Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Spanie nago

Spanie nago

Jesteśmy małżeństwem od 14 lat, mamy czworo dzieci. Nigdy nie braliśmy pod uwagę stosowania antykoncepcji, ale przez długi czas mieliśmy wiele problemów w przeżywaniu okresu wstrzemięźliwości seksualnej. Chodziło zwłaszcza o moje podejście – za wszelką cenę chciałem żyć w czystości i miałem silne poczucie winy, kiedy dochodziło do upadków

Moją postawę pragnienia życia w czystości małżeńskiej wzmocniło dodatkowo pewne wydarzenie. Kiedyś pojechaliśmy na rekolekcje, było to na początku naszego małżeństwa. Przyjechało tam pewne małżeństwo z prelekcją i podzieliło się doświadczeniem ze swojego życia, że w okresie płodnym śpią osobno i w ogóle są bardzo oszczędni w gestach. Wtedy był to dla mnie niedościgły wzorzec. Chciałem nawet realizować takie pomysły, ale żona bardzo źle znosiła, kiedy ją odsuwałem i nie przytulałem. Pomyślałem sobie w końcu, że jest czymś nienormalnym mieszkać pod jednym dachem z piękną kobietą, spać z nią w łóżku, czuć jej zapach i cały czas pilnować się, żeby jej nie dotknąć i się nie podniecić. Jednak było jeszcze za wcześnie na jakieś zmiany. Nie miałem uregulowanej relacji z Panem Bogiem. Czułem się przez Niego ścigany, osądzany i potępiany, ale już zaczynałem buntować się przeciwko takiemu Bogu. Gdzieś także czułem, że ten prawdziwy Bóg nie może być taki. Bardzo pomagała mi w tym żona. Ona raczej nie miała dylematów moralnych, jeśli chodzi o nasze życie seksualne, chyba że faktycznie przegięliśmy w pieszczotach. Mówiła wtedy, że źle się z tym czuje i że trzeba bardziej się pilnować. Nigdy mnie nie oceniała ani nie potępiała, wręcz przeciwnie zachęcała do flirtu i czuła się porzucana, kiedy wpadałem na swoje pomysły tzw. „życia w czystości”. Co ciekawe, gdy tak cały czas myślałem o tym, żeby nie upaść, byłem właściwie ciągle na tym skupiony, bardzo często zdarzały się upadki.

Nie pamiętam już, jak do tego doszło, ale w końcu tego nie wytrzymałem. Powiedziałem sobie, że nie może tak być, tyle męki i wysiłków i praktycznie żadnych efektów. Zaproponowałem żonie spanie nago. Owszem, spaliśmy nago w okresie współżycia, lecz nigdy w czasie, gdy nie mogliśmy się kochać. Pamiętam, że żona przyjęła moją propozycję z lekkim niepokojem, jak to wytrzymamy. Bała się, że może skończyć się na stosunku seksualnym. Ale pragnienie było silniejsze. Nie zrobiliśmy tego na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”, bardziej szukaliśmy wyjścia z impasu i uwolnienia się od oskarżania siebie.

Upłynął już rok od pierwszej takiej nocy i nie zmarnowaliśmy do tej pory żadnej okazji. Na początku przeżyłem szok fizyczny. Ciało mojej żony bardzo mnie podniecało. Były upadki, lecz śledziłem swoje intencje, na ile chcę używać ciała żony do podniecania siebie, a na ile chcę ją kochać. Zamiast liczyć ilość orgazmów, zacząłem liczyć ilość okazywanej miłości. Wynikało to na pewno z przemiany mojej relacji z Bogiem. Czułem, że mnie kocha i kompletnie nie interesują Go moje grzechy, tylko żeby mieć ze mną relację. Drugi to szok psychiczny. Zakochałem się w mojej żonie, jak nigdy dotąd. Codziennie mówiłem jej, że ją kocham, zwłaszcza kiedy leżeliśmy nago przytuleni. Nie mogliśmy się doczekać, kiedy dzieci pójdą spać i nieraz kładliśmy się o wiele wcześniej niż zwykle, żeby dłużej się przytulać. Trzeci to był szok duchowy. Paradoksalnie obecnie jest o wiele mniej upadków. Ogólnie, doświadczam mniejszego napięcia seksualnego. Czasami bywa tak, że cały dzień chodzę podniecony, a gdy wchodzimy do łóżka, uspokajam się. Nie do końca umiem to wyjaśnić. Wiem jedno, o wiele bardziej dojrzałem do kochania swojej żony. Dostrzegam w niej więcej piękna duchowego, które nie zawsze widziałem, i łatwiej mi odróżnić grzech od miłości.

Krzysztof

 

Moja pierwsza reakcja na propozycję męża, żebyśmy spali nago, to zdziwienie i strach. Zdziwienie, jak tu przytulać się do siebie, będąc nago i nie mogąc się kochać; strach, co będzie, gdy nie wytrzymamy i dojdzie do współżycia. Myśląc o tych swoich obawach, mimo wszystko zgodziłam się. Czułam, że propozycja Krzyśka może kryć w sobie coś wyjątkowego. I rzeczywiście.

Kładąc się obok siebie pierwszy raz nago, przeżyliśmy szok. Było to uczucie, które można by porównać do nocy poślubnej, jeśli zachowało się czystość i nie współżyło się wcześniej, jednak jest ono o wiele głębsze i bogatsze o wspólnie spędzone lata i doświadczenie. Było to przeżycie niezwykłe i niesamowite. Nigdy nie doznałam czegoś podobnego. Początkowo czułam lęk, byłam spięta; nie wiedziałam, czy mogę do końca zaufać. Ale czuły i delikatny dotyk mojego męża stopniowo rozwiewał wszelkie uczucia strachu i nieufności. Poddawałam się jego miłości. Nie szczędziliśmy sobie pieszczot ani czule szeptanych słów. Gdzieś w głębi byłam przekonana, że Krzysiek nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda, nie użyje mnie. Zaufałam mu, jego męskości.

Od tego momentu śpimy nago. Nieraz cały dzień marzymy o chwili, gdy nasze ciepłe i miękkie ciała wreszcie splotą się ze sobą i znów będziemy szeptać sobie słowa miłości; gdy będziemy tylko dla siebie. Moment zetknięcia naszych ciał i nasze przytulenie, otulenie mnie przez Krzyśka otwiera nas na siebie nawzajem, wzmacnia miłość, pogłębia zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, oddala lęk i troskę. Ten dotyk mojego męża jest zupełnie inny niż dotknięcie jego dłoni w czasie naszego aktu małżeńskiego. Gdy możemy się kochać, mamy tak jakby wspólny cel. Dążymy do pełnego aktu seksualnego. W dotyku mojego męża w czasie, gdy nie możemy współżyć, jest sama miłość. Jesteśmy dla siebie i to jest najważniejsze.

Renata

Artykuł ukazał się w 2. numerze „Zbliżeń. Pisma dla Rodzin”.


Podobne artykuły: