Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Rozróżnienie na zachowania i środki antykoncepcyjne

Akt małżeński przestaje być święty, nie wyraża pełnej miłości, daru z siebie, jeżeli zostaje świadomie pozbawiony płodności. Nauka Kościoła jasno określa, że konieczne jest, aby akt małżeński zachował swoje wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego . Dlatego nie można świadomie pozbawić go płodności, ani stale (np. sterylizacja), ani czasowo (np. prezerwatywa).

 

„Odrzucić również należy wszelkie działanie, które — bądź to w przewidywaniu zbliżenia małżeńskiego (np. pigułka hormonalna, szczepionka), bądź podczas jego spełniania (np. stosunek przerywany), czy w rozwoju jego naturalnych skutków (np. spirala wewnątrzmaciczna) — miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego” . Tego typu działaniem są także różne sposoby zaspokojenia seksualnego praktykowane zamiast stosunku seksualnego, który w przewidywaniu małżonków prowadziłby do poczęcia dziecka.

Nauka Kościoła pod względem doktrynalnym została jasno zdefiniowana, ale wymaga równoczesnych dopowiedzeń pastoralnych ważnych dla małżonków – praktyków, jak i dla ich duszpasterzy. Gdy omawia się problemy natury seksualnej związane z lękiem przed własną płodnością nie można ich wszystkich wrzucać do tego samego worka. Brak subtelności owocuje dużymi napięciami w pożyciu seksualnym, właśnie u tych, którzy szczerze chcą, ale nie zawsze potrafią, zachowywać naukę Kościoła.

 

Rozróżnienie zachowań od środków antykoncepcyjnych

W dzisiejszych czasach, gdy presja niechrześcijańskiej kultury idzie w kierunku masowego stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych a nawet i aborcji, bardzo ważne jest, aby małżeństwa katolickie, które nie umieją sobie poradzić ze swoją seksualnością w okresie wstrzemięźliwości seksualnej zdawały sobie sprawę, że zachowania antykoncepcyjne różnią się od środków antykoncepcyjnych a te różnią się od działań wczesnoporonnych i aborcji. Choć wspólnym mianownikiem tych metod jest dążenie do nie urodzenia się dziecka, to aborcja, spirala wewnątrzmaciczna, antykoncepcja hormonalna, prezerwatywa lub pieszczoty doprowadzające do orgazmu bez odbycia stosunku seksualnego znacznie się od siebie różnią konsekwencjami jakie się pojawiają w życiu małżonków – zarówno szybkością niszczenia więzi małżeńskiej, nieodwracalnością skutków, jaki mniejszą lub większą łatwością w odbudowaniu strat, które powodują. Dlatego, choć wszystkie te grzechy są sposobami uniknięcia urodzenia dziecka, to wymagają innego podejścia do grzeszących małżonków.

Środki antykoncepcyjne wyprowadzają małżonków poza kulturą katolicką, natomiast zachowania antykoncepcyjne (wykorzystanie możliwości jakie daje ciało, aby poprzez kontakt seksualny nie zajść w ciążę – rozbudzanie się małżonków do orgazmu poza stosunkiem seksualnym, stosunek przerywany, seks oralny) wprowadzają w tę kulturę mniejsze lub większe zamieszanie.

Zachowania antykoncepcyjne polegają na wykorzystaniu możliwości jakie daje ciało, aby pomimo kontaktu seksualnego nie zajść w ciążę (rozbudzanie się małżonków do orgazmu poza stosunkiem seksualnym, stosunek przerywany, seks oralny). Środki antykoncepcyjne to środki techniczne mające uniemożliwić zapłodnienie przy odbyciu zewnętrznie poprawnego stosunku (prezerwatywa, pigułki).

Pierwsze fałszują relację małżeńską wprowadzając w relację cielesną pewną powierzchowność, drugie modyfikują ludzkie ciało w celu umożliwienia współżycia seksualnego. Pierwsze wprowadzają w kulturę chrześcijańską mniejsze lub większe zamieszanie, drugie wyprowadzają małżonków poza kulturą katolicką, w całkiem inny styl życia. Pierwsze są praktyką „miękkiego” NPR, czyli mieszczą się a ramach stylu życia opartym na respektowaniu cyklu płodności i niepłodności kobiety; drugie są wyjściem poza drogę prowadzącą ku dojrzałej miłości.
Różnica w rozstrzygnięciach moralnych w tych dwóch kwestiach – zachowań i środków antykoncepcyjnych – może być zrozumiana, gdy dostrzeże się różnicę w samej sytuacji.

Kochający się małżonkowie dzielą się miłością poprzez okazywanie sobie czułości, przytulanie się do siebie, pieszczenie się. Są to konieczne, normalne i spontaniczne sposoby okazywania sobie miłości, które same w sobie nie są grzechem i nie zakładają a priori zamiaru popełnienia grzechu. Doświadczenie pokazuje, że małżonkowie w okresie wstrzemięźliwości nie umieją czasami poprzestać na umiarkowanych formach wyrażania sobie miłości. Okazywanie czułości i coraz większa intymność z tym związana niosą ze sobą ryzyko łatwego przekroczenia cienkiej granicy, poza którą nie umie się już zatrzymać narastającego podniecenia. Granica przejścia z czułości ku zmysłowości jest bardzo niewyraźna. Czasami żona, która chciałaby, aby pieszczoty męża nie posuwały się za daleko, czuje, że sama za chwilę nie będzie już umiała ich przerwać, o ile maż się nie zatrzyma. Innym razem mąż czuje się zachęcany do jeszcze większej bliskości, a pragnienie spełnienia jest silniejsze niż wola zaprzestania zbliżenia. Ostatecznie niewinne przytulanie będące oznaką żywych uczuć przeradza się w silnie rozbudzające pieszczoty, które kończą się orgazmem; albo zamiast zakończyć się pełnym aktem seksualnym kończą się stosunkiem przerywanym.

Zachowania antykoncepcyjne są naturalną pokusą i słabością małżeństw, które są wierne fundamentalnej kwestii, jaką jest nie stosowanie żadnych środków antykoncepcyjnych. Wypływają ze słabości człowieka i wielkiej siły popędu seksualnego. Mężczyźni raczej nie przeżywają wyrzutów sumienia i nie widzą nic złego w tego typu pieszczotach. U kobiet reakcje są bardziej złożone. Są kobiety, które rzeczywiście przeżywają wiele satysfakcji z takich form bliskości, u innych takie sytuacje są psychicznie bardzo trudne do zniesienia. Niekiedy nawet i fizycznie. Sposób przeżywania w dużym stopniu zależy od osobistej wrażliwości, więzi z mężem, czerpanej satysfakcji, wzajemnego zrozumienia się, częstotliwości zbliżeń, od długości czasu ich praktykowania…

Gdy jedna strona nie chce praktykować zachowań antykoncepcyjnych, to moralne z jej strony jest zachowanie bierności moralnej. Nie chodzi tutaj o pasywność, sztywność w zachowaniu seksualnym (byłyby to zachowania nienormalne u kochających się osób), ale o stan wewnętrznej niezgody na takie zachowania. Ten akt moralny nie ma nic wspólnego z niechęcią do seksu jako takiego. Gdy rozpoczęte pieszczoty posuwają się coraz dalej nie jest wymagane bezpośrednie, aktywne zaznaczanie sprzeciwu wobec takich zachowań. Ważne jest, aby żona (jeżeli to ona jest stroną ulegającą) w odpowiednim czasie porozmawiała z mężem, aby odwieść go od takiej praktyki i ustalić bezpieczne granice bliskości. Nauczenie się poruszania w tym delikatnym obszarze jest trudną sztuką i nie należy się spodziewać łatwych sukcesów.

W przypadku użycia prezerwatywy małżonkowie przekraczają ważny próg – zaprzestają budowania relacji małżeńskiej w granicach wyznaczonych przez ludzkie ciało. Gdy małżonek ma świadomość grzechu, to decyzja jego popełnienia – użycia prezerwatywy wprowadza w pożycie małżeńskie element wyraźnego przewidywania i planowania. Zanim się ją użyje trzeba przedtem kupić, zgromadzić zapasy, założyć odpowiednio wcześniej. Stosowanie prezerwatywy staje się wybraną opcją życia. Prezerwatywa dokonuje swoistej inicjacji w pozachrześcijański świat oddalony od Boga.

Gdy mąż używa prezerwatywy żona ma obowiązek moralny zaznaczyć wyraźnie swoją niezgodę na takie współżycie. Ważne jest, aby maż usłyszał wyraźny komunikat, że takiego sposobu współżycia żona nie chce podejmować. Żona nie musi wyrażać swojego zdania od razu (zmuszona sytuacją), zawsze przed współżyciem, itp. o czym wspomina warunek trzeci, ale w odpowiednim czasie, z miłością. Może w pełnej wolności wybrać miejsce i czas, najlepszy według jej rozeznania.

Nie chodzi tu o manifestację gniewu, radykalną odmowę współżycia, ale o respektowanie prawa każdego człowieka, także katolika do mówienia o swoich odczuciach i poglądach nawet wtedy, gdy nie podobają się one drugiej stronie, czy w pewien sposób ją ranią. Katolik ma prawo sprzeciwić się czemuś co mu przeszkadza w życiu, mieć swoje preferencje i wymagania odnośnie współżycia seksualnego. Mówienie o trudnych sprawach jest uczciwsze niż unikanie drażliwego tematu i „zamiatanie śmieci pod dywan”.

Te dwie sytuacje – jedna związana z pojawieniem się zachowań antykoncepcyjnych w ramach ciała, a druga z użyciem środka antykoncepcyjnego – można porównać do sytuacji znanej w każdym domu. W ciągu dnia domownicy zostawiają swoje rzeczy nie na swoim miejscu, co sprawia, że bałagan staje się coraz większy. Osoba bardziej lubiąca czystość, coraz bardziej męczy się w narastającym bałaganie, wewnętrznie nie zgadza się na nieporządek. Każdy jednak do jakiegoś stopnia potrafi tolerować brak porządku. Gdy wspomina o konieczności posprzątania domu nie stawia tej sprawy kategorycznie. Tolerować nie oznacza przyzwalać, zgadzać się czy akceptować. To pojęcie nie ma znaczenia pozytywnego (nadanego przez współczesną kulturę, która czyni z tolerancji cnotę moralną), ale uznanie stanu tymczasowego, który w przyszłości będzie chciało się zmienić spokojnie szukając odpowiednich sposobów dotarcia do współmałżonka. Gdy jednak bałagan przekracza już pewne granice (w tym przypadku naznaczone przez ciała małżonków) osoba wrażliwa nie chce już w takim bałaganie żyć i ma prawo do bardziej stanowczego i jednoznacznego domagania się posprzątania. Dlatego wyraźnie zaznacza swoją wolę życia w czystości. Tolerowanie tak dużego bałaganu nie ma już dla niej sensu. Konieczne jest jak najszybsze posprzątanie domu i przywrócenie przynajmniej względnej czystości.

Rozróżnienie ma także zastosowanie w posłudze duszpasterskiej. W stosunku do zachowań antykoncepcyjnych można być wyrozumiałym nasilając troskę o doprowadzenie małżonków do dojrzałości na drodze stopniowego postępu w świętości. Duszpasterz powinien mieć wewnętrzną intencję doprowadzenia ludzi do czystości, ale w odpowiednim czasie. Jest to postawa aktywna, której założeniem nie jest zgoda na grzech, ale świadomość, że nie wszyscy są gotowi szybko i od razu zmienić swoje życie. Dlatego daje małżonkom czas na dorastanie do w pełni czystego stylu życia. Taka postawa nie oznacza moralnej zgody na grzech, tak jak nie ma takiej zgody, gdy małżonkowie się nieustannie kłócą. Pomimo takiej przykrej dla samych małżonków sytuacji roztropnie ocenia się moralny wymiar ich konfliktu. Tego typu problemy w komunikacji należą do dość typowych trudności jakie towarzyszą życiu małżeńskiemu. Tak samo też w życiu seksualnym małżonków katolickich pojawiają się trudności z radzeniem sobie z reakcjami ciała, szczególnie w okresie wstrzemięźliwości. Taki jest realizm życia małżeńskiego. Zarówno nieopanowanie języka jak i nieopanowanie seksualne mogą czasami poważnie zranić, a nawet przyczynić się do rozpadu związku. Nie chodzi więc o to, aby przyzwalać na rozwój tego typu grzechów, ale aby realistycznie, w odpowiednich proporcjach widzieć pojawiające się problemy w życiu małżeńskim.

Gdy zaś w życiu małżonków pojawiają się środki antykoncepcyjne trzeba starać się im wyjaśnić na czym polega zło antykoncepcji, tak aby człowiek wiedział, że Bóg wymaga od niego możliwie szybkiego zerwania z grzechem. Oczywiście człowiek może nie być w stanie tej decyzji szybko podjąć, ale w wyniku dobrze przeprowadzonej rozmowy może pojawić się pozytywna konfrontacja jego życia z wolą Bożą (nie mylić tej konfrontacji ze surowością spowiednika lub tanim moralizowaniem).

 

Szacunek dla małżonków odrzucających środki antykoncepcyjne

Decyzję małżonków jednoznacznego odrzucenia środków antykoncepcyjnych i życia zgodnego z ludzką naturą trzeba szczególnie uszanować i docenić. Gdy idą wytrwale „wąską drogą zbawienia”, a na tej drodze nie radzą sobie z panowaniem nad własnym ciałem i z tego powodu się nadmiernie rozbudzają, muszą mieć poczucie zrozumienia dla tego typu trudności. Gdy bohaterzy zdobywają Himalaje nie osadza się surowo ich upadków i porażek w drodze na tak wielkie szczyty. Ludziom tym należy się szacunek za to, że starają się zachowywać okresową wstrzemięźliwość. Pojawienie się zachowań antykoncepcyjnych w tym okresie nie może być automatycznie obciążone rangą grzechu śmiertelnego.

Pozorna ortodoksja wyrażająca się w jednoznacznym formułowaniu surowych osądów moralnych wobec zachowań antykoncepcyjnych nie pomaga dojrzewającym do świętości małżonkom znaleźć się w ramach katolickiej kultury współżycia seksualnego. Brak delikatności w tym obszarze naznacza naukę Kościoła niepotrzebnym rygoryzmem, akurat tam, gdzie trzeba być wyrozumiałym wobec słabości tych, którzy starają się wbrew olbrzymim naciskom świata budować kulturę katolicką, i pomimo swoich słabości wiernie trwają przy Bogu.

Duszpasterze muszą sobie zdawać sprawę, z tego, że życie zgodne z cyklem płodności kobiety przestaje cieszyć, gdy moralny wybór wstrzemięźliwości, czasami bardzo długiej, naznaczony jest wzrastającym poczuciem winy z powodu niemożności idealnego go zachowania. Naznaczone poczuciem winy (czasami bardzo silnym) okresy wstrzemięźliwości seksualnej – narażające małżonków na permanentnie powtarzający się grzech masturbacji, zbyt zaawansowanych pieszczot albo stosunek przerywany – podważają wartość życia zgodnego z cyklem kobiety. W imię nauki Kościoła „dziecko zostaje wylane z kąpielą”. Naturalne metody regulacji poczęć zamiast spokoju sumienia i radości życia godnego człowieka, poczucia godności wypływającego ze świadomości respektowania prawa naturalnego – rodzą dodatkowe obciążenia moralne. Jeżeli Kościół chce bronić NPR, to musi być rozumieć problemy małżonków rodzące się jakby „wewnątrz” tych metod, pojawiające się przy ich wiernym stosowaniu, a niekiedy niemal heroicznym trwaniu w długiej wstrzemięźliwości.

 

br. Ksawery Knotz


Podobne artykuły: