Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (45)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (14)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (24)
Poronienie (2)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (39)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (34)
Historia i nowoczesność (22)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (37)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Kuracja hormonalna – tylko wstrzemięźliwość

Małżeństwem jesteśmy od prawie 10 lat, nigdy nie używaliśmy żadnej antykoncepcji, całkowicie oparliśmy się na naturalnych metodach regulacji poczęć. Moja żona z powodów zdrowotnych musiała rozpocząć kurację hormonalną, której ubocznym skutkiem jest zablokowanie owulacji, zmiana śluzu i  niedopuszczenie do zagnieżdżenia zarodka, gdyby dwa pierwsze działania były nieskuteczne: sytuacja potencjalnie bardzo mało prawdopodobna, ale teoretycznie możliwa (np. w stanach chorobowych kobiety). I tu pojawia się nasz dylemat. Czy wolno podejmować małżonkom współżycie w takiej sytuacji? Terapia trwa już 3 miesiące, kolejne 3 przed nami, a może i dłużej.

Pożycie małżeńskie jest dla nas niezbędnym elementem budowania więzi między nami. Do tej pory powstrzymywaliśmy się od współżycia, ale ta sytuacja powoduje wiele frustracji i burzy relacje między nami. Tym bardziej, że może się ciągnąć przez wiele miesięcy a nawet i lat… Jak rozwiązać tą sytuację, tak aby nie mieć na sumieniu wczesnego poronienia i jednocześnie nie ucierpiało na tym nasze małżeństwo, z którego nie chcielibyśmy całkowicie rezygnować. Pomyśleliśmy, że kompromisowym rozwiązaniem byłoby współżyć tak jak przy naturalnych metodach, czyli w tych kilku dniach, następujących po okresie krwawienia i wtedy, gdy cykl będzie zbliżał się już do końca, czyli kilka dni przed zakończeniem brania danej partii tabletek, po której rozpoczyna się menstruacja.

 

Każdy, kto rozpoczyna terapię hormonami, które wywołują efekt utraty płodności, musi brać pod uwagę możliwość zajścia w ciążę. Statystycznie zdarza się to 8 parom na 100 stosujących pigułkę antykoncepcyjną. Może być wynikiem błędu albo tzw. break-through ovulations, czyli występowania owulacji mimo właściwego zażywania pigułki (badania wykazują od 17 do 27 owulacji na 100 kobiet stosujących pigułkę przez rok). Jak zatem rozstrzygnąć dylemat: z jednej strony pragnę współżycia jako wielkiego dobra małżeństwa, a z drugiej – nie chcę przyczynić się własnym działaniem do możliwej śmierci dziecka poczętego, które jeszcze nie zagnieździło się w macicy?

Po pierwsze warto poszukać innej metody leczenia. Gdy lekarz nie wykazuje wrażliwości na omawiane skutki stosowania pigułki antykoncepcyjnej i nie wydaje się zainteresowany poszukiwaniem innych rozwiązań, proszę skierować się do zaufanego lekarza szanującego życie poczęte.
Gdy podjęcie innej terapii okaże się niemożliwe, to nie pozostaje nic innego jak powstrzymać się od współżycia seksualnego, ponieważ nie jesteśmy w stanie  określić terminu możliwej owulacji.
Odnalezienie siebie w tej sytuacji wymaga czasu i będzie się wiązać z trudnością w radzeniu sobie z pragnieniem współżycia seksualnego i uczuć z nim związanych. Tylko odwoływanie się do głębszej motywacji jaką jest miłość, która pragnie chronić ewentualnie poczęte dziecko pozwala dobrze przeżywać momenty, gdy wstrzemięźliwość okaże się zbyt trudna. Wtedy człowiek wraca do pierwotnej decyzji, za którą jest ukryta miłość Boga i jego szacunek dla życia, a nie tylko staje wobec faktu przekroczenia prawa i osądu z nim związanego. Takie podejście już samo w sobie wzmacnia małżonków i ich wzajemną jedność.

br. Ksawery Knotz


Podobne artykuły: