzież, feministki, lobby gejowskie i bezkompromisowi ekolodzy. Po dezintegracji systemu ma dojść do rozwoju „społeczeństwa permisywnego”.

Polska przetrwała i odrodziła się do istnienia 90 lat temu dzięki potędze swojego języka, swojej kultury. Również i teraz może i powinna energicznie przeciwstawiać się swoistemu Kulturkampf, które obecnie widzimy, harmonijnie godząc wiarę z nowoczesnością. Powinniśmy publicznie zabierać głos, być obecni w mediach i na innych „nowożytnych areopagach”, także w miejscach swojej zawodowej pracy z przekazem płynącym z Ewangelii, nie bojąc się oskarżeń o wstecznictwo czy niepoprawność polityczną. Wszyscy jesteśmy grzeszni, ale mając rozpoznanie dobra i zła, impregnowani przez wiarę i tradycję chrześcijańską, jesteśmy w stanie odeprzeć potężne siły antyewangelizacyjne, które chciałyby podnieść do rangi normy aborcję, eutanazję czy związki jednopłciowe.

 

Trzeba mieć własne zdanie

Może to i wymagać od nas niekiedy, niestety, polemiki z osobami o randze „ekspertów”. Niedawno w styczniowym numerze  fachowego czasopisma „Ginekologia Po Dyplomie” ukazało się stanowisko ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego  dotyczące „leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego medycznie”[8]. Jego autorzy wpisują się w aktualną dyskusję na ten temat towarzyszącą ratyfikacji Europejskiej Konwencji Bioetycznej i objęcia procedur sztucznej reprodukcji regulacjami prawnymi, jednakże dochodzą do wniosków, jak ilustruję poniżej, z którymi nie można się zgodzić, których nie można pozostawić bez komentarza.

Jedną z zasad postępowania lekarskiego, przez nikogo do tej pory nie kwestionowaną, jest poprzedzenie leczenia, najlepiej przyczynowego, postępowaniem diagnostycznym w celu ustalenia rozpoznania choroby. Wyżej wymienieni eksperci proponują, by tę zasadę w odniesieniu do procedur wspomaganego rozrodu, między innymi in vitro porzucić. Argumenty przytaczają dość zawiłe pisząc, że: „.. badanie przyczyn niepłodności, istotne w tzw. procesie diagnostyczno – leczniczym nie prowadzi do osiągnięcia podstawowego celu, jakim jest urodzenie zdrowego dziecka.”. Jak można komuś proponować postępowanie medyczne bez diagnostyki ? Porzucać zasadę, że leczenie powinno zawsze być wdrażane na podstawie rzetelnego rozpoznania choroby? Niepłodność małżeńska jest następstwem wielu różnych chorób kobiety lub mężczyzny. Ustalenie obecności tych chorób, stopnia ich zaawansowania w odniesieniu do męża jak i żony –  to podstawowe, obecne w każdym podręczniku ginekologii zadanie lekarza, którego niepłodna para poprosiła o pomoc. Według coraz częściej obecnie obowiązującej praktyki, lekarze ginekolodzy coraz częściej nie przeprowadzają obecnie koniecznej diagnostyki niepłodności, uważając ją za stratę czasu, ale szybko, po kilku miesiącach niezachodzenia w ciążę kierują na zabieg IVF albo sami go przeprowadzają. Autorzy „stanowiska” niechcący wspierają te praktyki. Powołują się przy tym na zasady „medycyny opartej na dowodach”, które przy tej okazji podważają.

W innym miejscu tego „stanowiska” znani profesorowie ginekologii, kierownicy klinik, niektórzy prowadzący ośrodki zajmujące się in vitro, sformułowali tezę, że techniki sztucznej reprodukcji „mają zastosowanie w wielu przypadkach jako jedyne, które dają szansę na ciążę i poród”. Trudno powiedzieć, dlaczego nie dostrzegają innych metod, które są obecne w nauce, podręcznikach, dlaczego chcą je wyeliminować z praktyki ? Sugerowanie małżeństwom, że nie mają innych możliwości, by urodzić dziecko nie jest uczciwe, ale może być skuteczne, jeżeli weźmie się pod uwagę, jakże ludzkie i ogromne, pragnienie stania się rodzicami. Natomiast metody sztucznego rozrodu  są z pewnością jedynymi, które polegają na sztucznym tworzeniu ludzkiego życia, dają laboratorium pełną kontrolę nad nowo  poczętymi dziećmi.

Metody postępowania w przypadkach niepłodności małżeńskiej, które uwzględniają zarówno diagnostykę, jak i przyczynowe leczenie niepłodności i które nie polegają na „omijaniu” trudności w poczęciu dziecka jak procedura IVF, są nadal stosowane i przez wielu pacjentów akceptowane. Są też stale udoskonalane, zwłaszcza w zakresie diagnostyki i hormonalnej korekty cyklu miesiączkowego oraz naprawczej chirurgii. Dotyczy to tzw. naprotechnologii. Eksperci PTG tego nie dostrzegają, forsując metody sztucznego rozrodu nie tylko jako dobre, ale jako jedyne. Nie sądzę, by przyczyną takiego stanowiska było jedynie zainteresowanie prawnym uznaniem metod IVF jako biznesu, którym m. in. się zajmują.

Ostatnie zdanie w przytaczanym stanowisku zawiera stwierdzenie, że „każdy sposób leczenia, który prowadzi do urodzenia zdrowego dziecka powinien mieć zastosowanie i jako procedura medyczna być refundowany”. Czy naprawdę możemy i powinniśmy proponować pacjentom wszystko, na co pozwala technologia? Czy takie podejście nie deprecjonuje kobiety, matki, i nie omija jej dobra i godności? W ostatnim okresie pojawiło się wiele pomysłów które bardzo „urozmaicają’ ofertę skierowaną do niepłodnych osób. Polegają one na użyczaniu komórek jajowych, udostępnianiu macicy do implantacji zarodka pochodzącego od innej kobiety. Mogą one nawet prowadzić do urodzenia zdrowego dziecka. Pozostaje jednak zasadnicze pytania o godność rodziców, o godność dziecka w ten sposób poczętego. Mylą się nam prokreacja dotycząca ludzkiej osoby z hodowlą,  a medycyna z weterynarią.

Dyskusja publiczna, która się obecnie toczy, w tym stanowisko ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, dotyczy ważnego społecznie i etycznie zagadnienia. Nie może być ono pozostawione bez komentarza. To, co dzieje się w laboratoriach in vitro zwanymi też klinikami nie może odbywać się poza społeczną kontrolą. Postępowanie medyczne dotyczące zdrowia prokreacyjnego, od profilaktyki i podstawowej diagnostyki aż po nowoczesną chirurgię naprawczą, na pewno wymaga ludzi o szczególnej wrażliwości i wysokich kwalifikacjach zawodowych. Jako system całościowy powinien być wspierany przez państwo zainteresowane rozwojem rodzin, przełamaniem demograficznego kryzysu. Zapewnić powinien wszystkim zainteresowanym postępowanie diagnostyczno – lecznicze przy którym szanowana będzie godność kobiety i mężczyzny. Poszanowanie dla godności macierzyństwa też wymaga ochrony życia, zdrowia i godności dzieci traktowanych jako dar, a nie przedmiot zamówienia jak w przypadku sztucznej reprodukcji, a kiedy indziej jako niepożądane następstwo kontaktu seksualnego, określane jako „wpadka”. Opracowywane i wdrażane do praktyki innowacje przede wszystkim nie mogą budzić wątpliwości etycznych.

Ks. Wacław Gubała w książeczce „Sztuczna prokreacja – ocena moralna” zastanawia się czy in vitro byłoby dozwolone w układzie homologicznym, przy założeniu, że nie byłoby niszczenia embrionów, masturbacji. Odpowiada: „Nie”[9]. Zdaniem Kościoła, które przytacza, szacunek dla poczętego życia ludzkiego, czyli dla poczętej istoty ludzkiej, domaga się, by poczęcie miało charakter osobowy, to znaczy było darem mężczyzny i kobiety wyrażającym się w tym szczególnym akcie osobowym, jakim jest akt małżeński. Poczęcie osoby ludzkiej nie może być aktem techniki ani produktem technicznym. Fakt, ze coś, co jest technicznie możliwe, nie oznacza, że jest moralnie dopuszczalne.

 

Nie musimy godzić się na wszystko.

Jesteśmy obecnie w Polsce w ważnym momencie dyskusji nad regulacjami prawnymi związanymi z planowaną ratyfikacją przez Polskę Konwencji Bioetycznej dotyczącej statusu zarodka i procedur sztucznej reprodukcji. Wymaga ona od nas dużej trzeźwości patrzenia. Jedynym satysfakcjonującym, logicznym wyjściem w tej sytuacji jawi się wyjście najprostsze: zakazanie sztucznego tworzenia ludzkiego życia, zakazanie użycia jakichkolwiek komórek lub tkanek w celu tworzenia nowych ludzi w ramach procedur technicznych. A tym bardziej, zakazanie tworzenia ludzi z góry zaprogramowanych przez selekcję genetyczną czy tworzenia zwierzęco-ludzkich hybryd. Uchylenie drzwi i akceptacja metod sztucznego rozrodu przez prawo, nawet jeśli będzie to ‘w imię kontroli’ przy zaprowadzeniu jakiegoś poziomu restrykcji wobec praktyk eugenicznych czy ilości tworzonych zarodków, spowoduje po prostu ich otwarcie na oścież  w przyszłości. Najgorsze, że w majestacie ‘prawa’. Kliniki i zwolennicy in vitro sami zabiegają o regulacje prawne w zakresie sztucznego rozrodu nie tylko z uwagi na ewentualne dofinansowanie rządowe, ale po to, aby prawne usankcjonowanie wyciszyło głos sumienia, wyciszyło dezaprobatę społeczną, zagłuszyło rodzące się wątpliwości o tym, jak naruszana jest godność każdej osoby uczestniczącej w procedurach rozrodu, które propagują. Te kliniki też wiedzą, że jakiekolwiek restrykcje pozostaną w dużej mierze pustą literą, a przy tym stworzą pozory, że wszystko jest ucywilizowane, pod społeczną kontrolą i w ten sposób zwiększą ich wiarygodność w odbiorze społecznym. Czy temu powinno służyć prawo?

Akt prawny regulujący procedury in vitro doprowadzi w efekcie do prawnego usankcjonowania zamrażania zarodków ludzkich, a więc i ich niszczenia. Nie ma systemu trwałego przechowywania zarodków, wiadomo, że ich wartość biologiczna zmniejsza się wraz z czasem przebywania w stanie zamrożonym. Nie mogą wiecznie być przechowywane w lodówce. Próba sprawdzenia ich zdolności do życia – a więc rozmrożenie to wydanie na nie wyroku śmierci. Nie można sprawdzić żywotności zarodka i ponownie go zamrozić. Nakaz przechowywania embrionów nie spowoduje zwolnienia procesu ich powolnego umierania w lodówce. Adopcja cudzego embrionu, jakkolwiek z punktu widzenia dobra dziecka może zasadna, nie rozwiąże problemu przechowywanych i niszczonych tysięcy zarodków. Co z godnością matek sprowadzanych w ten sposób, z akceptacją prawa, do obiektów rozpłodowych? Co z diagnostyką preimplantacyjną ? Jak sama nazwa wskazuje, dotyczy ona zarodków przed implantacją, a nie gamet i byłaby rodzajem kontroli jakości na taśmie produkcyjnej dzieci związanej z odrzuceniem „wybrakowanego” egzemplarza.

 

Postawmy więc pytanie: Co zamiast in vitro?

Przede wszystkim działania mające na celu zmniejszenie częstości niepłodności. Wpływanie na miejsce rodzicielstwa dziecka – rodziny – w systemie wartości, wprowadzenie nowych przepisów prawnych, bodźców ekonomicznych ułatwiających wcześniejsze decyzje o poczęciu dziecka, większej liczbie dzieci w rodzinie, to działania konieczne i możliwe.

Bardzo istotne jest oddziaływanie na młode pokolenie. Późniejsza inicjacja seksualna, monogamia, unikanie niszczących płodność chorób przenoszonych drogą płciową, papierosów, alkoholu w młodym wieku i później pozwoliłyby zmniejszyć częstość zaburzeń płodności w przyszłości. Należałoby poprosić Ministerstwo Zdrowia, by wśród programów zdrowotnych odnoszących się do prokreacji był finansowany chociaż jeden dotyczący pierwotnej profilaktyki zaburzeń płodności. Trzeba czynić wysiłki, by dotrzeć do młodych ludzi z informacją, że nie jest rozsądne odkładanie bez istotnej przyczyny poczęcia dziecka na późniejsze lata życia, wydawanie pieniędzy najpierw na unikanie ciąży, kiedy ona jest najłatwiejsza do osiągnięcia, by potem, po 35. lub 40. roku życia w sytuacji paniki, żalu, poczucia krzywdy poddawać się kosztownym, bolesnym procedurom, których celem jest tworzenie poza organizmem matki nowych istot ludzkich spędzających w szklanym naczyniu pierwsze dni życia. Badania dotyczące konsekwencji wyboru czasu zostania rodzicami wykazały, że zbyt długie odkładanie decyzji w macierzyństwie może negatywnie wpłynąć na karierę zawodową. W sytuacji, kiedy życie rodzinne i kariera zawodowa są równie ważne, wcześniejsze urodzenie dziecka może być lepszym rozwiązaniem w perspektywie długofalowej niż późniejsze rezygnowanie z ustalonej pozycji zawodowej. Wczesne macierzyństwo ma mniejszy wpływ na późniejszą karierę zawodową. Dzieci będą starsze i nieco bardziej niezależne w momencie, w którym decydować się będą losy kariery zawodowej [10].

A co robić, kiedy dojdzie do pojawienia się zaburzeń płodności? Przede wszystkim personel medyczny powinien wesprzeć małżeństwo z tego rodzaju problemami. Okazać autentyczne zainteresowanie, podejść do nich z szacunkiem, cierpliwością i miłością. Poradzić, by nie dali sobie za wcześnie przylepić znaczka „niepłodni”, by uzyskać powód do skierowania do jednej z „klinik” zajmujących się sztucznym rozrodem. Poczekać. Poddać ocenie cykl miesięczny, owulację, płodność męża, sprawdzić drożność jajowodów. Na szczegółową ocenę cyklu miesięcznego, analizę oznak i objawów płodności  nie przeznacza się obecnie zbyt dużo czasu w poradniach ginekologicznych. Pyta się kobiety o charakter miesiączek ale niekoniecznie o objawy owulacji (pomiar temperatury ciała, objaw śluzu). Tymczasem te dane są kluczowe, aby w sposób odpowiedzialny zająć się leczeniem wykrytych  nieprawidłowości.

Nowe szanse dla małżeństw z zaburzeniami płodności łączą się z upowszechnieniem modelu Naprotechnologii [11]. Zakłada się w nim w uporządkowany, systematyczny sposób rozpoznawanie i później leczenie schorzeń ginekologicznych, w tym zaburzeń płodności bez stosowania środków i metod antykoncepcyjnych i technik sztucznej reprodukcji. Zachowane zatem zostaje to, co najcenniejsze – kontekst miłości. Wykorzystuje się przy tym aktualną, nowoczesną wiedzę zakresie endokrynologii, chirurgii ginekologicznej, naturalnego rozpoznawania płodności. Ważne jest opanowanie stresu i wsparcie duchowe. Zaczyna się od dokładnych obserwacji cyklu pod okiem instruktora, potem prowadzi się badania diagnostyczne przy pomocy dostępnych, nowoczesnych metod. Jeżeli to konieczne, wdrażane jest leczenie i jego monitorowanie. Wymaga to czasu i cierpliwości, ale przynosi dobre rezultaty.

Propozycja takiego postępowania powinna spotkać się z zainteresowaniem społecznym. To zainteresowanie już widać. Uruchomione zostało szkolenie lekarzy i innych osób w kraju i za granicą. Porównanie metod stosowanych w ostatnim czasie z prawdziwym, przyczynowym leczeniem niepłodności i jej profilaktyką może dostarczyć interesujących wniosków. Z jednej strony medycyna oparta na naturalnych mechanizmach leżących u podstaw naszego zdrowia, a z drugiej najpierw wieloletnie ubezpłodnienie w ramach „kontroli urodzin”, potem badanie nasienia na drodze zleconej masturbacji, sztuczna inseminacja i lodówki pełne zamrożonych ludzi…

Oskarża się nasz kraj, że prawo w nim jest w odniesieniu do spraw łączących się z obroną życia zbyt restrykcyjne. Unia Europejska nalega na liberalizację prawa dotyczącego aborcji.  Oczekiwane przez Unię zmiany tego prawa oznaczałoby ofiary ze strony dzieci, dla których tzw. liberalizacja przepisów oznaczałaby ich faktyczne zaostrzenie, mniejszą szansę przeżycia przed urodzeniem. Ich godność i prawo do życia jest takie samo, jak nasze, ludzi dorosłych. Godność człowieka i prawo do życia łączą się też z planowanym regulacjami prawnymi dotyczącymi in vitro. A prawo nigdy nie może stać przed etyką ani zastępować sumienia.

Bogdan Chazan, Maria Środoń

Prof. dr hab. med. Bogdan Chazan, położnik – ginekolog, dyrektor Szpitala Położniczo-Ginekologicznego Św. Rodziny w Warszawie. Członek rad naukowych w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi i Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Członek Rządowej Rady Ludnościowej.

 


1.    Troszyński M. Early Neonatal Deaths w: Women’s reproductive health in Poland 2006, K.T. Niemiec (ed.). Czelej sp z o.o. Lublin, 2007, str. 106 – 114.

2.    Troszyński M. Maternal Mortality w: Women’s reproductive health in Poland 2006, K.T. Niemiec (red), Czelej sp z o.o. Lublin, 2007, str. 101 – 105.

3.    Szamatowicz M. Niepłodność – czy można niewłaściwie diagnozować i nieskutecznie leczyć? w: M. Spaczyński (red) Postępy w ginekologii i położnictwie. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, Poznań, 2006, str.343 – 350.

4.    Klemetti R. i wsp. Complications of IVF and ovulation induction. Human Reprod., 2005, 20 (12), 3293 – 3300.

5.    Pappo I. i wsp. The possible association between IVF an breast cancer incidence. Ann. Surg. Oncol., 2008, 15, 1048 – 1055.

6.    Kelly – Vance L. i wsp. Assisted reproduction versus spontaneous conception; a comparison of the developmental outcomes in twins.                       J. Genet. Psychol., 2004, 165 (2), 157 – 167.

7.    Górny G. Kto zdobędzie nowożytne areopagi? http://www.rp.pl/artykul/132246.html

8.    Stanowisko ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w sprawie leczenia niepłodności metodami rozrodu wspomaganego medycznie. Gin. Po Dyplomie. Wydanie specjalne, luty 2008. 9.

9.    Gubała W. Sztuczna prokreacja – ocena moralna. Wyd. Fundacja dla Rodziny, Warszawa, 2000.

10.    Keeney R.L., Vernik D.A. Analysis of the Biological Clock Decisions. Dec. Anal., 2007, 4 (7), 114 – 135.

11.    Hilgers T.W. The medical and surgical practice of Na Pro Technology. Pope Paul VI Institute Press. Omaha, Nebraska, 2004.


Podobne artykuły: