Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

XXI wiek – małżeństwo w centrum konfrontacji dobra i zła

Pobieżne przypatrzenie się genezie powstania nowych środowisk wrażliwych na problemy małżeństwa i rodziny uwidacznia pewną prawidłowość. Dostrzeżenie negatywnych tendencji owocuje pozytywnym zrywem społecznym. Rozwój antykoncepcji mobilizuje do tworzenia grup propagujących metody naturalne, rosnąca liczba rozwodów inicjuje kursy uczące małżonków dialogu, aborcja wzmacnia ruchy obrony życia. Nasilające się zagrożenie rodziny szybko rodzi odpowiedź elitarnej grupy katolików, którzy tworzą nową jakość ewangelizacji, stają się liderami nowego ruchu.

 

Gdyby dzisiaj szukać kolejnej fali mobilizującej katolików do aktywności społecznej, to należałoby się spodziewać, że rozwiną się środowiska zajmujące się problemem leczenia homoseksualistów. Trudno jednak te środowiska zakwalifikować do środowisk zajmujących się rodziną. Pojawianie się różnych modeli małżeństwa (jeszcze poligamia czeka na lepsze dla niej czasy) będzie w przyszłości wymagało uzasadniania, dlaczego małżeństwo heteroseksualne i monogamiczne jest akurat najlepsze.

Pomimo tego, że to zagrożenia wyostrzają nasze spojrzenie i mobilizują nas do działania, to jednak główny cel nowych inicjatyw nie może być sformułowany negatywnie jako obrona przed zagrożeniami: obrona życia poczętego, sprzeciw wobec antykoncepcji, protest wobec uznania homoseksualnych małżeństw. Jakie sukcesy odnieśliby zwolennicy antykoncepcji hormonalnej, gdyby operowali negatywnymi komunikatami – głosili, że chcą zniszczyć zdrowie kobiety, albo aborcjoniści, że nie chcą, aby dzieci się rodziły, albo homoseksualiści, że związek mężczyzny z kobietą jest jakościowo gorszy?

Wkładają oni wielki wysiłek w szukanie języka ukazującego zło jako dobro. Dlaczego tak się dzieje, że gdy zło przybiera postać dobra, to dobro, w które wierzymy jest przez nas samych motywowane negatywnie, poprzez konfrontację, walkę ze złem. Negatywnie sformułowany cel działalności nie jest żadnym programem. Jest jego atrapą. Sprawia, że katolicy nie zdobywają doświadczenia w pozytywnym propagowaniu swojej kultury, szukaniu języka komunikatywnego dla współczesnych ludzi, ukazywania dobra i piękna własnej propozycji życia i pozyskiwania dla niej jak największej grupy zwolenników.

Kościół, aby utrzymać żywotność swojej kultury nie może sobie pozwolić tylko na krytykę obcych mu kulturowo ruchów, np. aborcyjnego, skrajnie feministycznego, homoseksualnego, ale inspirować i rozwijać własne ruchy i w ten sposób wpływać na rzeczywistość. Przemiany obyczajowe ostatnich dekad pokazały nam, że nawet kultura oparta na rodzinie i religii w przeciągu kilkudziesięciu lat może zostać poważnie zniszczona. Im bardziej w panującej kulturze zaciemnia się definicja małżeństwa, tym bardziej potrzebne są ruchy propagujące wierność małżeńską, wartości rodzinne. W świecie młodzieżowym ważnym nurtem odnowy moralnej nie są czyjekolwiek protesty wobec seksu przedmałżeńskiego, ale ruch „czystych serc” – zrzeszający młodzież ślubującą abstynencję seksualną do czasu małżeństwa. To ten ruch kształtuje trend kulturowy zgodny z Ewangelią.

 

Ruch apostolski Pro Familia

Oświeceniowa mentalność sprowadzała wiarę do subiektywnych przeżyć religijnych, które były tolerowane, o ile nie dążyły do zmiany kultury. Można było wzruszać się religijnie, ale nie można było kształtować kultury i angażować się politycznie. Tymczasem wiara, która nie tworzy kultury jest wiarą martwą. Katolicka wiara tworzy katolicką kulturę. Chrześcijańska kultura ma swoje centrum w formacyjnej wspólnocie Kościoła. Gdy ta formacja jest słaba kultura katolicka nie ma siły przekonywania. Gdy kultura upada, zanika także wiara, która staje się coraz bardziej rozmyta i nieokreślona. Gdy wspólnota wiary jest żywa jej kultura jest ekspansywna. Dąży do kształtowania świata (między innymi poprzez działalność polityczną).

Wiary Kościoła nie można nigdy ujmować abstrakcyjnie, ale zawsze w związku z widzialną kulturą i konkretnymi ludźmi, którzy ją tworzą. Dlatego też nie można oddzielać katolików od kultury, ani od życia publicznego, od polityki. „W dzisiejszym świeci zniknął podział na wyraźne i dające się wyodrębnić obszary – polityczny, społeczny, obyczajowy, światopoglądowy, filozoficzny, religijny. Konflikty polityczne przenikają wszystko. (…) Polityzacji uległa też płeć i wszystkie rzeczy związane z biologicznością człowieka” (Legutko). Wszystkie grupy – normalne małżeństwa jak i związki homoseksualne, zwolennicy NPR i antykoncepcji, obrony dziecka poczętego i aborcjoniści starają się mieć swoich reprezentantów w świecie polityki, mieć swój udział we władzy i odcisnąć swe piętno na sferze publicznej.

Katolickie środowiska małżonków muszą także iść w tym kierunku. Budować swoje zaplecze duchowe, filozoficzne, polityczne, medialne, finansowe. Ks. Rydzyk pokazał jedną ważną rzecz: na bieg historii może wpływać ten, kto umie łączyć religię z mediami, edukacją, polityką i pieniędzmi. Tę lekcję warto przerobić w czasach, gdy temat małżeństwa i rodziny staje się coraz bardziej centralnym tematem w Kościele i w świecie. Organizacje małżonków katolickich nie mogą być dzisiaj tylko stricte religijne albo tylko polityczne. Misja ewangelizacyjna prowadzona przez małżeństwa i skierowana do małżeństw musi łączyć wszystkie elementy ludzkiej rzeczywistości. Dyskusja czy katoliccy małżonkowie mają się angażować w politykę czy też nie jest bezpodstawna i jałowa. Ona dotyczy tylko kapłanów (na różnym szczeblu hierarchii), którzy wspierając, bezpośrednio lub pośrednio, konkretne partie polityczne angażują w swoją działalność autorytet Kościoła. Równocześnie wchodzą na teren zarezerwowany przez Kościół dla małżonków katolickich. Katoliccy małżonkowie nie muszą i nie mogą się kryć ani ze swoją wiarą, ani ze swoimi poglądami politycznymi. To oni są bezpośrednio odpowiedzialni za przemienianie rzeczywistości ziemskiej.

W dzisiejszych czasach nie można już liczyć na ewangeliczne przemienianie świata poprzez politykę bez wcześniejszej troski o pogłębioną formację religijną i moralną ludzi. Zamieszanie w świecie jest już zbyt duże. Nie można liczyć, że politycy bez formacji będą wypełniali swoją misję. Tylko żywe wspólnoty formacyjne małżonków i inspirowane przez nie ruchy kulturowe stają się trwałym zapleczem polityków, tworzą organizacje, wyłaniają swoją publiczną reprezentację i tym sposobem jeszcze silniej, poprzez politykę, oddziałują na kulturę. Opus Dei, Akcja Katolicka, Ruch Światło-Życie – te środowiska formacyjne mają już swoich wychowanków w elitach władzy. Wypracowane przez nich modele uczestnictwa katolików w życiu publicznym, inspirowane przez sobór watykański II, wyznaczają współczesny styl angażowania się członków Kościoła w życie publiczne. Nie jest przypadkiem, że ci katolicy wybierają jako miejsce swojej działalności społecznej tylko niektóre partie. W pełni świadomie uznają, że tylko w tych środowiskach politycznych mogą zrealizować swoją ewangelizacyjną misję. Anagażowanie autorytetu kapłanów w uwiarygadnianie innych środowisk politycznych (które nie dają gwarancji rzeczywistego wpływu katolików świeckich na program partii i bieg wydarzeń) jest zwykłym sabotażem misji ewangelizacyjnej Kościoła (prowadzonej przez małżonków) i rozbijaniem Jego jedności. Zamiast moralnego wspierania działalności politycznej katolików dokonuje się wtedy podporządkowanie Kościoła interesom jakiejś partii lub kliki zabiegającej o katolicki elektorat, czasami nawet próbującej wyeliminować z polityki nurt najbliższy katolickim działaczom.

 

Nowa linia frontu między kulturą ewangeliczną a antykulturami

Kościół staje się zaczynem, gdy ewangelizacja prowadzona we wspólnotach formacyjnych przekształca się w obyczajowy, katolicki ruch społeczny tworzący kulturę chrześcijańską. Taka kultura i ruch ją tworzący będą bez wątpienia atakowane przez antykultury. Dzisiaj mówi się dużo o wojnie kultur. O cywilizacji miłości i śmierci. W XXI wieku wojna ta będzie się prawdopodobnie toczyć na linii frontu wyznaczającego granicę między różnymi definicjami małżeństwa, stosunku do dziecka, płci i seksu. W każdym okresie historii istniały inne „tematy wiodące”, które różnicowały ludzi, określały dobro i zło, wiarę i niewiarę, moralność i niemoralność, prawicę i lewicę, anty i prorodzinność. Na przykład: po soborze trydenckim stosunek do sakramentów i papieża silnie wyznaczał linię ortodoksji i herezji. Dzisiaj tamte tematy są dalej aktualne, ale nie rozbudzają dyskusji społecznych. Istnieje nowy temat: „małżeństwo” (i wiele spraw, które się z nim wiążą). Stosunek do małżeństwa stał się tematem centralnym, określającym tożsamość Kościoła, jego orientację w świecie, a nawet sojusze polityczne (np. podczas konferencji w Kairze Watykan zawarł sojusz z krajami muzułmańskimi i afrykańskimi, a w Polsce – kiedyś stosunek do aborcji, tak teraz szerzej – całościowej polityki prorodzinej staje się najlepszym wskaźnikiem zasadniczych podziałów kulturowych i wyznacznikiem politycznych sojuszy zawieranych przez katolików). Niekiedy o wiele ważniejsze niż demaskowanie zła jest rozpoznawanie w społeczeństwie tych nurtów kulturowych, które choć niechrześcijańskie są jednak bliskie naszej kulturze, zbliżają się do nas, z którymi warto współpracować i je ewangelizować. Takie poszukiwania są alternatywą wobec konfrontacyjnej mentalności i prób budowania swojej tożsamości przede wszystkim poprzez negację i walkę z zagrożeniami.

 

Polityka prorodzinna

Akurat dzisiaj, gdy rząd jest konserwatywny, organizacje katolików nie powinny „bronić rodziny” tylko wspierać ją poprzez stworzenie dobrego programu polityki prorodzinej. Za tym, że stosunek do małżeństwa i rodziny stał się wiodącym punktem odniesienia i orientacji „kto jest kto” w Kościele i społeczeństwie przemawia fakt, że w ostatnich miesiącach w świecie polityki pojawiły się już istotne spory w tym temacie: czy homoseksualizm jest zaburzeniem męskości czy równoprawną orientacją heteroseksualną? Czy zwiększać becikowe czy może za te pieniądze wydłużyć urlop macierzyński? Czy finansować leczenie niepłodności i jakimi metodami? Czy jest możliwa i konieczna zmiana ustawy antyaborcyjnej? Polityka prorodzina stała się ważnym elementem budowania tożsamości ideowej wielu partii. W tej sytuacji staje się konieczny profetyczno-krytyczny głos katolickich małżonków – stymulowanie dobrych rozwiązań, ale także krytykowanie szkodliwych pomysłów. Potrzebny jest jakiś niezależny od partii politycznych głos katolickich organizacji, które będą recenzować nie tylko uchwalane, ale i przygotowywane ustawy. Bardzo przydałby się nowoczesny, katolicki thing-tank, który by doradzał biskupom i politykom w tej kwestii i stanowił ich zaplecze intelektualne. Badał sytuację, wypracowywał realistyczne programy polityki prorodzinnej, edukacji młodzieży …prognozował rozwój sytuacji, lobbował swoje pomysły, wzorem amerykańskich think-tanków przygotowywał swoich ludzi do aktywności politycznej. Taki kolejny organ byłby na dzisiejsze czasy dobrą formułą twórczego kształtowania polityki przez katolików i nową przestrzenią współpracy małżonków katolickich działających w różnych organizacjach i partiach.

 

Małżeństwo i rodzina katolicka w centrum czy na peryferiach?

Każda kultura, społeczność, państwo, naród, religia, miasto ma swoje centrum, które jest punktem odniesienia dla peryferii. Jeżeli centrum to się rozsypuje, przestaje istnieć, słabnie jego oddziaływanie na peryferie. Ludzie tracą orientację. Kultura traci żywotność, państwo niepodległość, naród podmiotowość, religia ortodoksję. Nie ma peryferii bez centrum a centrum bez peryferii. Gdy zabraknie centrum wyłania się inne, które przejmuje przywództwo. Tworzy ono swoją sferę wpływów – swoje peryferie. Ciągle pojawiają się nowe zwycięskie centra, które oddziałują na swoje peryferie. Proces ten można obserwować nie tylko w polityce, ale także i w Kościele. Kryzys przywództwa w Episkopacie, osłabienie tego centrum duchowego, powoduje wzrost autorytetu innych środowisk pretendujących do kształtowania oblicza Kościoła.

Dynamika przechodzenia z peryferii do centrum pomaga nam także zrozumieć aktualny proces wzmacniania się pozycji małżeństwa w Kościele. Przez całe wieki, gdy małżonkowie szukali głębszej duchowej strawy udawali się pod skrzydła duchowości różnych zakonów. Przy franciszkanach pojawił się III zakon franciszkański, przy karmelitach rodzina karmelitańska, itp. Nie było jako takiej duchowości małżeńskiej. Była duchowość zakonna dla świeckich. Jednak w XX wieku pojawiły się silne ruchy religijne, które zaproponowały nową duchowość – duchowość tylko dla świeckich. Jak sama nazwa wskazuje duchowość świeckich definiuje się poprzez odróżnienie jej i przeciwstawienie duchowości kapłanów. Teraz jednak obserwujemy jakościową zmianę. Od 100 lat tworzy się i rozwija autonomiczna duchowość małżeńska, analogiczna i w pełni równoprawna do duchowości kapłańskiej czy zakonnej. Widząc ten proces trzeba starać się go wesprzeć. Pójść o krok dalej – trzeba organizować i strukturyzować tą autonomiczną duchowość małżeńską, na takich samych zasadach jak poszczególne zakonny organizowały się w odrębne środowiska i instytucje.

Duchowość sakramentalnej pary małżeńskiej musi być strukturalnie umocniona. W XXI wieku duchowość małżeńska powinna wreszcie stać się główną, centralną duchowością w Kościele. Nie tylko dlatego, że w świecie rozpoczęła się ostra batalia o małżeństwo, ale też dlatego, że najwięcej członków Kościoła jest małżonkami. Duchowość małżeńska nie jest obecnie ważną duchowością w Kościele, pomimo werbalnych deklaracji doceniających sakrament małżeństwa. Na rekolekcjach są często organizowane nauki stanowe dla mężczyzn i kobiet a nie nauki dla małżeństw, o sprawach seksualnych prawie się nie mówi, katolickie wychowanie dzieci nie istnieje w nauczaniu parafialnym. Formacja kapłanów jest ustawiona pod kątem uczenia młodzieży w szkole a nie pracy z małżeństwami (której zresztą prawie nie ma).

Dominuje indywidualistyczna, a tym samym antymałżeńska duchowość traktująca każdego członka Kościoła jako indywiduum idące samodzielnie do Bogu. Kwestie żywotne dla małżonków jak metody NPR nie są wyraźnie wspierane przez kapłanów. Ani moralnie, ani finansowo. Dlaczego nie można dokonać jakościowego skoku w rozwoju duchowości małżeńskiej, tak ja się to stało z duchowością zakonną, która przecież nie jest sakramentem? Bo ciągle brak jest silnej i dobrze zorganizowanej grupy małżeństw katolickich, które będą dbać o swoje interesy w wymiarze duchowym i materialnym, rodzinnym i politycznym. Małżeństwo, pomimo swojej sakramentalności, ma słabą pozycję w Kościele. Małżonkowie nie mają swoich organizacji, swoich przedstawicieli, swojej infrastruktury – swojego zaplecza medialnego, finansowego, lokalowego.

Jednym z ważniejszych zadań dla wszystkich środowisk zajmujących się małżeństwem i rodziną jest stworzenie w Kościele przestrzeni – organizacyjnej, finansowej, politycznej, medialnej, w której będzie mogła się rozwijać rzeczywista i autonomiczna duchowość małżeńska i tworzona przez nią kulturą miłości i życia. Liderzy organizacji „pro familia” powinni zastanowić się, wokół jakich centrów duchowych i politycznych się grupować, aby z peryferii przybliżać się ku środkowi. Stanowić coraz bardziej wyraziste centrum – reprezentujące katolickie małżeństwa. Taki proces obserwujemy w Hiszpanii gdzie Forum Rodzin zajmuje miejsce prawicowej partii, która przestała już reprezentować katolików. Peryferyjna i mało znacząca federacja stała się nagle ważną siłą polityczną reprezentującą katolickie małżeństwa. W Polsce szyld tego dobrze rozwijającego się ruchu małżonków katolickich mającego kiedyś swoje silne lobby w parlamencie został przejęty przez Ligę Polskich Rodzin sprawiając, że wiele ważnych i twórczych katolickich środowisk, mających rzeczywiste załugi dla sprawy rodziny, zostało zmarginalizowanych politycznie.

 

Rozszerzać formułę współpracy

Ostatnia dekada przemian pokazuje, że społeczne ruchy katolickie, które przez jakiś czas prężnie się rozwijały po pewnym czasie tracą swoją pierwotną witalność. Po okresie swojej świetności nie umieją już mobilizować katolickich małżeństw i spierać się o kształt kultury na pierwszej linii frontu. Wchodzą w jakąś niszę apostolstwa katolików w świecie, zagospodarowują kolejny, ważny obszar misji Kościoła, wypełniają kolejny sektor duszpasterstwa, ale bez możliwości przewodzenia całości. Nie każdy bowiem kto zatroskany jest o swoje małżeństwo i rodzinę chce akurat czynnie wspierać kwestie obrony życia, uczyć NPR czy zajmować się paru procentową społecznością homoseksualistów. Postulaty Karty Praw Rodziny też interesują tylko elitarne grono działaczy politycznych. Jakiś ważny, ale wąski aspekt życia małżeńskiego staje się jedynym forum współpracy. Zostaje wyizolowany z całości, z szerszej perspektywy ogarniającej całe małżeństwo.

Każdy nowy etap walki o rodzinę potrzebuje nowej formuły integracji środowisk prorodzinych, która z biegiem historii ma stawać się propozycją coraz bardziej wszechstronną, wieloaspektową i całościową, i która oczywiście ogarnie wszystkie te jednowymiarowe inicjatywy. Przekształcając się rozszerzy swoje wpływy. Metody NPR są ściśle powiązane ze stosunkiem do dziecka, podejście do dziecka z duchowością, duchowość z umiejętnością dialogu…, zdolność komunikacji z życiem seksualnym, życie seksualne z osobowością, osobowość z wiarą, itd. Liczne kościelne, ale rozproszone środowiska małżonków są w naturalnym sojuszu, a po części się przenikają. Dotychczasowa dynamika pojawiania się środowisk troszczących się o małżeństwo i rodzinę pozwala mieć nadzieję, że pojawi się proces uzupełniania się i wspierania – tworzenia katolickiej sieci oddolnie powstających, często autonomicznych środowisk. Im jest ich więcej, ale dobrze współpracujących ze sobą, w różny sposób ze sobą powiązanych, a może nawet mających wspólną reprezentację kościelną i polityczną, tym większe szanse na skuteczne oddziaływanie małżonków katolickich na Kościół i społeczeństwo.


Podobne artykuły: