Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (45)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (14)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (24)
Poronienie (2)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (39)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (34)
Historia i nowoczesność (22)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (37)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Przykład św. Rodziny używany do dyskredytowania życia seksualnego

Przykład św. Rodziny używany do dyskredytowania życia seksualnego

Ikonografia św. Rodziny ma swoją historię. Zależnie od panujących nurtów teologicznych św. Józef był przedstawiany jako silny mężczyzna wybrany przez Boga do pomocy Maryi, np. przenosił dzieciątko Jezus przez rzekę na swoich ramionach. Był także przedstawiany jako stolarz, co uwypuklało jego rolę jako mężczyzny utrzymującego dom. Daleko od bliskości, czułości. Takie zachowania rodziłyby podejrzenie co do czystości dziewiczego związku.

Dopiero w latach 70-tych, w Ekipach Notre Dame, pojawiła się ikona Św. Rodziny, na której Józef czule i troskliwie obejmuje Maryję – dotyka jej ciała!!! Pojawił się więc wymiar więzi jaki mężczyzna i kobieta mają ze sobą, wyrażony za pomocą ciała, w geście przytulenia i czułości, a nie tylko pracą czy pomocą w codziennym życiu.

Duchowość małżeństwa inspirowana życiem św. Rodziny ma wiele cennych elementów, choćby pokazanie ludzkiej miłości przepełnionej Duchem św. albo wiary w Boga pośród przeciwności. Nie można jednak stawiać małżeństwa Józefa i Maryi za wzór dla małżonków katolickich w aspekcie życia seksualnego. Dlatego Jan Paweł II swoją Teologię Ciała opiera na całkiem innym pomyśle: na odkryciu, że mężczyzna i kobieta (Adam i Ewa) są pierwotnym znakiem miłości stworzonym przez Boga Miłość w akcie stworzenia . Znak mężczyzny i kobiety, widoczny i rozpoznawalny dzięki ich ciałom jest przez Chrystusa podniesione do rangi sakramentu Zbawienia, czyli staje się szczególnym znakiem obecności Boga w ludzkiej miłości. Jak uczy nas Kościół, Bóg wciela się we więź, którą tworzą mężczyzna i kobieta.  Więź ta obejmuje nie tylko rozmowę, wspólną pracę, ale także i życie seksualne. Dlatego wyraża się i tworzy także w czasie aktu małżeńskiego. O świętej Rodzinie papież wspomina tylko w jednym akapicie obszernej Teologii Ciała jako pięknym wzorze komunii osobowej. Nie jest to przypadek, że opis miłości św. Rodziny nie jest przykładem centralnym, na którym opiera się teologia małżeństwa według Jana Pawła II, ale bardzo krótkim wątkiem, można by go nawet nazwać marginalnym, w systematycznym wykładzie. Papież Jan Paweł II nie popełnił błędu doktrynalnego pokazując wzór czystości małżeńskiej, eksponując przykład zwykłych ludzi – Adama i Ewy na wzór pierwotnej czystości małżeńskiej, ponieważ ci pierwsi ludzie współżyli seksualnie jak każde małżeństwo.

Zdarzają się teologowie, którzy powołują się na ideał życia św. Rodziny, aby argumentować, że prawdziwa miłość i świętość małżonków nie musi wiązać się z życiem seksualnym, czyli, że małżeństwo, które się kocha może się realizować bez współżycia seksualnego. Józef i Maryja przecież nie współżyli, a się kochali. Twierdzenie, że można się kochać ale nie współżyć jest prawdziwe, gdy się odnosi np. do choroby jednego z małżonków (która uniemożliwia współżycie) czy naturalnych  okresów wstrzemięźliwości choćby związaych z cyklem płodności kobiety. Twierdzenie to jest jednak dogłębnie fałszywe, gdy argumentem za nie podejmowaniem współżycia jest przykład św. Rodziny. W tym momencie jest Ona wykorzystywana, aby pomniejszyć rolę współżycia seksualnego w małżeństwie na korzyść bardziej „duchowych”, czyli w domyśle – już nie zmysłowych, nie seksualnych wyrazów miłości. Wzór Józefa i Maryi ciągle inspiruje do głoszenia poglądu, że o seksualności nie trzeba dzisiaj bezpośrednio mówić, aby życie seksualne małżonków było udane i szczęśliwe. Szczęśliwe życie seksualne samo się pojawi, gdy ludzie będą się naprawdę kochać, tak jak kochali się Maryja z Józefem. Ludzie, którzy głoszą taki pogląd wierzą, że prawdziwa miłość sama rozwiąże wszelkie problemy jakie się  pojawią w życiu seksualnym bez konieczności szczegółowej wiedzy na temat seksualności, męskości i kobiecości. Pogląd ten jest naiwny i oderwany od życia. jego zwolennicy czasami nawołują, znowu za przykładem św. Rodziny, do zakładania białych małżeństw, które rezygnują całkowicie ze współżycia seksualnego, albo chcą uczynić z realnego życia seksualnego temat tabu, powołując się nie na kulturową pruderię swojego pokolenia, ale na przykład św. Rodziny. A to już jest niebezpieczne.

Św. Rodzina jako wzór zaprzestania życia seksualnego była eksponowana swego czasu przez ludzi, którzy uważali, że współżycie seksualne pojawiło się po grzechu pierworodnym, czyli w wyniku działania samego Diabła. Pomysł na współżycie seksualne nie pochodzi więc od Boga, który w takim razie musiał przewidzieć całkiem inny sposób rozmnażania się człowieka. Współżycie seksualne jako owoc grzechu ludzkiego i ingerencji diabła w nasze życie trwa niestety do tej pory – ubolewają zwolennicy tego poglądu. Ludzie muszą robić te „świństwa”, czyli współżyć seksualnie, dlatego, że muszą rodzić dzieci (taki motyw usprawiedliwia konieczność rozbudzania się, czyli uaktywnienia życia seksualnego pochodzącego od szatana). Przeciwstawienie aseksualnej czystości rajskiej i brudu współżycia seksualnego jaki pojawił się po raju budziło zainteresowanie, wśród zwolenników tych kuriozalnych poglądów, w jaki sposób ten rajski Boży człowiek okazywał sobie miłość i się rozmnażał? To zafiksowanie na aseksualnej czystości jako wzorze życia chrześcijańskiego nakierowało ich refleksję na przykład małżeństwa Maryi i Józefa. Uznali oni, że po wiekach ohydy współżycia „uprawiania brudnego seksu” Bóg przywrócił wreszcie u Maryi, wyjętej spod skutków grzechu pierworodnego, prawdziwie Boski sposób poczęcia człowieka – poprzez samo Słowo, bez odbycia brudnego i grzesznego stosunku seksualnego. Z tego poglądu wywodzi się ideał „białego małżeństwa” – życia w małżeństwie bez współżycia seksualnego traktowany jako najbardziej doskonała realizacja pierwotnego zamiaru Boskiego i osiągnięcie na powrót, tym razem po urodzeniu dzieci, poziomu duchowego zbliżonego do życia Józefa i Maryi.

Trzeba znać ten pogląd, aby rozumieć, że wszelkie patologie małżeństwa związane z życiem seksualnym, jakie przenikały do Kościoła próbowały się „ochrzcić” powołując się na życie św. Rodziny. Próba powiedzenia ludziom, że punktem wyjścia rozważań nad seksualnością ma być Niepokalanie Poczęta Dziewica i św. Józef, który nigdy nie współżył ze swoją żoną, nie dość, że Niepokalaną, to jeszcze Dziewicą, jest i straszne, i śmieszne. Jest tak samo sensowne i logiczne jak postulat, aby na przykładzie św. Rodziny propagować nowy model ewangelicznej rodziny – małżeństwa z jednym dzieckiem. Wielu niedojrzałych, najczęściej nie zdolnych do małżeństwa katolików (a także księży infantylnie przeżywających celibat) zachwycają przykłady miłości, w których o seksie nie ma mowy. Przy okazji trzeba wiedzieć, że w przypadku Maryi i Józefa o akcie seksualnym nie może być mowy z racji głęboko teologicznych, a nie z niechęci do życia seksualnego jako czegoś złego, niegodnego nawet do mówienia o nim. Józef i Maryja nie mogli współżyć z tego powody, że Jezus jako Syn Boży nie mógł być poczęty w akcie seksualnym ziemskich rodziców, bo byłby wtedy zwykłym człowiekiem – synem Adama. [Jezus nie mógł mieć także żony, bo Bóg Ojciec, który Go posłał na ziemię, aby objawił swoją miłość nie daje życia i miłości poprzez stosunki seksualne (bogowie pogańscy na wzór człowieka), ale poprzez Słowo. Jezus jako Syn Boży, który przyszedł na ziemię ukazywał sposób działania Boga Ojca]. Decyzja nie współżycia Józefa i Maryi była więc związana z ukazaniem podstawowej prawdy wiary o Bóstwie Jezusa, a nie z racji odrzucenia życia seksualnego jako czegoś gorszego wobec „duchowej” miłości. Żadne małżeństwo nie ma i nie będzie miało misji wychowania Syna Bożego i nie będzie wypełniało zadań rodzicielskich wobec Jezusa Chrystusa. Nie ma więc powodu, aby naśladowało św. Rodzinę w aspekcie rezygnacji ze współżycia seksualnego. Swoją miłość małżonkowie mają okazywać w sposób ludzki, czyli także poprzez współżycie seksualne – stworzone dla ludzi przez samego Boga od samego początku. Życie małżeńskie, łącznie z seksualnym, jest podniesione do rangi sakramentu, czyli znaku objawiającego miłość Boga. Próby okrajania małżeństwa katolickiego z seksualności nie świadczą o czystości księży „teologów”, ale o dewocji, psychicznej kastracji, która prowadzi do poniżenia sakramentu małżeństwa przez pozorne wywyższanie wyidealizowanej duchowej miłości, ponad „brudną” rzeczywistość seksualną. Takie poglądy głoszą ludzie niedojrzali, którzy tym samym udowadniają jak niedojrzale przeżywają swoją seksualność, w negacji wartości życia seksualnego, w jego zaprzeczeniu. Dla nich życie seksualne jest mało znaczącym dodatkiem do prawdziwej miłości. Jest też w tym myśleniu ślad niechrześcijańskiej gnozy, która zawsze uważała, że to co duchowe nie może być cielesne. Odkrycie Boga w życiu ludzkim nie może iść w parze o odkryciem Jego obecności w seksie małżeńskim, bo są to dwa odrębne bieguny, całkiem inne, wykluczające się rzeczywistości, nigdy ze sobą nie mogące się spotkać.

Musimy być wyczuleni na próby używania przykładu św. Rodziny w celu zdyskredytowania aktywności seksualnej w małżeństwie i zarazem działalności odwrotnej – dowartościowaniu kosztem aktu małżeńskiego wyboru wstrzemięźliwości seksualnej jako znaku „prawdziwej” cnoty czystości.  Ten typ patologicznej i anty-małżeńskiej wrażliwości rozumiejący „czystość” jako zaprzestanie współżycia seksualnego na wzór św. Rodziny rodzi wiele kolejnych pseudokatolickich poglądów, np. że współżycie seksualne nie jest w małżeństwie ważne, a na pewno mniej ważne niż wstrzemięźliwość; że we współżyciu seksualnym nie objawia się cnota czystości; że powinniśmy się kochać naprawdę duchowo, a taka miłość może się obejść bez współżycia seksualnego. Gdy się nie może obejść bez niego, nie jest już prawdziwa, czystą, bezinteresowną miłością. Jest egoistyczna, brudna. Ideałem jest wtedy ukazywanie Boskiej miłości agape – czystej, aseksualnej. Ci którzy tak robią nie zdają sobie sprawy, że miłość ta bez miłości zwanej erosem – ludzkiego pragnienia upojności, pasji tworzenia, zakochania, jest oderwana od człowieka, jest mu obca. Jest wprost nieludzka. Błąd odrywania się chrześcijaństwa od erosa, krytykuje papież Benedykt w encyklice Deus caritas est. W odrealnionych tekstach niektórych teologów o prawdziwej czystości małżeńskiej, erosa w ogóle nie ma. Ani ludzkiego, ani Boskiego – Bożej miłości podobnej do miłości zakochanych w sobie ludzi, którzy nieustannie tęsknią za sobą. Nic dziwnego, że gdy tak się myśli mistyka i akt seksualny wydają się już w ogóle nie do pogodzenia, czyli o realnym spotkaniu z Bogiem w kontekście życia seksualnego nie ma co mówić.

 

o. Ksawery Knotz


Podobne artykuły: