Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Moda na przetwarzanie swojego ciała – problem antykoncepcji

Moda na przetwarzanie swojego ciała – problem antykoncepcji

Współczesny człowiek nie jest wychowany do wysiłku, panowania nad sobą. Niezaprawiony w życiowych bojach, nie umie radzić sobie z bólem, boi się cierpienia, nie jest oswojony z rzeczywistością śmierci. Wychowany na sztucznie wykreowanych wzorcach męskości i kobiecości nie akceptuje siebie. Pragnie zmienić się za wszelką cenę, chce przekroczyć granice swoich możliwości. Uczynić swoje życie przyjemniejszym, doskonalszym, sprostać stawianym wymaganiom… Z pomocą przychodzi olbrzymia wiedza o biologii człowieka, o funkcjonowaniu jego ciała.

Farmakologia, chirurgia plastyczna, neurologia, psychiatria, biotechnologia, genetyka są już na tyle rozwinięte, że mogą zaproponować nową usługę – szybkie osiągnięcie oczekiwanych przez klienta zmian osobowości: uwolnienie się od bólu, cierpienia, lęku, smutku, odzyskanie radości życia i chęci działania, pozbycie się uczucia nieakceptacji siebie, swojego ciała. Propozycje udoskonalenia ludzkiej natury mienią się różnymi barwami.

Stają się dzisiaj tak częstym zjawiskiem, że można już mówić o nowym fenomenie kulturowym. Człowiek wiedziony nadzieją lepszego życia wierzy, że za pomocą „pigułki szczęścia”, mocą skalpela lub terapii genetycznej szybko stworzy z siebie „nowego człowieka”. Wykreuje swój ideał. Celem tych wysiłków „będzie nie tyle podtrzymanie, ile wzbogacenie życia, możliwość osiągania takich stanów i nastrojów, o jakich nam się nie śniło” .

Rubikon przekroczony

Dzięki swojej kreatywności człowiek od wieków tworzył coraz bardziej doskonałe narzędzia pomagające mu w życiu. Gdy widział, że nie potrafi sięgnąć dalej niż pozwala mu długość ręki, nie rozciągał na siłę swoich kości, tylko wymyślił wędkę – sztuczne przedłużenie swojej kończyny. Gdy chciał przewieść ciężkie rzeczy wymyślił koło, potem skonstruował wóz. Gdy chciał szybciej dotrzeć do celu zbudował rower, następnie samochód, aż wreszcie samolot. Gdy chciał sięgnąć wzrokiem dalej niż pozwalały mu oczy stworzył lornetkę, a potem teleskop.

W ten sposób dokonuje się prawdziwy postęp, który przyczynia się do rozwoju naszego świata. W racjonalny sposób realizują się słowa Ewangelii skierowane do pierwszych ludzi: „czyńcie sobie ziemię poddaną”.

Gdy człowiek z drewna buduje stół (tnie deski, hebluje je, klei), to wykorzystuje przyrodę dla swojego dobra. Gdy w taki sam sposób traktuje swoje ciało lub ciało drugiego człowieka, to traktuje siebie lub drugą osobę tak jak przedmiot (rzecz). Ciału ludzkiemu, pozornie zostaje przywrócona rzekomo brakująca funkcjonalność lub piękno, ale w rzeczywistości zostaje zdegradowane do poziomu materialnych rzeczy, które można używać według własnego pomysłu. Ludzkie ciało traci na wartości – staje się dobrem konsumpcyjnym.

Wystarczy popatrzeć na ikonę popkultury – Michaela Jacksona, aby zrozumieć, że droga człowieka do szczęścia nie prowadzi przez kolejne operacje plastyczne. Własnego ciała nie można traktować jako materiału do obróbki – odpowiednio je przyciąć, zaokrąglić, powiększyć, pociemnić, rozjaśnić, itp. – i ukształtować nową rzeczywistość – ciało idealnie dopasowane do wymogów właściciela.

Współczesny człowiek niespostrzeżenie dla siebie przekroczył Rubikon – ważną granicę dzielącą jego człowieczeństwo od świata zewnętrznego, od przyrody. Gdy tylko pojawiły się technologiczne możliwości sięgnął po swoje ciało w poczuciu, że z jego materii stworzy kolejne narzędzie umożliwiające mu lepsze, wygodniejsze, przyjemniejsze, bezpieczniejsze życie. Zachwycony możliwościami panowania nad światem zaczął na serio myśleć, że może także modelować samego siebie – swoje ciało w taki sam sposób w jaki modeluje otaczający go świat. W ciągu kilku dekad ciało przestało być rozumiane jako coś stałego, co jest nam „dane” raz na zawsze.

Im doskonalsza technologia tym silniejsze przeświadczenie, że można się zmienić na lepsze ingerując w swoją cielesność, według subiektywnych kryteriów dobra i piękna. Odrzuca się przy tym tradycyjną drogę ku szczęściu: wychowywanie, praca nad sobą i współpraca z Bożą łaską – na korzyść szybkiego przetwarzania ludzkiego organizmu. W USA niektórzy nauczyciele zamiast wychowywać podają niegrzecznym uczniom środki uspokajające. Matki na czas podróży usypiają małe dzieci środkami nasennymi. W Kanadzie już 80% ludzi zażywa lekarstwa antydepresyjne. Bez psychotropów nie potrafią się czuć szczęśliwi.

Tego typu dążenia obejmują coraz to nowe obszary ludzkiego życia. Kilkaset kobiet w Chinach skorzystało z możliwości wydłużenia sobie zbyt krótkich nóg. Nowoczesna chirurgia umożliwia przepiłowanie kości goleniowej, wstawienie wydłużającego ją implantu a następnie połączenie sztucznych części z naturalnymi. Po trzech miesiącach leżenia w szpitalu przerżnięte przez piłę nogi zrastają się z nowoczesnymi implantami i modna Chinka wychodzi na ulicę z pięknymi, długimi nogami. Wreszcie czuje się szczęśliwa. Nowoczesna technologia umożliwia wyjątkowo precyzyjne przecięcie goleni i bez uszkodzenia skóry dopasowanie implantów do kości klienta.

W wielu telewizjach świata można było oglądać reality show „Chcę być piękna”. Podstarzałe i zaniedbane kobiety po przejściu bolesnych operacji zmieniają swój wygląd. Brzydkie kaczątka przeobrażają się w łabędzie. Mamy wrażenie, że za niedługo każdy, kto tego zapragnie, będzie mógł szybko zmienić swój image. Wierzymy, że prędzej czy później znajdzie się odpowiedni sposób, aby za pomocą bezpiecznych technologii uczynić lepszym nasze życie – stać się młodszym, bardziej eleganckim, inteligentnym, wypoczętym, wesołym, energicznym, spokojnym, odważnym… Wystarczy dokonać odpowiednich zmian w pracy mózgu, gospodarce hormonalnej, zewnętrznym wyglądzie, aby marzenie stało się rzeczywistością, odrodzić się do „nowego życia” – stać się nowym człowiekiem.

Jednym z bardziej atrakcyjnych zabiegów, który daje nadzieję na szybkie przywrócenie pięknej sylwetki, jest liposukcja – zabieg odsysania tłuszczu. Wbrew pozorom jest to bardzo niebezpieczna operacja. Poddanie się jej może grozić nawet śmiercią. Niewinnym zabiegiem wydają się także zastrzyki z botoksu, wygładzające zmarszczki. Botoks, to jad kiełbasiany, silna toksyna, która może spowodować nieodwracalny paraliż mięśni. Następstwem jego użycia może być maskowata i zdeformowana twarz. Modzie tej poddało się kilkunastu słynnych aktorów z Hollywood. Zostali zeszpeceni. Na dodatek utracili zdolność grania ambitnych ról. Za pomocą mimiki nie umieją już wyrazić bardziej złożonych uczuć.

zobacz galerię gwiazd, które zniszczyły swoje ciało

W tradycyjnym rozumieniu troska o ciało polega na dbaniu o jego wygląd: dbanie o odpowiednią dietę, modny ubiór, gustowny makijaż, ładną fryzurę, biżuterię… Wszystkie te sposoby są wyrazem mądrej troski o piękno ciała. Gdy jednak chce się wykreować własną urodę za pomocą skalpela przekracza się granicę normalności. Tak daleko posunięta potrzeba zmiany ujawnia głębokie problemy psychologiczne i duchowe, których żadna operacja plastyczna nie rozwiąże: bardzo niskie poczucie wartości, powierzchowne patrzenie na życie, zaburzenie tożsamości… Gdy dla człowieka główną wartością jest podobanie się innym, i dla uzyskania tego wrażenia jest w stanie ryzykować zdrowiem, a nawet życiem, mamy do czynienia z patologią. Jest to objaw wewnętrznej pustki duchowej i narcyzmu – dewiacji rozwojowej.

Nowe standardy zaczynają wyznaczać normę. Ludzie akceptujący naturalny proces starzenia się wydają się zacofani. Taką samą etykietkę przykleja się małżonkom, którzy regulują swoją dzietność w oparciu o cykl płodności pary małżeńskiej. Normalne ludzkie życie w zgodzie ze sobą, akceptacja swojego ciała, seksualności i płodności stają się nienormalne. Zaczyna obowiązywać nowa kulturowa norma – bycie „na topie” wymaga przejścia zabiegu chirurgii plastycznej albo zażywania pigułki – psychotropowej, hormonalnej, narkotyzującej…

Modyfikacja seksualności

Krytykowane podejście jest jaskrawo widoczne w sferze seksualnej. Kulturowy kanon urody sprawia, że zdrowe kobiety powiększają sobie piersi i dzięki implantom czują się bardziej kobiece. W klinikach w RPA duże wzięcie mają zabiegi powiększania penisa – atrybutu męskości (coraz częściej w Europie). W Afryce północnej młodym kobietom wycina się łechtaczkę i wargi sromowe w imię panującego tam ideału kobiecości.

W europejskich i amerykańskich laboratoriach testuje się medykamenty podrażniające odpowiednie części mózgu, aby wywołać lub wydłużyć orgazm. Robi się to nie tylko z myślą o leczeniu zaburzeń, ale także w odpowiedzi na rosnący na rynku popyt na poszukiwanie silnych doznań seksualnych.

Wielu ludzi chce seksu nie uwarunkowanego możliwością poczęcia dziecka. I dla nich rynek przygotował bogatą ofertę. Kobiety mogą zakłócić sobie cykl menstruacyjny, a nawet całkowicie zlikwidować okres. Mężczyznom, którzy na hormony reagują znacznie gorzej niż kobiety, proponuje się coraz częściej zabieg podwiązania nasieniowodów. Ten trend ma związek z respektowaniem postulatów ruchów ekologicznych (zatrucie środowiska nadmiarem wydalanych estrogenów) i feministycznych (mężczyźni poniżają kobiety godząc się, aby tylko one likwidowały swoją płodność).

Metoda „in vitro” umożliwia poczęcie dziecka poza ludzkim ciałem, czyniąc z tego misterium zwykły proces produkcyjny. Kobiety mogą kupić zamrożone embriony, pójść z nimi do lekarza, który wprowadzi je do macicy. Selekcja embrionów, także poprzez manipulacje genetyczne, umożliwia nabywcy zamówienie dzieci z określonymi przez klienta cechami, np. wysokim ilorazem inteligencji, preferowanym kolorem oczu (oczywiście za odpowiednio wysoką cenę). „Technologia urodzeń” potrzebuje jeszcze sztucznej macicy, aby proces prokreacji człowieka został wyprowadzony całkowicie poza ciało.

Sukcesy w ulepszaniu siebie przeradzają się stopniowo w nowoczesne niewolnictwo. W Wielkiej Brytanii przygotowuje się projekty ustawy pozwalającej tworzyć dzieci będące fabryką części zamiennych. Już w tej chwili embrion ludzki zaczął być tworzywem produkowanym w laboratoriach dla celów wyznaczonych przez producenta – z embrionów produkuje się lekarstwa, kosmetyki… Naukowcom marzy się klonowanie człowieka, a jeszcze bardziej – ożywienie materii martwej, czyli odebranie Bogu władzy stwórczej.

Trudno przewidzieć jak daleko posunie się człowiek w pogodni za swoim szczęściem. Jaką cenę będzie gotowy za nie zapłacić. Prognozy nie są optymistyczne. Po przekroczeniu granicy wyznaczonej przez swoją cielesność człowiek najczęściej nie umie się już zatrzymać. Posuwa się coraz dalej w kierunku zła, samozniszczenia, perwersji…

Odpowiedzialny człowiek powinien się zastanawiać nad długofalowym oddziaływaniem swoich pomysłów i wynalazków na sferę społeczną, kulturową i psychiczną. Na ten temat pisze A. Toffler – jeden z najwybitniejszych wizjonerów i zarazem analityków tworzącego się świata. Przyznaje on, że pigułka antykoncepcyjna (obok takich wynalazków jak m.in. komputer) była zapowiedzią poważnych zmian społecznych. Uważa on, że w dzisiejszych czasach nie można sobie pozwolić, aby nas zaskakiwały wtórne skutki – społeczne czy kulturowe – wprowadzanych wynalazków. Zanim wprowadzi się jakiś wynalazek w życie społeczne trzeba zawczasu przewidywać zmiany jakie on wywoła. W przypadku zagrożenia dla życia społecznego należy powstrzymać się z ich propagowaniem.

Tylko na tle kulturowego procesu przemian, który niepokoi nie tylko katolików, ale wielu wybitnych ludzi, dalekich od chrześcijaństwa, można zrozumieć problem antykoncepcji.

Pigułki lepszego życia – przełom w myśleniu człowieka o sobie samym

W USA wielką karierę robi ritalin stosowany pierwotnie tylko w leczeniu chorych na ADHD, czyli zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Kiedyś amfetamina, a teraz ten farmaceutyk, stał się wśród amerykańskich uczniów jednym z najbardziej popularnych środków pozwalających pokonać zmęczenie (zażywa go 2 mln. amerykańskich nastolatków). Zwiększa on zdolność koncentracji uwagi, ułatwia zapamiętywanie. Gdy firmy farmaceutyczne spostrzegły, że wspomniany ritalin masowo zażywali ludzie zdolni i inteligentni, postanowiono wykorzystać ten trend. Również antydepresyjny prozac stał się popularnym medykamentem wśród ludzi zdrowych, chcących tryskać energią i optymizmem, a lecząca impotencję viagra była najchętniej zażywana przez mężczyzn pragnących wykazać się jeszcze większą niż dotychczas sprawnością seksualną. Okazało się, że ludzie zdrowi są gotowi stosować silne i nie obojętne dla zdrowia leki, (nawet niebezpieczne leki psychotropowe, do tej pory przeznaczone tylko dla poważnie chorych) o ile kalkulują, że ich małe dawki (albo tylko okresowe zażywanie) nie powinny im zaszkodzić.

W odpowiedzi na takie zapotrzebowanie na rynek wchodzi nowa generacja preparatów neurologicznych i psychiatrycznych, które są z założenia przeznaczone dla ludzi zdrowych. Niektóre z nich, w małych dawkach, są już sprzedawane bez recepty. Klienci tych specyfików chcą szybko polepszyć funkcjonowanie swojego organizmu, poprawić jakość życia, uspokoić się, odprężyć, zmobilizować do pracy, poczuć się szczęśliwymi… Pochodne środków psychotropowych wywołają pożądane zmiany osobowości. Dawka chemii szybko rozwiązuje egzystencjalne problemy człowieka. Po co szukać przyczyn smutku i niechęci do pracy na długotrwałych seansach psychoterapii, jeśli wystarczy sięgnąć po antydepresyjny lek psychotropowy bez trudu usuwający smutek i ból? Po co racjonalizować tryb życia, gdy można zażyć modafinil i w przeciągu paru minut skutecznie zlikwidować senność i zmęczenie? W sytuacji stresowej jako pomoc służy xanax, który szybko zlikwiduje niepokój i pozwoli się odprężyć (lek sprzedawany w USA bez recepty, pomimo tego, że bardzo szybko uzależnia i może doprowadzić do samobójstwa). Gdy ktoś zapragnie mieć bardziej muskularne ciało nie musi latami chodzić do siłowni. Wystarczy, że zażyje odpowiednie sterydy. Gdy chce być niepłodny zażywa pigułkę antykoncepcyjną. Firmy farmaceutyczne zapowiadają produkcję leków poprawiających pamięć i inteligencję. Prognozuje się, że w niedalekiej przyszłości leki stymulujące ludzki mózg, będą jeszcze doskonalsze. Zażycie porannej pigułki szybko likwidującej zmęczenie i senność może stać się niebawem tak samo oczywiste jak wypicie porannej kawy. Coraz wyraźniej brzmi pytanie, gdzie przebiega granica pomiędzy eliminacją chorób i wad pogarszających jakość życia (słusznie wymagających leczenia) a sztucznym doskonaleniem reakcji zdrowego organizmu w celu osiągnięcia wymarzonej jakości życia? Jakie skutki dla człowieka będzie miało stosowanie na coraz większą skalę wyrafinowanego dopingu?

Różnica między modyfikacją a leczeniem

Modyfikacji ciała nie należy mylić z leczeniem. Modyfikacja zmierza do przemodelowania zdrowego ciała, natomiast leczenie zmierza do przywrócenia zdrowia, które zostało z jakiegoś powodu utracone. Dlatego podziwiamy i wspieramy możliwe już dzisiaj operacje chirurgii plastycznej takie jak ukształtowanie utraconego języka z kawałka uda, żuchwy z kości strzałkowej, tchawicy z tkanki ręki… Wszczepienie rozrusznika choremu na serce jest dla katolika znakiem rozwoju, ale nie jest nim decyzja zakłócenia pracy zdrowego serca albo zdrowej przysadki mózgowej (w celu zlikwidowania płodności). Uformowanie silikonem sztucznej piersi kobiecie – amazonce jest ważnym elementem przywracania jej zdrowia. Natomiast powiększanie kobietom zdrowych piersi jest modyfikacją nie mającą nic wspólnego z leczeniem. Utrata płodności w czasie leczenia białaczki jest ubocznym skutkiem ratowania człowiekowi życia. Zaś bezpośrednie działanie w celu pozbawienia się płodności jest wystąpieniem przeciwko zdrowiu.

Płodność jest objawem zdrowia układu rodnego, a niepłodność znakiem choroby. U płodnej, czyli zdrowej kobiety, prawidłowo działa przysadka mózgowa (produkująca odpowiednią ilość hormonów), pracują ośrodki podwzgórzowe, ma miejsce jajeczkowanie, jajowody są drożne, błona śluzowa macicy jest wystarczająco gruba, aby zapłodniona komórka jajowa mogła się w niej zagnieździć… Gdy badania wykryją chorobę, a więc dysfunkcję organizmu, podejmuje się leczenie w celu przywrócenia zdrowia, czyli odzyskania płodności. Myślenie takie jest całkowicie racjonalne, normalne, poprawne medycznie. Coraz więcej osób leczy niepłodność mając nadzieję na poczęcie upragnionego dziecka. Konieczności leczenia osoby niepłodnej nie trzeba nikomu uzasadniać. Uczciwość natomiast wymaga uzasadnić medyczną rację działań zmierzających do rozregulowania funkcji zdrowego organizmu i wytworzenia przewlekłego stanu chorobowego jakim jest niepłodność. Tak samo jak trzeba udowodnić medyczną zasadność wywołania nadciśnienia, wrzodów żołądka a nawet zasadność wyrwania zdrowego zęba. Z punktu widzenia medycyny każde takie działanie jest nieracjonalne i nieuzasadnione.

Zgoda na przetwarzanie zdrowego ciała nie wypływa z przesłanek naukowych, ale kulturowych. To kultura akceptuje zachowania nie mające medycznego uzasadnienia. Lekarz, który wydłuża ludziom nogi albo blokuje procesy rozrodcze nie robi tego z racji naukowych, bo w każdym z tych przypadków nie jest w stanie udowodnić, że podejmuje się leczenia choroby, że rozregulowywanie funkcji zdrowego organizmu jest rzeczywiście zgodne z celem medycyny. Robi to nie ze względu na swoje wykształcenie, ale dlatego, że ma przyzwolenie kultury na takie działanie, środki do tego i bardzo często wymierne korzyści finansowe.

Możliwości technologiczne jakie dzisiaj mamy nie oznaczają wcale, że każde ich użycie jest potrzebne, słuszne, mądre i dobre dla człowieka. Wprost przeciwnie, w ręku bardzo wielu prymitywnych ludzi, te możliwości stają się poważnym zagrożeniem. Wykorzystywanie ich nie czyni nikogo nowoczesnym. Lekarze racjonalizują swoje nieetyczne postępowanie (mechanizm obronny)  głosząc, że pomagają ludziom wykorzystując możliwości jakie daje im medycyna.

Programowanie natury

Fykuyama uważa, że w wyniku stosowania na masową skalę wspomnianych wynalazków  zostanie zmieniona natura ludzka . Człowiek zacznie całkiem inaczej siebie rozumieć, przeżywać swoje życie, swoją cielesność, swoją duchowość. Doskonałości, pełni rozwoju, wewnętrznej harmonii nie będzie się już osiągać trudem pracy nad sobą, troską o moralne życie, medytacją, poprzez nawiązanie kontaktu z Bogiem, ale na drodze chemicznej stymulacji odpowiednich miejsc w mózgu. Gdy człowiek w taki sposób będzie podchodził do swojego życia i jego problemów, będzie już innym człowiekiem. Dokona się prawdziwy przełom antropologiczny. Jego zwiastunem była pigułka antykoncepcyjna. Ten dwudziestowieczny wynalazek zrewolucjonizował podejście do cielesności, seksualności, płodności i prokreacji. Pigułka zakwestionowała sens i konieczność panowania nad popędem seksualnym, pozwoliła na współżycie seksualne poza stałym związkiem, z przeświadczeniem, że nie prowadzi ono do poczęcia dziecka, i tym samym spowodowała ogólnoświatowe zmiany w obyczajowości. Antykoncepcja otwarła drogę do konsumowania wrażeń i zaspokajania najrozmaitszych, coraz bardziej perwersyjnych potrzeb. Masowe używanie pigułki antykoncepcyjnej sprawiło, że zdrowe ciało ludzkie, ludzka płciowość i seksualność zaczęły być z założenia traktowane jako twór wadliwy biologicznie, wymagający koniecznie naprawy lub korekty. Od tego momentu seksualność przestała być sferą prywatną i intymną. Płodność, a tym samym dzietność, zdefiniowana negatywnie jako zagrożenie, stała się problemem społecznym, a nawet i politycznym. Szukający pracy biurokraci, przegrywający w sondażach politycy, nieuczciwi biznesmeni, fanatyczni ideolodzy – każdy kto ma ochotę, może teraz wdrażać swój program mający na celu poprawienie „zdrowia reprodukcyjnego ludzkości”.

Antykoncepcja na usługach nowoczesnego manicheizmu

Problem domniemanej choroby, choć koncentruje się na ciele, dotyczy jednak ludzkiego ducha. Większość ludzi ulega złudzeniu nierealnego życia, często lansowanego jako ideał. Gdy człowiek próbuje, za wszelką cenę, przybliżyć się do tego nieprawdziwego ideału, musi zażywać pigułki. Cieszy się, że jej mocą może dotknąć, zasmakować życia bez cierpienia, problemów i krzyży. Przez chwilę jest w raju, jakby na nowo stworzony. Pigułka daje mu poczucie siły, a on cieszy się z efektów, tak jakby uzyskał je dzięki pracy nad swoim rozwojem. W rzeczywistości jego iluzoryczne szczęście zależy całkowicie od regularnego zażywania środków dokonujących tymczasowych (a może i nieodwracalnych) zmian w mózgu lub innych organach ciała. Dzięki takiemu dopingowi słabi charakterologicznie i psychicznie ludzie realizują swoje wybujałe życiowe aspiracje. Wygrywają „wyścig szczurów”, nazywając swoje sukcesy realizacją człowieczeństwa poprzez zwycięstwo rozumu (wynalazcy pigułki lub skalpela) nad biologią. Słaby człowiek zamiast uznać granice swoich możliwości, niebezpiecznie je przekracza korzystając z naukowej wiedzy o procesach zachodzących w organizmie.

Zażywając pigułkę, taki człowiek ma złudne wrażenie (trwające do czasu odłożenia lekarstwa), że uwalnia się od determinizmów biologii – poprawia pierwotną dzikość, nieokrzesaność swojej natury, a tym samym wyzwala ludzkiego ducha z okowów prymitywnej materii. Kwestionując swoją cielesność uważa się paradoksalnie za dojrzałego człowieka. „Humanizm” ten, gdy się mu lepiej przypatrzeć, jest w rzeczywistości ukrytym manicheizmem, który ciągle w nowej postaci odradza się i sieje zniszczenie.

Manicheizm, w swojej klasycznej formie głosił, że człowiek składa się z boskiego ducha i diabelskiego ciała. Na drodze do doskonałości trzeba odrzucić złe ciało, aby wyzwolić dobrego ducha. Neomanicheizm głosi podobną tezę (tyle że pozbawioną religijnej motywacji) – gdy chce się realizować aspiracje duchowe, rozumiane współcześnie jako potrzeba samorealizacji bez ograniczeń, można, a nawet trzeba odrzucić biologiczne uwarunkowania ludzkiego ciała.

Według współczesnych manichejczyków cielesności nie posiadamy w wyniku naszego wyboru – wolnego, rozumnego, ale została ona nam przekazana (a nawet narzucona) przez naturę, rodziców, Boga (tym razem nie przez Szatana)… Dlatego, aby człowiek mógł wybrać własny styl życia – nie narzucony mu przez nikogo – musi podporządkować sobie swoją cielesność. Stąd też postulat, że jeżeli realizuje się „wyższe” cele naznaczone przez rozum, i to w imię wolności, ma się prawo ingerować w swoją „niższą”, to jest biologiczną cząstkę. Ma się prawo ją zmieniać i modelować. Wyższe, rozumne, wartościowsze sfery człowieka (których aspiracje mają być szanowane i realizowane) mają prawo narzucić niższym, gorszym i prymitywniejszym sferom – cielesnym i biologicznym – swoją wolę w jakikolwiek sposób. Ciało jest gorsze od ducha, z definicji, z założenia, i dlatego nie jest warte szacunku i respektowania jego fizjologii. Jest tak złe, że nawet, gdy jest zdrowe i tak wymaga leczenia – doprowadzenia go do stanu akceptowanego przez właściciela.

Dawniej ludzie nie dbali o swoje ciało mając przeświadczenie, że liczy się przede wszystkim niewidzialna dusza. Gardzono gnuśnym ciałem z jego przyziemnymi potrzebami: głodzono je, umartwiano, raniono, aby dać duszy możliwość rozwoju. Teraz brak akceptacji dla ciała wyraża się w bardziej przewrotny sposób. Poniża się je w imię świeckich wartości duchowych – faszeruje się sterydami, hormonami; ujarzmia wcale nie potrzebnymi operacjami plastycznymi, sztucznie upiększa, sterylizuje, aby w ten sposób – już zmienione i wreszcie godne człowieka – wynieść na wyżyny, bliżej ludzkiego ducha.

Jeszcze nigdy w historii świata zdrowi ludzie nie decydowali się dobrowolnie na tyle cierpienia, aby zmienić wygląd swojego ciała. Krytykuje się i wyśmiewa zacofanie ludzi średniowiecza, którzy ranili się do krwi, w imię poszukiwania Boga, w celu osiągnięcia pożądanych stanów ducha. Nie zauważa się, że współcześni ludzie o wiele bardziej umartwiają swoje ciało, szprycują je niebezpiecznymi dla zdrowia substancjami, ranią operacjami plastycznymi. Ze znacznie bardziej błahych pobudek niż średniowieczni asceci, w imię narcystycznej miłości do siebie, poddają się operacjom, w czasie których krew leje się strumieniami (na szczęście estetycznie odsączana), a ból zadawanych sobie ran bez środków usypiających i znieczulających, byłby w ogóle nie do wytrzymania. Średniowieczne praktyki biczowania przy tych nowoczesnych metodach ranienia ciała wydają się niewinnym masażem skóry, zdrowo pobudzającym układ krążenia.

Manicheizm sprzed wieków zwalczał ciało przez jego umartwienie, ten zaś zwalcza je poprzez ulepszanie. Obie herezje nie akceptują ciała takim jakim jest, obie chcą wyzwolić ducha ludzkiego spod władzy ciała. Obie nie szanują cielesności – jedna otwarcie, druga skrycie. Są próbami fałszywego „uduchowienia” własnego życia.

Pigułka antykoncepcyjna stała się dzisiaj symbolem zwycięstwa i zarazem bastionem obrony „wartości duchowych” zagrożonych przez „prymitywną materię”. Jest ona manichejskim drogowskazem dla „maluczkich” – pokazuje im drogę w ciemności – jak wyrwać się ze świata przyrody (rządzącego się obcymi dla człowieka prawami), aby kosztem modyfikacji własnego ciała móc realizować zadania osobiście uznane za bardziej ludzkie, wolne i racjonalne.

Utopia porywająca tłumy

We współczesnej herezji neomanicheizmu jest ukryty miraż wielkości człowieka – obietnica wyzwolenia z lęku, osiągnięcia zdolności idealnego panowania nad własnym ciałem, szczęścia nowego życia, nawet nieśmiertelności. Manichejczyk „mutując” swoje ciało, czyli tak naprawdę siebie, łudzi się, że na nowo stworzony (a przynajmniej poprawiony) wkroczy do upragnionego ziemskiego raju. Ma złudne wrażenie, że w ten sposób na zawsze uwalnia się od determinizmów biologii, z jarzma materii. Z manichejskiej perspektywy powiększanie sobie piersi, wycinanie łechtaczki, wydłużanie penisa czy rozregulowanie układu rodnego poprzez antykoncepcję jest drogą do zrealizowania wspaniałego, mądrego i pięknego ideału życia. Gdy uzna się prawo do wyzwolenia ducha z niewoli ciała za coś mądrego, wzniosłego i pięknego, to staje się oczywiste, że taki wspaniały cel można realizować wbrew prawom biologicznym zaszczepionym w ludzkim ciele. Wyższość takiego życia jest dla manichejczyków tak oczywista, że wybierając je nie ma sensu zastanawiać się nad wagą respektowania praw przyrody (którym podlega także człowiek), stawiać pytania dotyczące moralności, zastanawiać się nad wypełnieniem woli Bożej…

Wielkie utopie odwołują się zawsze do wzniosłych idei, które pociągają tłumy. Tak jak w komunizmie, pozbawienie ludzi własności, miało doprowadzić do rajskiego życia, a jednak zaowocowało gospodarczym bankructwem i upodleniem człowieka, tak samo wystąpienie człowieka przeciwko swojemu ciału w imię uszlachetnienia tego ciała (w tym także przeciwko płodności w imię bezpiecznego i szczęśliwego pożycia seksualnego) ostatecznie zaszkodzi ludziom. Zło komunizmu jest faktem, pomimo tego, że wiele osób do tej pory nie jest świadomych szkód jakie ono im wyrządziło. Zawsze będą tacy, którzy nigdy nie dostrzegą zła, krzywdy, perwersji, bez względu na fakty, byleby ugruntowywać ich w przekonaniu, że należą do awangardy postępu.

Naukowa i etyczna alternatywa – życie zgodne z własną cielesnością

Współczesny człowiek wykorzystuje rozum, aby lepiej poznać swoje ciało i wniknąć w najbardziej ukryte jego zakamarki. Dzięki najnowocześniejszym technologiom poznał m.in. funkcjonowanie płodności mężczyzny, zrozumiał cykliczną płodność kobiety. Dla elity umiejącej praktycznie wykorzystać tę wiedzę w drugiej połowie XX wieku płodność przestała być tabu. Wykształcone, nowoczesne kobiety nauczyły się badać swoją płodności dzięki czemu przestały się jej bać, akceptują swoje ciało i swoją kobiecość, a także umieją planować dzieci w oparciu o obserwację swojego organizmu. To Boży dar kreatywności pozwolił poznać człowiekowi wiele tajemnic własnego ciała.

Systematyczne poznawanie swojego ciała jest działaniem bardzo racjonalnym i właściwym dla człowieka. Wraz ze zdobywaną wiedzą i doświadczeniem człowiek odzyskuje poczucia, że Bóg go stworzył mądrze i dobrze, że kocha człowieka w jego męskości i kobiecości, że troszczy się o radość pożycia seksualnego i nie jest Jego wolą obdarzanie go na siłę dużą ilością dzieci.

W oparciu o najnowsze osiągnięcia nauki powstają także nowoczesne metody leczenia niepłodności, np. naprotechnologia. Jest to metoda bezpieczna, o wiele bardziej skuteczniejsza niż bezkrytycznie popularyzowane „in vitro”, o wiele tańsza, nie eksperymentująca na żywych ludziach, spełniająca wymogi naukowości i całkowicie etyczna. Rozwój nowych metod leczenia niepłodności oszczędzi małżonkom wielu frustracji  i pomoże wierzyć, że Bóg stoi po stronie życia, jest żywo zainteresowany pomocą niepłodnym parom. Nie tylko na drodze cudu albo adopcji.

Istnieje jednak spora grupa ludzi, którzy nie mają dobrej edukacji seksualnej. Choć uważają się za postępowych i wyzwolonych z przesądów, płodność ich ciała jest dla nich niebezpiecznym tabu, które zagraża ich planom życiowym. Traktują ją jako złowrogą, nieznaną siłę, budzącą czasami paraliżujący lęk przed współżyciem seksualnym. Tym ludziom nowoczesność zabrała poczucie, że płodność jest tajemniczą, fascynującą, wprost boską siłą życia, ale też jeszcze nie przyniosła wyzwalającego poznania tajemnicy ukrytej w ich ciele. Dostarczyła tylko technologii pozwalających uśpić groźnego smoka. Ten drapieżny potwór cały czas drzemie w ich ciele. Są dumni, że panują nad straszną dla nich rzeczywistością, że ją potrafią na siłę ujarzmić. Nie zdają sobie sprawy, że nie jest to żaden smok, że gdyby odważyli się go poznać przestaliby się go bać i z nim walczyć.

Nowy wspaniały świat – królestwo panowania człowieka

Chrześcijański realizm, wbrew utopistom, broni się przed różnymi sposobami rozwoju człowieka „poza” granicami jakie wytyczają możliwości własnego ciała. Zawsze, gdy człowiek myśli o sobie w dualistyczny sposób (nie uznaje swojej duchowo-cielesnej jedność) popełnia poważny błąd antropologiczny, czyli zasadniczy błąd w rozumieniu swojego człowieczeństwa. Postulat Kościoła, aby respektować nasze biologiczne uwarunkowania (w kwestiach prokreacji – wykorzystywać tylko te możliwości jakie daje organizm kobiety) jest zrozumiały tylko wtedy, gdy widzi się jasno, że ciało nie jest tylko biologią, ale jest przede wszystkim człowiekiem, że nasze podejście do cielesności kształtuje rozumienie siebie, swojego człowieczeństwa.

Przez całe wieki Kościół bronił prawdy o istnieniu ludzkiej duszy (a tym samym pierwiastka Boskiego w człowieku). Współcześnie jest zmuszony bronić prawdy o integralności i nienaruszalności ludzkiego ciała. Zdrowemu człowiekowi nie trzeba robić żadnej operacji: wymieniać mu organów, powiększać, albo pomniejszać niektóre części ciała. Bardzo dobrze jest zbudowany układ pokarmowy, hormonalny, rozrodczy… Obrona ludzkiej płodności jest najbardziej newralgicznym elementem tego frontu obrony człowieka.

Nawet, gdy medycyna osiągnie taką doskonałość, że kolejna generacja środków antykoncepcyjnych na pewno nie będzie szkodliwa dla zdrowia (o ich szkodliwości zawsze się dowiadujemy już po wycofaniu preparatu z produkcji i wprowadzeniu nowego, lepszego) i na dodatek będziemy mieć pewność, że nie wywołują one poronienia (przykazanie: nie zabijaj!), to zostanie jeszcze problem wystąpienia człowieka przeciwko pierwszemu przykazaniu – «nie będziesz miał cudzych bogów przede mną» – nie będziesz żył idolami, wierząc, że dadzą Ci one upragnione szczęście poza wyborem życia danego od Boga.

Decyzja wystąpienia przeciwko konstytutywnym cechom własnego ciała jest aktem nie akceptacji Boga-Stwórcy. Zakwestionowaniem Jego mądrości i miłości. Człowiek sam czyni się „Bogiem” – autokreatorem, który w swojej mądrości uznaje, że jego ciało zawiera jakieś niedostrzeżone przez Boga defekty, pierwotne błędy, krytyczne pomyłki – poważne zaniedbania z Jego Boskiej strony (jeżeli Bóg był świadomy swoich błędów, to są one dowodem braku Jego miłości do człowieka, jeżeli zrobił je nieświadomie, to znaczy, że człowiek jest już w tej chwili mądrzejszy od Boga). W tej sytuacji jeżeli człowiek chce być szczęśliwym powinien dokonać daleko idących modyfikacji i ulepszeń siebie samego. Tym razem już według swojej własnej recepty.

Według Fykuyamy rozwój biotechnologii sprawi, że wejdziemy w postczłowieczy etap historii. Każdy człowiek bez żadnej pracy nad sobą, bez wysiłku psychicznego i duchowego będzie miał możliwość osiągnięcia stanu subiektywnej szczęśliwości. Będzie mógł wywoływać dowolne stany psychiczne. Szkopuł w tym, że szczęście człowieka coraz mniej będzie wypływało z bogactwa jego wewnętrznego życia, z naturalnej siły jego osobowości.  Nie będzie cechą ludzkiego ducha. Będzie prymitywnie uzależnione od zaawansowanej techniki sterującej ludzkim życiem i ludzkim szczęściem, od regularnego zażywania preparatów je wywołujących. Bez zażywania odpowiednich pigułek człowiek „autokreator” – „na nowo się stwarzający” nie będzie w stanie normalnie żyć, pracować i cieszyć się ze swojego życia. Stanie się niewolnikiem stymulatorów „szczęśliwy swym niewolniczym szczęściem” .

Chrześcijańska walka o postęp

Postulat życia zgodnego ze swoim biologicznym ciałem (w tym sensie z naturą) jest często interpretowany jako wezwanie Kościoła do zerwania z nowoczesną kulturą, do rezygnacji z osiągnięć cywilizacji. Zarzut taki pojawia się wtedy, gdy za prawdziwą zdobycz cywilizacyjną, dobrodziejstwo czasów współczesnych, uznaje się bezkrytycznie antykoncepcję, aborcję, in vitro, itp. – wszystkie sposoby ingerowania w ludzkie ciało jakie ostatnio pojawiły się na rynku.

Kościół nigdy nie postulował „naturalizmu” – utopijnej idei powrotu do bliżej nieokreślonego, pierwotnego sposobu życia (poza dobrodziejstwami kultury i cywilizacji). Wprost przeciwnie – chrześcijanie gorliwie przekształcali świat zakładali pierwsze szpitale, domy dziecka, uniwersytety, budowali katedry, byli mecenasami sztuki… Przez całe wieki teologia była inspirowana ideą budowania na ziemi królestwa Bożego. Wszystkie cenne wynalazki ludzkiego geniuszu – architektura, malarstwo, technika, medycyna…. są emanacją Bożej miłości, piękna, mądrości w świecie. Jeżeli w tej różnorodnej twórczości człowieka Kościół dostrzega pierwiastek Boży – „obraz Boga”, to jest wprost niemożliwe, aby wierzący nie cieszyli się z osiągnięć ludzkiego umysłu – lekarstw, ubrań, mieszkań, samochodów, komputerów i wszystkich innych dobrodziejstw techniki. Korzystanie z tych rzeczy jest czymś naturalnym dla człowieka (w przeciwieństwie do zwierząt, które popisują się takimi umiejętnościami tylko w cyrku).

Jednak tylko wyjątkowo naiwni ludzie uważają, że wszystko co człowiek tworzy jest zawsze dobre i postępowe. Wyjątkowość człowieka sprawia, że może się on wznieść na wyżyny rozwoju swojego człowieczeństwa i stać się świętym, albo też upodlić się w sposób wyjątkowy w świecie. Nie  można zapominać, że dzięki ludzkiemu geniuszowi energia atomowa daje prąd milionom ludzi, ale w każdej chwili może zostać wykorzystana do masowej zagłady; samolot może przewozić pasażerów, a może w rękach terrorystów zamienić się w groźną i niszczycielską broń. Lekarz może ratować życie, ale też pomagać w zabijaniu nienarodzonych dzieci. Podobna sytuacja jest z podawaniem lekarstw – dzięki odpowiedniej dawce hormonów można pomóc choremu uzupełnić ich brak, a można zwiększyć dawkę do takiego poziomu, że zakłóci się funkcjonowanie zdrowego organizmu. Pomimo różnic w ocenie co jest dobre i słuszne, a co złe i szkodliwe, mało kto uznaje, że każda ludzka decyzja jest tak samo dobra.

Zasadniczy wybór

Prawdziwie ludzkie spotkanie między małżonkami, budujące więź między nimi, może się dokonać tylko w granicach jakie zostały zakreślone przez ich cielesność. Zakwestionowanie w kobiecie lub mężczyźnie jakichkolwiek cech biologicznych, konstytutywnych dla człowieka, przekreśla równocześnie budowanie związku partnerskiego opartego na wzajemnym szacunku, realnym uznaniu męskości lub kobiecości współmałżonka. Postulat budowania miłości w ramach ciała oznacza w praktyce, że małżonkowie decydują się stymulować seksualnie i regulować dzietność wykorzystując wszystkie możliwości jakie dają im ich własne ciała. Natomiast trzeba wykluczyć ze swojej relacji wibratory, pierścienie, środki antykoncepcyjne, itp., czyli wszystkie techniki, które ingerują w normalną, cielesną  relację.

W świecie, w którym nowoczesne technologie umożliwiają bardzo głębokie ingerencje w ciało człowieka, przed każdym z nas stoi podstawowy wybór:

•    albo zaakceptujemy swoje człowieczeństwo; z medycznej wiedzy będziemy korzystać w celu leczenia choroby, albo będziemy próbować przekształcać naszą biologię według własnego uznania, a medycynę wykorzystamy w celu korekty zdrowego organizmu.

•    albo będziemy starać się odczytać zamysł Boży wpisany w rytm naszego życia – rytm naszej cielesności, rytm płodności, rytm współżycia seksualnego, rytm wstrzemięźliwości, albo będziemy realizować nasz idealistyczny autoprojekt życia, coraz częściej obejmujący przetwarzanie naszej cielesności.

•    albo poprzez pracę nad sobą, wychowanie, modlitwę, wzajemne poznawanie się i wspieranie w trudnościach będziemy dojrzewać i rozwiązywać pojawiające się problemy, albo pójdziemy drogą na skróty i poprzez manipulację procesami fizjologicznymi będziemy wywoływać pożądane stany psychiczne i wytwarzać oczekiwane zachowania.

Ten spór współczesnego świata jest rzeczywisty, bardzo poważny i nasilający się. Wybór warunkuje nasze rozumienie człowieczeństwa: miłości, duchowości, cielesności, seksualności, płodności, płciowości, małżeństwa, zdrowia, sensu życia, rozumienia ludzkich praw, wolności i godności, granic ludzkiej władzy, etosu zawodów zaufania publicznego, wychowania, moralności życia codziennego… Jest tak fundamentalny, że nigdy nie będzie neutralny moralnie, zawsze będzie miał brzemienne konsekwencje dla każdego człowieka. Trzeba go widzieć bardzo wyraźnie. Kwestią otwartą są natomiast problemy w szczegółowym określeniu zarysowanej granicy. Solidna wiedza naukowa, daleka od jakiejkolwiek ideologii, będzie ją coraz bardziej precyzyjnie wyznaczała.

o. Ksawery Knotz


Podobne artykuły: