Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Metody NPR i frustracja seksualna

Marcia zadzwoniła (…) z pytaniem o naturalne planowanie rodziny. U nas to nie działa” — zaczęła. Wyczułem podtekst, ale drążyłem kwestię: ‚„Czy mogłabyś wyjaśnić dokładniej, co masz na myśli?”. – Problem w tym, że mój mąż, jakby to ująć, ma duże potrzeby i dlatego nie możemy stosować metod naturalnych”. Zatrzymajmy się w tym miejscu.

 

Moglibyśmy drążyć tę kwestię na różne sposoby, lecz chciałbym zaakcentować jeden aspekt (…), ponieważ dostrzegam go w bardzo wielu rozmowach (…). Chodzi o opory przed naturalnym planowaniem rodziny wynikające z faktu, że część mężczyzn, a także i kobiet, uważa, iż powoduje ono zbyt wiele napięć, frustracji — i nie należy tych wątpliwości zbyt pochopnie lekceważyć. Zmaganie się z naszą słabą (upadłą) naturą to poważny i bolesny problem. Frustracja seksualna może prowadzić w małżeństwie do wielkich napięć i dopóki małżonkowie nie zrozumieją jej i nie będą umieli sobie z nią poradzić, ich psychiczna równowaga i związek będą na tym cierpiały.

 

Naturalne planowanie rodziny jako ćwiczenie duchowe

Nie da się w krótkim artykule odpowiedzieć wyczerpująco na wszystkie rodzące się tu pytania, dlatego skoncentrujmy się na związku pomiędzy naturalnym planowaniem rodziny a narastaniem frustracji seksualnej. W swojej książce „Miłość i odpowiedzialność”, a także w całej swej teologii ciała, Karol Wojtyła – Jan Paweł II uczy, że pociąg seksualny ma nam przypominać zarówno o tym, że nie zostaliśmy stworzeni do samotności, jak i o tym, że mamy zawsze pragnąć dobra drugich. Innymi słowy, dopóki popędy i energia seksualna zbliżają małżonków do siebie, a równocześnie pomagają im pragnąć nieustannie dobra dla siebie nawzajem, dopóty są dobre i Boże. Gdy jednak przeciwnie, pod wpływem popędu koncentruję się na zaspokojeniu tylko własnych potrzeb, na tym, co chcę „dostać” od współmałżonka, wówczas takie pragnienia są nieuporządkowane i niezgodne z wolą Bożą. Co więcej, gdy przestanę je kontrolować, zrujnują moje małżeństwo i duszę.

Staram się wciąż przypominać, że naturalne planowanie rodziny nie jest, moim zdaniem, przede wszystkim sposobem odkładania czy unikania poczęcia. Sądzę, że jest ono w pierwszym rzędzie ćwiczeniem duchowym, które pozwala małżonkom osiągnąć trzy cele: pierwszy — pogłębienie wzajemnego zrozumienia i życia modlitewnego; drugi — rozważenie w duchu modlitwy, jak liczna powinna być ich rodzina oraz utrzymywanie równowagi pomiędzy jednoczącym i rodzicielskim znaczeniem współżycia; trzeci dojście do świętości, wolności i prawdziwej miłości poprzez pracę nad sobą i samoopanowanie.

 

Dobroczynne przeszkody

Chciałbym teraz zatrzymać się na trzecim punkcie. Wszyscy jesteśmy grzeszni i zmagamy się z pokusą wykorzystania drugiej osoby dla osiągnięcia naszych egoistycznych celów. Walka z egoizmem niektórym z nas przychodzi z większym trudem niż innym, jednak ten egoizm zagraża każdemu, a jego pokonanie jest niełatwe i często bolesne. Duchowe piękno naturalnego planowania rodziny polega na tym, że z jednej strony mocniej doświadczamy tych zmagań, a z drugiej otrzymujemy wyzwanie, by przezwyciężać nasze skłonności do egoizmu, ponieważ w przeciwnym razie on mógłby nad nami zapanować.

Gdy małżonkowie twierdzą, że naturalne planowanie rodziny nie sprawdza się w ich pożyciu, bo prowadzi do zbyt silnej frustracji seksualnej, wtedy odpowiadam, że wymyślono je właśnie dla nich. Dlaczego? Ponieważ jeśli jest tak, że ich niezaspokojony popęd seksualny przesłania wszelkie pozytywne aspekty małżeństwa, to znaczy, że prędzej czy później zniszczy on albo osobę, która nie potrafi go uporządkować, albo jej związek, lub też i jedno, i drugie. Taki popęd musi zostać powstrzymany.

Czy to nierealne? Nie sądzę. Pociąg seksualny jest elementem systemu neurohormonalnego i taki sam pierwotny mechanizm steruje na przykład głodem czy gniewem — a kto przy zdrowych zmysłach będzie utrzymywał, że powinno się zachęcać ludzi do wyładowywania wściekłości bez umiaru czy też do niekontrolowanego obżarstwa? Czy raczej nie podziwiamy tych, którzy potrafią opanowywać te impulsy (nie chodzi o tłumienie, lecz o świadomy wybór, kiedy im ulec, a kiedy nie), bo dzięki temu ich człowieczeństwo jest pełniejsze aniżeli osób nie posiadających zdolności samoopanowania? Równocześnie ludzie, którzy panują nad swymi pragnieniami — na przykład nad apetytem lub gniewem — są bardziej wolni od nieumiejących powstrzymać się przed jedzeniem czy wybuchem gniewu.

Paradoks polega na tym, że o ile nie widzi się związku pomiędzy popędem seksualnym a pragnieniem zaspokojenia głodu czy wyładowania gniewu, o tyle w mózgu rządzą nimi takie same prawidłowości. I mimo, że w społecznym odbiorze osoby cierpiące na nadwagę są często napiętnowane, to jednak równocześnie pochwala się swobodę seksualną.

Osiągnięcie zdolności kierowania popędem seksualnym, tak aby świadomie ulegać mu tylko wtedy, gdy nakierowany jest on na dobro drugiej osoby, czyni nas ludźmi w pełniejszym tego słowa znaczeniu i wyzwala nas. Te swoiste „zapasy” z upadłą naturą są bardzo trudne i bolesne, lecz działają uświęcająco i nie są niczym niezwykłym dla tych, którzy poważnie traktują swoje zdrowie psychiczne i duchowe.

Każda frustracja, której doświadczamy, praktykując naturalne planowanie rodziny, jest sygnałem, że ono „działa”. Od czuwając takie napięcia, musimy nauczyć się rozpoznawać je jako konieczny element duchowego dojrzewania i pogłębiania zdolności do kochania. I gdy są one najsilniejsze, wtedy miejmy świadomość, że doświadczamy nie popędu seksualnego, który musi zostać koniecznie zaspokojony, ale egoistycznego pragnienia, nad którym mamy zapanować i przekształcić je. W takich sytuacjach powinniśmy zbliżyć się do współmałżonka — w rozmowie, modlitwie, pracy, czułości — bo w ten sposób odzyskujemy pierwotną, utraconą wolność.

Czy to zawsze będzie łatwe? Oczywiście nie i każdy, kto twierdzi inaczej, opowiada bajki. Jednak warto podjąć to wyzwanie, bo dzięki temu uczymy się kochać oraz dojrzewamy jako osoby i dzieci Boże — do czego wszyscy jesteśmy wezwani.

 

Wspólna modlitwa

Aby radzić sobie z naturalnym planowaniem rodziny, doświadczać łaski i rozwijać umiejętność pozytywnego przeżywania okresów powstrzymywania się od zbliżeń, małżonkowie muszą regularnie wspólnie się modlić. Wciąż zdumiewa mnie, jak wiele małżeństw — nawet praktykujących NPR i świadomych znaczenia modlitwy — po prostu nie modli się razem! Bardzo często też ta modlitwa jest powierzchowna i nie towarzyszy jej szczere ofiarowanie Bogu życiowych spraw, radości i trosk. Jeśli nie modlicie się razem, zwłaszcza w intencji waszego pożycia małżeńskiego, to szybko zapomnicie, że okresowa abstynencja w danym miesiącu wynika z tego, że wspólnie — jako małżonkowie — podjęliście decyzję o odłożeniu poczęcia. Dzięki modlitwie rozeznajecie, że wasza powściągliwość nie jest sprzeczna z Bożym planem. Tylko wytrwała modlitwa i poszukiwanie woli Bożej — zarówno dla każdego z osobno, jak i dla małżeństwa — pozwoli wam zrozumieć, dlaczego Bóg wymaga od was powstrzymania się właśnie teraz. Łatwiej znosić trudności, jeśli widzimy owoce, które Bóg z nich wyprowadza, oraz jeżeli potrafimy razem wołać do Niego, kiedy problemy wydają się nas przerastać.

 

Szczera rozmowa

Małżeństwa, które lepiej niż inne radzą sobie z okresową wstrzemięźliwością, regularnie (przynajmniej kilka razy w tygodniu) poświęcają czas na rozmowę, ale nie tylko o tym co mają do zrobienia, czy o dzieciach, ale także na temat swoich uczuć, przeżyć duchowych i drogi, którą Bóg prowadzi ich małżeństwo. Bez wzajemnych oskarżeń, bez przyjmowania postawy obronnej, rozmawiają otwarcie również o osobistych problemach związanych ze sferą seksualną, które są nieodłącznym elementem procesu stawania się takimi ludźmi, jakimi chce nas uczynić Bóg. Lepiej będzie, jeśli zaczniemy taką rozmowę od szczerego osobistego wyznania, na przykład:

„Wiem, że postanowiliśmy powstrzymać się teraz od współżycia, ale mimo to czasem tak mi trudno, gdy bardzo chcę być z tobą…” aniżeli, gdy od razu wytoczymy pretensje: „Ty zawsze mi odmawiasz — nie mogłabyś się wyluzować?” albo: „Musisz być zawsze taka skrupulatna? Moglibyśmy przecież zrobić to z prezerwatywą.”.

 

Czułość w małżeństwie

Małżeństwa, które źle znoszą czas powściągliwości, bardzo często niemal zupełnie unikają okazywania sobie czułości, jeśli nie jest ona wstępem do zbliżenia. Myślą tak: „Nie mogę przytulać cię w czasie płodności, bo chyba bym zwariował”; albo, jak mawia jeden z moich znajomych: „Mogę pracować do późna przez następne tygodnie, bo akurat trwa II faza, więc i tak nie ma na nic szans”. Tego rodzaju unikanie jakiejkolwiek pozaerotycznej intymności to prosta droga do ukształtowania niedojrzałego obrazu seksualności, kojarzącego się bardziej z samozaspokojeniem niż z darem z siebie.

Z drugiej strony, małżonkowie umiejący właściwie przeżywać ten okres starają się być dla siebie tak czuli, jak to tylko możliwe, we wszystkich fazach cyklu płodności. Zdają sobie sprawę z tego, że uściski, pocałunki, przytulanie się czy nawet pieszczoty nie muszą koniecznie prowadzić do zbliżenia, a równocześnie mogą działać jak afrodyzjak. Ciekawe, że kiedy małżeństwo zgłasza się na terapię seksualną (także tę oderwaną od religii, obarczoną często bagażem perwersji), to jedno z pierwszych zaleceń terapeuty brzmi: zaprzestańcie na jakiś czas zbliżeń, żebyście mogli rozwinąć pozaseksualne sposoby okazywania czułości, bo one pomogą wam stworzyć ożywcze, bezpieczne i pełne miłości środowisko — niezbędne, by mogły rozkwitnąć wasze relacje seksualne.

Małżeństwa dobrze znoszące czas powściągliwości kierują się paradoksalną regułą: im bardziej czuli jesteśmy dla siebie nawzajem, tym lżej będzie nam przeżyć okres powstrzyma nia się od zbliżeń.

 

Głębszy problem

Jest oczywiste, że jeśli małżonkowie obwiniają naturalne planowanie rodziny o niszczenie ich związku, to mają poważniejszy problem niż samo NPR. Powiedziałbym raczej, że te kłopoty z NPR są po prostu oznaką ich zmagań wynikających z tęsknoty za lepszym wzajemnym zrozumieniem, za bardziej owocną modlitwą czy też z pragnienia zwykłej czułości pozbawionej podtekstu erotycznego. Chociaż wspomniane trudności zawsze w jakimś stopniu będą stanowiły wyzwanie, to jednak małżonkowie, którym udaje się mu sprostać, widzą jasno, że przeżywana przez nich frustracja to zaledwie wierzchołek góry lodowej: chodzi bowiem także o ich codzienną komunikację, o stan życia duchowego, o ich zażyłość. Takie małżeństwa nie traktują seksu jako czegoś oderwanego i samoistnego. Widzą w nim za to wyjątkowy przejaw głębokiego życia modlitwy, pełnego wzajemnego zrozumienia, zwyczajnej bliskości i niezwykłej więzi, którą celebrują każdego dnia i właśnie dlatego te wszystkie wartości nie spowszedniały im. Znakomicie rozumieją się na różnych płaszczyznach, więc o wiele łatwiej przychodzi im zachować powściągliwość, samokontrolę i prawdziwie się kochać.

Przysłowie powiada, że nie lubimy posłańców przynoszących przykre wieści — o wiele łatwiej się ich pozbyć niż usłyszeć gorzką prawdę. Jeśli więc naturalne planowanie rodziny rodzi wątpliwości w tobie lub w waszym małżeństwie, to dobrze. O to właśnie chodzi. Miejcie odwagę — zdobądźcie się na wysiłek, do którego was wzywa taki styl życia, i wiedzcie, że w nagrodę staniecie się zdrowszymi, lepszymi ludźmi oraz czułymi i dobrymi małżonkami.

 

Gregory Popcak
jest amerykańskim psychoterapeutą katolickim

Gdy przychodzą trudności, Głos dla życia – Fundamenty Rodziny, nr 5(76) 2005, s.19-21. (Przedruk z: „Family Foundations” nr 516/2005. tłum. Bogdan Górnicki) www.prolife.com.pl


Podobne artykuły: