Kategorie artykułów

Sakrament małżeństwa (29)
Celebracja aktu małżeńskiego (32)
Miłość ludzka w planie Boga (46)
Czystość przedmałżeńska (12)
Płodność i planowanie dzieci (35)
Początek życia ludzkiego (9)
Wychowanie seksualne dzieci (10)
Orgazm (7)
Inicjacja, gra wstępna (22)
Ciąża i diagnostyka prenatalna (11)
Leczenie niepłodności (12)
Wstrzemięźliwość seksualna (35)
Poronienie (3)
Menopauza (5)
Choroby, trudne sytuacje (48)
Masturbacja (11)
Pornografia (11)
Seksoholizm (8)
Środki antykoncepcyjne (28)
In vitro (11)
Syndrom poaborcyjny (7)
Modlitwy małżeńskie (6)
Pożądliwość serca (48)
Podejście do grzechów seksualnych (52)
Historia i nowoczesność (23)
Stereotypy (30)
Zdrada (11)
Historie z życia (42)
O nas Kontakt

WESPRZYJ NAS

Zdrada nie przekreśla małżeństwa?

Zdrada to jest największy dramat, który spotyka małżonków. Ona uderza w najgłębsze ludzkie pragnienia: kochania na zawsze, zaufania, że żyję z kimś dla kogo jestem najważniejszy. Wierność jest wielką wartością, na której buduje się jedność. Zdrada przekreśla wiele tego co piękne między ludźmi, na czym opierał się związek. Zdrada jest głębokim zranieniem. Jednak zanim do niej dojdzie to w mniejszej skali  zaczyna pojawiać się wcześniej – mówi o.Ksawery Knotz w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim fronda.pl

 

JW: W jaki sposób?

KK: Ludzie się nie szanują, nie troszczą się o siebie. Nie powierzają sobie swoich problemów. Nie rozmawiają, nie słuchają. Nie czują się kochani. Można powiedzieć, że zdradzają się na innych płaszczyznach.  Żona może np. zdradzać męża z dzieckiem w tym sensie, że poświęca mu tak wiele czasu, że ono całkowicie przysłania męża, który czuje się samotny. Mąż może zdradzać żonę poświęcając swój czas kolegom, pasjom, a nie jej.  Ona sama w pustym domu może czuć się opuszczona. Jeśli coś się dzieje niepokojącego już teraz, to może za jakiś czas, przy sprzyjających okolicznościach, zakończyć się romansem i zdradą fizyczną.

Jak dojdzie do takiej zdrady, to jest to już koniec małżeństwa?

Różnie bywa. To nie musi być koniec, małżonkowie mogą wtedy dostrzec głęboki problem i odbudowywać swoje relacje i małżeństwo. Trzeba zdawać sobie jednak sprawę z tego, że już nigdy nie będzie tak jak przedtem. W wielu sytuacjach rany są na tyle głębokie, że małżonkowie nie potrafią już sobie przebaczyć i jest to początek końca. Cierpią, oskarżają się i nie potrafią z tą sytuacją sobie poradzić. Dochodzi do rozpadu małżeństwu.

I tu dochodzimy do tego problemu: czy mówić o zdradzie, czy nie?

Zdrada jest wielką tragedią. Co więc robić? Ujawnienie tej sytuacji to  jest wrzucenie bomby emocjonalnej w małżeństwo, w rodzinę.  Jak bomba wybucha to poważnie rani, a nawet zabija. Prawda jest taka, że jak się ujawni zdradę, to trzeba się liczyć, że to może być koniec małżeństwa. Na pewno już nigdy nie będzie tak jak dawnej. Myślenie, że takie wyznanie przywróci jedność małżeństwa, wszystko się dobrze skończy, nastąpi przebaczenie i wróci dawna miłość,  to są tylko pobożne życzenia. Ludzie nie są sobie w stanie wybaczyć drobnych rzeczy, a co dopiero fakt o takim kalibrze. Jeżeli mężczyzna powie kobiecie np., że przytyła, postarzała się i brzydko wygląda, i nie daj Boże powie to przy innych, to wystarczy, aby to pamiętała całymi latami. Jeśli mąż usłyszy, że nie jest męski albo jest lalusiowaty – to też może być bardzo zraniony. Zdrada przy tych błahostkach, których jednak ludziom oszczędzamy, jest naprawdę czymś znacznie, znacznie boleśniejszym. To jest zadanie bardzo głębokiej rany, która dotyka naszego „rdzenia”. Wielu małżonków ma świadomość, że gdyby powiedzieli o zdradzie, to druga strona tego nie udźwignie, nie da rady. To przerasta człowieka.

„Prawda was wyzwoli”, tutaj właśnie nasuwają się te słowa.

Prawda jest związana z miłością, która uczy dostrzegać drugiego człowieka – jego wrażliwość, osobowość, gotowość. Nawet Bóg szanuje naszą dojrzałość. Gdyby nam wszystko o nas objawił prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie tego udźwignąć. Małżonkowie siebie znają, wiedzą jak się zachowują w pewnych sytuacjach. Prawda, uczciwość w małżeństwie jest niesłychanie ważna. Jednak wyjawienie zdrady to powiedzenie wprost : ja ciebie nie kocham, wybrałem sobie młodszą czy ładniejszą, czy w przypadku mężczyzny – bardziej miłego, męskiego. To zakwestionowanie całego wspólnego życia. Czy powiedzenie tego „w prawdzie” rozwiązuje sytuację? Nie.

Może ojciec podać jakiś przykład?

Znam takiego męża, co wymyślił sobie, że w ramach przeprosin da jej kwiaty, ona przyjmie, uśmiechnie się i zaczną nowy etap życia. Ona zaś rzuciła kwiaty na ziemię, powiedziała, że takie przeprosiny niczego nie załatwią, on się obraził, wyszedł z domu i jeszcze jej na wychodne powiedział jej coś przykrego. Nie był gotowy cierpieć przez dłuższy czas odrzucenia, dostrzec bólu zranionej żony, która nie potrafi już uwierzyć w miłość do niej. Egoiści nie tylko potrafią mówić prawdę, ale też przepraszać, byleby życie małżeńskie układało się według ich scenariusza. Nie mówię o tych co stale korzystają z prostytutek, co regularnie zdradzają żony i nie mają ochoty zaprzestać podwójnego życia, bo oni już sobie życie skrzywili i w ogóle nie kochają tej drugiej osoby. Mówię o tych z refleksją wyrządzonego zła innym i chcących wrócić do współmałżonka. O tych co chcą ratować pęknięte małżeństwo. Mają poczucie winy.

Czyli poczucie winy może tutaj wiele zmienić?

Może, jeżeli zostanie dobrze wykorzystane.  Niech taki małżonek nie zaczyna od mówienia o swoim brudnym życiu, tylko niech będzie uczciwszy czy  ofiarniejszy. Niech się zmobilizuje i próbuje odbudować więź małżeńską. Najpierw trzeba naprawdę pomyśleć z empatią o drugim człowieka, zacząć dbać o niego. Ale, aby to było możliwe trzeba samemu się nawrócić – iść do spowiedzi, przemodlić problem,  odbudować własne życie duchowe, zerwać na dobre romans, zacząć pokutować, nabrać dystansu. To musi być realna wola odbudowy małżeństwa, a nie powiedzenie tylko trzech słów: zdradziłem, przepraszam, kocham.

Czyli samo powiedzenie prawdy nie musi oznaczać miłości?

Nie wszystko złoto co się świeci. Wiele osób nie może sobie poradzić z wyrzutami sumienia i złym samopoczuciem i przerzucają swoje problemy na małżonka. Tylko pozornie nagle robią się uczciwi i prawdomówni; „Tydzień temu ciebie zdradziłem, a teraz tak bardzo cię kocham, że ci to powiem, bo chcę, abyśmy byli jednością i wszystko o sobie wiedzieli”  Dlaczego nie informował gdy jeszcze przed zdradą odpisywał na smsy? W tydzień, to nawet nie można schudnąć, a co dopiero zmienić swoje serce. To jest jakieś nieporozumienie. Trzeba się krytycznie zapytać skąd taka nagła uczciwość? A może to dziecinada ludzi, którzy nadal nie chcą być odpowiedzialni za swoje czyny i nadal nie przewidują ich skutków? To nie jest życie prawdą tylko straszny egoizm. Nie idealizujmy tej postawy i nie dopatrujmy się w niej ewangelicznej głębi. Taki małżonek jest nadal skoncentrowany na swoich doznaniach, tym razem tych nieprzyjemnych i chce się ich szybko pozbyć kosztem drugiej strony. Nadal niszczy małżeństwo, które i tak już jest na krawędzi. Ma wtedy tylko alibi, że się już zmienił. Nie mamy do czynienia z żadnym mocarzem ducha kochającym ewangeliczną miłością, tylko człowiekiem który się pogubił, ma bardzo słabą więź ze współmałżonkiem, ale mającym jeszcze szansę odbudować swoje życie.

A gdy ktoś już zdecydował się ujawnić zdradę?

To niech w imię prawdy nie mówi szczegółów. Druga strona, gdy się dowie, chce najczęściej wiedzieć kiedy, z kim, jak? Mówi: „mów prawdę do końca, tyle już kłamałeś”. Potem ta skruszona osoba zaczyna opowiadać wszystkie szczegóły, bo już nie chce kłamać. Potem, dajmy na to żona, która dostała taki „złoty strzał” nie śpi po nocach, wyobraża sobie jak to było, kojarzy fakty. Mąż, który nie myślał o niej gdy ją zdradzał, nadal nie myśli, bo mu „spowiedź” przynosi ulgę. Jemu, nie żonie, która jako ofiara przeżywa traumę. Ona wpada w depresję, zaczyna chodzić do psychiatry i nie może  o tym co się stało przestać natrętnie myśleć,  cierpi strasznie. Gdy jest totalnie rozbita, on się dopiero orientuje co z nią zrobił i odkrywa, że gdyby wiedział co się stanie, do jakiego stanu ją doprowadzi, nigdy by jej nie powiedział. Ludzie kompletnie nie są przygotowani na takie sytuacje. Myślą, że sobie poradzą, ale jest zazwyczaj odwrotnie. Mogą już się nie wyplątać, tym bardziej gdy zostaną sami bez pomocy z zewnątrz. A tylko mały procent umie pójść do kogoś z prośbą o pomoc.

To doświadczenie może kształtować pokorę w człowieku?

Tak. Może z Bożą pomocą. Trzeba wszystko zrobić, aby swoje małżeństwo ratować, mocniej kochać. Znam kobietę, która kiedyś miała romans. Gdy ma pretensje do męża za jego grzechy przypomina sobie, że było ją stać na gorsze rzeczy. Są naprawdę bardzo dobrym małżeństwem. Ona wie, że gdyby powiedziała o tym mężowi bardzo by go zraniła. Kocha go i chce być dla niego jak najlepszą żoną. Pomaga jej w tym świadomość własnej grzeszności, która z poczucia winy przerodziła się z czasem w pokorę. To jest najbezpieczniejsza droga. Często się zdarza, że mąż wyjeżdża za granice. Nowe towarzystwo, brak zasad, praca cały dzień, samotność. Zdrada. I dopiero potem refleksja: co ja najlepszego zrobiłem i żal do siebie.  Postanowienie, że nigdy więcej tego już nie zrobi. Decyduje się sprowadzić żonę jak najszybciej do siebie, albo wracać do domu, bo wie, że kocha tylko ją. Zdrada nie przekreśla małżeństwa. Gdy ktoś chce je uczciwie ratować niech szybko ratuje póki się na dobre nie pogubi i nie zaciemni swojego sumienia. To powinien zrobić.

Czyli trzeba przemyśleć, czy bolesną prawdę powiedzieć, czy też zatrzymać ją dla siebie i zacząć życie inaczej.

Z doświadczenia wiem, że wyjawienie zdrady prowadzi do olbrzymich zranień i często rozpadu małżeństwa. Jeśli ktoś nawołuje do wyznawania wszystkich grzechów publicznie,  to może i brzmi to pięknie, ale niech taka osoba bierze też odpowiedzialność za rozwody, które w wielu wypadkach nastąpią. Nikomu nie można radzić, aby powiedział, a lepiej ostrzec przed możliwymi konsekwencjami.

Czyli prawda nie wystarcza?

Jeśli nie ma empatii, miłości, przemiany serca – to co to da? Ktoś wyrzuci z siebie problem,  bo go gryzie i tyle. Zdrada jest czymś strasznym – taka jest prawda. Unikajmy jej jak możemy, bo potem nie będzie dobrego rozwiązania. Nie mówienie też będzie bolało i będzie ciężarem. Nie szukajmy więc sytuacji, gdzie zdrada może się dokonać. Nie zwierzajmy się osobom, z którymi nam się dobrze rozmawia i czujemy jakąś miętę. Nie pijmy za dużo alkoholu, nie szukajmy rozwiązłych sytuacji, na imprezy integracyjne w firmie jedzmy razem z małżonkiem.  Teraz mi jeden mąż mówił, że tak zrobił. Najpierw się wszyscy dziwili, ale potem też zaczęli brać żony. A on jest teraz najbardziej znanym pracownikiem w korporacji, bo wszyscy go zapamiętali, że był z żoną.

 

Fronda.pl


Podobne artykuły: